- KARTKA Z KALENDARZA - 19 LIPCA -


- REKLAMA -

Marina Abramović – córka jugosłowiańskich partyzantów, wychowana w uprzywilejowanej rodzinie czasów Tito, kobieta, która przeszła piekło w domu rodzinnym i przekuła historię w sztukę. Jej biografia jest równie porywająca, co jej dzieła.

Wśród wybitnych artystów XX i XXI wieku ta Jugosłowianka o posągowych rysach zajmuje wyjątkowe miejsce. Najlepszym dowodem na jej nieprzeciętność jest kolejka, jaka ustawiła się przed nowojorskim Muzeum Sztuki Współczesnej w 2010 roku. Na środku wielkiej sali w MoMA stanął prosty stół i dwa krzesła. Jedno z nich zajęła kobieta. Ascetyczna sukienka zakrywała ją od szyi po palce stóp. Ciemne, długie włosy zaplotła w warkocz. Jedyne co robiła, to siedziała i patrzyła w oczy kolejnym osobom, które zdecydowały się zasiąść na krześle naprzeciwko niej. Tych osób były tysiące. Konkretno 750 tysięcy ludzi, którzy przyjechali z całego świata i spali przed drzwiami muzeum, by móc choć przez chwilę dzielić się spojrzeniem z Mariną Abramović, urodzoną w Belgradzie artystką – performerką.

Performance „The Artist Is Present” był częścią zorganizowanej przez MoMA retrospektywnej wystawy Abramović. Artystka obawiała się, że nikt nie pojawi się na wydarzeniu, nie zechce zasiąść po drugiej stronie stołu, a 700 godzin, jakie miała zamierzała poświęcić performance’owi, spędzi samotnie. Nic bardziej mylnego. Publiczność tłoczyła się przed wejściem do muzeum, instytucja zanotowała tysiące wejść na stronę  www relacjonującą wydarzenie, a o samej wystawie informowały najważniejsze światowe media. Możliwość nieskrępowanego patrzenia w oczy drugiemu, obcemu człowiekowi stała się nie tylko atrakcją, ale wręcz potrzebą sprawdzenia się. Nie wyznaczono czasu, jaki każdy z odwiedzających mógł spędzić z Abramović. Niektórzy siedzieli naprzeciwko niej minutę lub dwie, inni wydłużali ten czas do długich godzin, czym wzbudzali złość oczekującego tłumu. Wielu płakało, niektórzy śmiali się, a ktoś nawet napluł artystce w twarz. Performance ściągnął do MoMA wiele osobistości ze świata sztuki i muzyki. Przed Abramović zasiedli m.in. Lou Reed, Isabella Rossellini, Björk. Jednak to pojawienie się Franka Uwe Laysiepena zwanego Ulay’em, czyli artysty, z którym Abramović tworzyła przez lata duet artystyczno-miłosny okazało się najszerzej komentowanym wydarzeniem. Kochankowie nie utrzymywali kontaktu przez 20 lat. Zapis ich spotkania w sali MoMA wzrusza do łez. Kamienna do tej pory twarz artystki nagle nabiera wyrazu, widać walkę emocji, wreszcie łzy. Mimika Ulay’a jest tak wyrazista, że momentami wydaje się, iż możemy odczytać myśli przebiegające mu przez głowę. I chociaż żadne z nich nie wypowiada nawet słowa, to i tak powiedzieli sobie wszystko.

Kim jest kobieta, która potrafi zahipnotyzować tysiące ludzi? Jej biografia jest równie fascynująca, co jej życie. Jest córką bohaterów wojennych, partyzantów komunistycznych, wychowaną przez nich twardą, brutalną ręką. Bita i poniżana od najmłodszych lat odnalazła się dopiero w sztuce. Sztuce, której odebrała wszelkie granice, bo dla Mariny sztuką i narzędziem sztuki jest wszystko. Nie ma granicy między pędzlem a ciałem, między zdjęciem, a przeżyciem, jawą a snem. Taka jest też jej biografia napisana przez Jamesa Kaplana: wrażenia, przeczucia i wspomnienia mieszają się z faktami z czasów dyktatury Tito, protestów studenckich i orzeźwiających łyków wolności napływających z Zachodu. To podróż przez dorastania do wolności i samoświadomości. Piękna historia wzlotów i upadków kobiety, której imię, jak niegdyś imię Picassa, stało się synonimem słowa artystka.

Marina Abramović, Pokonać mur, Dom Wydawniczy Rebis, Poznań 2018