Nie milkną echa wtorkowego awansu Legii Warszawa do elitarnych rozgrywek Ligi Mistrzów. Cały Internet aż huczy od złośliwych komentarzy, memów i tekstów podważających sens uczestnictwa mistrzów Polski  w Champions League. Rodzi się, więc pytanie: komu to teraz do jasnej anielki jest potrzebne?

Nie jestem w stanie pojąć dlaczego wokół tego, jakby nie patrzeć historycznego „sukcesu” (ujęte w cudzysłowie, bo dla wielu to żaden sukces), wytworzyła się tak negatywna i toksyczna atmosfera. Bo co? Bo Wojskowi do końca drżeli o awans, męcząc się z półamatorami? Bo to wstyd, że wygrali rywalizację w takim stylu? Zwycięzców się nie sądzi – banał, ale jakże na czasie. Szczerze mówiąc osobiście wolę widzieć polską drużynę w Lidze Mistrzów, która dostała się tam w żenujący sposób niż oglądać kolejne świetne i widowiskowe mecze ostatecznie przegrane i zapewniające grę jedynie w Lidze Europy.

Nie awansowali źle, awansowali jeszcze gorzej. O co tu chodzi? Oczywiście, że forma Legii jest obecnie w stanie krytycznym, żeby nie powiedzieć agonalnym, ale kto wie jak to będzie za miesiąc. Są opinie, że nawet jak prezes Bogusław Leśnodorski ściągnie paru nowych piłkarzy to i tak występy warszawiaków przyniosą nam kompromitację na europejskich salonach, ponieważ polskie kluby nie są na to gotowe. To w takim razie nie wystawiajmy w ogóle żadnego zespołu w eliminacjach, skoro i tak będzie siara na cały świat. A nawet, jeśli mistrz Polski przegra wszystkie mecze w grupie to co?

Policzmy mniej więcej korzyści wynikające z uczestnictwa w Champions League. 15 mln euro – tyle prawdopodobnie hajsu zgraną Wojskowi, którzy Bóg wie co z nim zrobią. Zgaduję, że w błoto nie wyrzucą. Spotkamy się, także z innymi „profitami”. Sądzę, że zwiększy się zainteresowanie polską Ekstraklasą piłkarzy, którzy być może posiadają nieprzeciętne umiejętności, ale w silnych europejskich ligach im nie wyszło. Szerzej uśmiechną się na propozycję klubów z naszego podwórka, mając nadzieję na poznanie smaku Ligi Mistrzów, bo w końcu w Polsce jak widać  jest to możliwe. Może więcej inwestorów, może więcej sponsorów zacznie pompować kasę na konto polskich klubów. Warto, skoro przy odrobinie szczęścia mogą mieć swoje pięć minut na stadionowych banerach reklamowych w trakcie transmisji meczu z Realem, Barceloną czy Bayernem. Tego szczęścia nie zabrakło  w eliminacjach Legii, która w grupie zmierzy się ze wspomnianym Realem Madryt, Borussią Dortmund i Sportingiem Lizbona. Przeciwnicy atrakcyjni szczególnie finansowo. Kolejny plus, ot co.

Nie chcę tutaj bronić Legii. Nie mam z tym klubem nic wspólnego. Nie kibicuję, nie gram, nie pracuję, ale fakty są jakie są. Po dwudziestu latach mamy swój zespół w najbardziej prestiżowych rozgrywkach w Europie i zamiast się tym radować wciąż wyrzucamy jakieś brudy, srając tak naprawdę do własnego gniazda. Cóż, być może przemawia zazdrość albo po prostu taka mentalność. Nie wiem, a nawet jakbym wiedział to chyba i tak bym na to nic nie poradził, poza tymi paroma słowami krytyki…

Autor | Marcin Paluch

  • Zdjęcie | fangol.pl