METAFORMY: Creatures Hill

Opowieść o grozie i odrazie przedstawiona na nowo, ukazana w zupełnie innym świetle, przez pryzmat żartów i śmiechów, a wszystko pięknie ukryte pod przykrywką groźnie wyglądających masek i zabawnych pacynek. Ale czy tylko?- pisze Patryk Wolny.

Widoki miałem wielce paskudne. Momentami musiałem wręcz przeskakiwać z nogi na nogę, by cokolwiek móc obejrzeć. Jednak pomimo wszystkich niedogodności i fatalnej, trzeba to podkreślić, fatalnej organizacji imprezy, sam spektakl wypadł naprawdę świetnie.

Muszę przyznać: początkowo po Creatures Hill spodziewałem się czegoś zupełnie innego. Wcześniej miałem już styczność z twórczością Doris Lessing, autorką powieści Piąte dziecko, na podstawie której został napisany spektakl. Książka utrzymana jest w raczej ciężkiej stylistyce grozy, mało w niej miejsca na żarty, za to jest pełno morałów i górnolotnych rozmyślań nad istotą miłości macierzyńskiej, wolności itd. Dużo można by pisać.

A pisać nie warto, nie w tym przypadku, bowiem historia może i podobna, jednak wydźwięk całkiem inny. Creatures Hill to przede wszystkim specyficzny humor. Na scenie cztery aktorki, każda w podwójnej roli. Grają poważnie, jednak dobór słów i gestów sprawił, że wypchana po brzegi sala co chwila wypełniała się śmiechem. Pozornie poważne i podniosłe sceny w wyszukany i zarazem przemyślany sposób zostały przyozdabiane dobrą grą słów oraz pomysłowym aktorstwem pacynek.

Natomiast sama historia to opowieść o niechcianym dziecku. Spektakl rozpoczyna się w momencie krytycznym, kiedy cała rodzina jest już pewna, że ma pod swoim dachem małego potwora. Najstarsze córki zdążyły się już wyprowadzić z rodzinnego domu, ich ojciec Ike od dłuższego czasu się w nim nie pojawia. Z problemem zostaje więc matka, Ireen, która ciągle wierzy w swoją małą pociechę. Bowiem cóż innego można począć, kiedy nawet specjalistyczny szpital odmawia pomocy, nie wierząc, że dziecku McConnoly’ch można jeszcze pomóc.

Warto zwrócić uwagę także na same pacynki i maski. Otóż mają one w sobie jakiś magiczny element. Ich wykonanie przywodzi na myśl klimat podobny do tego z książki Piąte dziecko: brzydkie, pełne grozy, ich nieme oczy, dziwne uśmiechy sprawiają, że momentami można zapomnieć o żartach i śmiechu.

Creatures Hill, jak piszą sami twórcy, z czasem ewoluowało. Improwizowanie z maską i pacynką ma także drugie dno. Postać aktorki wiąże je ze sobą nierozerwalną więzią. Tragedia rodzinna, utracone marzenia, z góry przegrana walka o lepsze jutro. Gdy się bliżej przyjrzeć, to ocierając łzy śmiechu można dostrzec zepsucie społeczeństwa, walkę postaci z bytem niepokonanym, towarzyszącym ludzkości od zarania dziejów.

Autor | Patryk Wolny

 

 


BERLIN – Hochschule für Schauspielkunst “Ernst Busch” Studiengang Zeitgenössische Puppenspielkunst.

 

reżyseria: Prof. Markus Joss
występują: Maike Drexler, Leonie Euler, Luisa Grüning, Gloria Iberl-Thieme

PODZIEL SIĘ
Poprzedni artykułCzytanie dramatów we Współczesnym
Następny artykułMETAFORMY: Out Cry
Pisze, ponieważ uważa, że tak właśnie należy. Wielbiciel dobrego kina, ale i mocnego reportażu, gdzieś w głębi wierzy, że styl nowego dziennikarstwa przebije się kiedyś do głównego nurtu.