Marcin Torz: Konserwatorze zabytków, racz się wziąć do roboty

Przez ostatnie lata wciąż słychać o zabytkowych budynkach, które nagle przestawały być zabytkami, bo przestawały istnieć w ogóle. Rzeźnia przy ul. Legnickiej (w jej miejscu postawiono Magnolię), schron przy ul. Grabiszyńskiej. A teraz na tyłach Dworca Głównego równany z ziemią jest kolejny schron, z czasów hitlerowskich. W jego miejscu ma powstać biurowiec.

Oczywiście tym razem jest również tak, że deweloper działa zgodnie z prawem i zasłania się wszelkimi możliwymi pozwoleniami, łącznie z informacją, że dany budynek jest zabytkiem tylko w potocznym rozumieniu tego słowa, bo nie ma go w rejestrze. Znając życie – nie można się do dokumentów przyczepić: czyli nie zostały sfałszowane, nie zostały wystawione na lewo. To jak to możliwe, że zabytkowe budynki są wyburzane w majestacie prawa? No właśnie nie za bardzo wiadomo. Na straży takich budynków powinien stać konserwator zabytków (pal licho czy miejski czy wojewódzki), z tym że nie stoi. Instytucja konserwatora zabytków, jak sama nazwa wskazuje, jest nieco przestarzała, żeby nie powiedzieć bez sensowna. Zamiast chronić zabytki, zamiast dbać o to, co dla Wrocławia jest cenne, konserwator zachowuje się trochę jak politycy unijni w kontekście wojny na Ukrainie. Czyli działania konserwatora polegają na „wyrażaniu najgłębszego oburzenia” i tym podobnych frazesów. Jest nieskuteczny, kiedy sporych rozmiarów zabytek rozwala w biały dzień koparka. Ale proszę mi wierzyć, że konserwator może być za to wyjątkowo sprawny i groźny, kiedy zwykły wrocławianin mieszkający w zabytkowej kamienicy zechce zrobić remont łazienki. Z drugiej strony, co może zrobić biedny konserwator zabytków, kiedy wielka kopara rozwala zabytek, a deweloper pokazuje urzędowe pozwolenia na rozbiórkę? Oflagować urząd w ramach protestu? Przywiązać się łańcuchem do koparki? Donieść do prokuratury o podejrzeniu popełnienia przestępstwa? Wszystkie takie zachowania nie działają. Dwa pierwsze deweloper słusznie będzie miał gdzieś. A organy ścigania mają to do siebie, że zanim cokolwiek zrobią, to w miejscu zabytku będzie stał już nowy budynek. Zachęcam konserwatora, aby w swojej pracy skupił się na tym, co przynajmniej mi wydaje się dość istotne: ważne, aby po prostu wiedział, ile jest zabytków we Wrocławiu. Bo teraz najwyraźniej nie wie. Zamiast siedzieć w biurze ze swoimi urzędnikami, można udać się na spacer po Wrocławiu i po prostu zrobić to, co powinno zostać zrobione już dawno: skatalogować budynki cenne, wyjątkowe i wpisać je do rejestru. Jeśli urzędników konserwatora jest za mało i do tego są zajęci blokowaniem remontów łazienek, to do współpracy można zaprosić choćby aktywistów z Towarzystwa Upiększania Miasta Wrocławia. Na pewno pomogą, bo to osoby, które nie mają w poważaniu cennej wrocławskiej tkanki miejskiej.

Autor | Marcin Torz

PODZIEL SIĘ
Poprzedni artykułEwelina Zambrzycka-Kościelnicka: Puścić to z dymem
Następny artykułSportowy raport #36 (27.03.2015)
Żyjemy we Wrocławiu i patrzymy na świat z perspektywy naszego miasta. A Dzielnice są różne jak tylko różne mogą być. Nader często można odwiedzić nasze wrocławskie dzielnice kultury czy sportu, ze szczególnym uwzględnieniem teatru, filmu czy Śląska.