Początek był żartobliwy, dziwny i na swój sposób odrzucający, jednak szybko przerodził się w coś, co mnie zaintrygowało, wywołało przeróżne skojarzenia. W mojej głowie kiełkowała historia, pewien manifest, który zachwycał. Niestety później jedynie niecierpliwie wyczekiwałem zakończenia, nie mogąc uwierzyć, że pozornie finalna scena przeradza się w kolejny początek – pisze Patryk Wolny.

Out Cry to spektakl dyplomowy studentów IV roku Państwowej Wyższej Szkoły Teatralnej im. Ludwika Solskiego w Krakowie, Wydział Teatru Tańca w Bytomiu, który widać, że ma na siebie pomysł i to wcale nie taki kiepski. Dlaczego więc tak wyczekiwałem zakończenia? Otóż odniosłem wrażenie, że pomysł owszem jest, ale wcale nie jeden.

Nie wiem, na czym polegają zaliczenia na PWST, jednak spektakl Out Cry wyglądał tak, jakby studenci chcieli przedstawić możliwie najwięcej elementów, które były im wpajane przez lata. Pokazać, że pojęli nauki od swych profesorów i teraz są gotowi zaprezentować się samodzielnie. Cóż, jeśli tak to miało być, to wyszło świetnie.

Zacznijmy może jednak od tego, co sami studenci mówią o swoim spektaklu:

“Out Cry” nie jest deklaracją. Nie przedstawia żadnego punktu widzenia. Nie jest oświadczeniem ani lekcją. Nie jest ani fikcją, ani faktem. Nie jest ani o Tobie, ani o mnie. Nie odpowiada na pytanie kim naprawdę jesteśmy. To nie jest spektakl o relacjach, nie będzie w nim duetów. Brak w nim konotacji genderowych i seksualnych treści. Nie usiłuje być niczym nowym. Nie jest intelektualnym bełkotem. To nie jest konceptualne poszukiwanie przestrzeni w czasie. Spektakl nie jest zabawny, metafizyczny ani filozoficzny. Nie udziela odpowiedzi na ważne pytania i ich nie stawia. Nie jest rozrywkowy, nie będzie głosowania na najlepszego tancerza. Mimo to „Out Cry” jest w nas, istnieje w naszych ciałach i stał się naszym małym protestem. Wiemy, że nie zmieni świata, ale być może wzbudzi w nas jakiekolwiek emocje.

Otóż tak, wzbudził, ale też z takim nastawieniem do niego podchodziłem, żeby jak najwięcej tych emocji, minimum intelektualnego bełkotu. Nie do końca się udało. Wszystko za sprawą wspomnianych pomysłów. Tak jak się całość rozwijała, przechodziła od jednego etapu do kolejnego, tak w początkowych fazach wykształciła mi się pewna myśl, której niestety kurczowo trzymałem się aż po sam koniec. Otóż całość wyobraziłem sobie jako pewnego rodzaju protest, próbę ukazania zniewolenia człowieka przez pewne machiny, poczynając od tych najmniejszych: przyzwyczajeń, naszych znajomych, a kończąc (nawet) na nawiązaniu do socjalizmu. I gdyby tak tylko tutaj nastał piękny koniec, to do teraz stałbym i klaskał, aż by mi ręce poodpadały. Poważnie: stałbym i klaskał.

Jednak później pojawiły się kolejne obrazy, które nie tylko poczęły mieszać w mojej wizji spektaklu, ale także prezentować się dziwnie i niezrozumiale. Próbowałem na nowo pokleić to w zrozumiałą całość, doszukać się wspomnianych emocji. Nie udało się. A gdy aktorzy zrzucili z siebie ubrania, płakałem głęboko w duszy, prosząc o koniec. Całość nie była zła, jednak spektakl, który zachęca nas do własnych interpretacji, zaoferuje każdemu z widzów nieco inne przeżycia. Moje niestety były takie.

Na występ ogromny wpływ miała muzyka (coś pięknego) i gra świateł, oba te elementy nie tylko znakomicie uzupełniały to co działo się na scenie, ale także były małym mistrzostwem w tym, co sobą prezentowały. Dlatego wizualnie Out Cry to uczta dla oka. Choreografia bez zarzutów (choć specjalistą nie jestem) jednak niekiedy zaplanowany nieład stawał się aż nazbyt chaotyczny. Chętnie zobaczyłbym spektakl ponownie, choćby po to, by zweryfikować, co tak naprawdę zostało wcześniej zaplanowane, a gdzie aktorzy mogli popuścić wodze fantazji. Możliwe, że spece jeden z drugim gdzieś dopatrzyliby się braku synchronizacji, kilku drobnych potknięć, jednak ja do nich (na szczęście) nie należę, więc nawet jeśli jakieś błędy się wkradły, nie wpłynęło to na mój odbiór.

Wychodząc z sali obiecałem sobie, że będzie krótko, jak widać nie udało się. Dlatego teraz tylko szybkie podsumowanie myśli. Out Cry potrafi zachwycić, jednak jako całość jest niestety nierówny. Wywołuje salwy śmiechu, ale i zgrozę czy obrzydzenie. W pewnym momencie aktorzy przeklinali samych siebie, co przerodziło się w rzucanie wyzwiskami w publikę – element słaby, moim skromnym zdaniem. Dlatego uważam, że Out Cry to taki diament w błocie, niby błyszczy ale jednak…

Autor | Patryk Wolny

BYTOM – Państwowa Wyższa Szkoła Teatralna im. Ludwika Solskiego w Krakowie Wydział Teatru Tańca w Bytomiu

choreografia: Edan Gorlicki

występują: Amanda Barnaś, Kamil Baryła, Tobiasz Berg, Krystyna Dębicka, Mateusz Flis, Natalia Handzlik, Tomasz Lis, Dariusz Nowak, Kamil Pilarski, Mikołaj Prynkiewicz, Alicja Różańska, Ewelina Ścianaczas


Festiwal Dramatu STREFY KONTAKTU