Reżyser „Pasji” powraca z kolejnym obrazem, który ponownie przeniesie nas do świata wojny, bohaterstwa i patosu. Nadchodzi „Destroyer”.

„Przełęcz ocalonych”, poprzedni film Gibsona, mimo całego swojego patosu, okazał się obrazem bardzo dobrym. Świadczyć o tym mogą zarówno oceny krytyków, fanów jak i aż sześć nominacji do Oscara, w tym dla najlepszego reżysera.

Od premiery Przełęczy minęły niespełna dwa lata, czas więc na kolejny obraz, który ponownie zabierze nas w podróż do czasów II wojny światowej. Tym razem jednak nie skupi się na jednym człowieku, a wielkim niszczycielu USS „Laffey”, który został okrzyknięty mianem „statku, który nie umiera” po tym, jak podczas bitwy o wyspy Guadalcanal 16 kwietnia 1945 roku przetrwał ciężki ostrzał i samobójcze ataki kamikaze wroga. Nie obyło się jednak bez ogromnych strat w załodze.

Scenariusz „Destroyera” zostanie oparty na książce „Hell From the Heavens: The Epic Story of the USS Laffey and World War II’s Greatest Kamikaze Attack” pióra  Johna Wukovitsa. Jego autorką będzie Rosalind Ross, a Mel Gibson stanie za kamerą.

Mel Gibson zaoferuje nam kolejny wyniosły, pełen patosu wojenny obraz. Miejmy jednak nadzieję, że dorówna on „Przełęczy ocalonych” i może tym razem Akademia przychylniejszym okiem spojrzy na reżysera, nagradzając go Oscarem.

Gibson potrafi być kontrowersyjny i często bezkompromisowy, jednak jest także świetnym reżyserem. Osobiście potrafię przymknąć oko na to pierwsze, by móc cieszyć się jego filmami, która zawsze na długo pozostają w pamięci.

Nie jest znana jeszcze data premiery, zdjęcia zaplanowano na jesień 2018 roku.


Autor: Patryk Wolny