Michał Hernes: Filmowe haiku Christophera Nolana

Zarykuję postawienie tezy, że w filmach Christophera Nolana spotykają się ze sobą dwa zupełnie różne filmowe światy – Siergieja Eisensteina i Andrieja Tarkowskiego.

Zarówno Eisenstein, jak i Tarkowski byli zafascynowani japońską formą poetycką zwaną haiku. Pierwszy utożsamiał ją z trzema częściami filmu, wskazując na jej podobieństwo z montażem. Dla drugiego haiku oznaczało trzy tajemnicze filmowe rozdziały, zawierające w sobie tajemnicę. Japońska poezja fascynowała Tarkowskiego jako forma sztuki tworząca obrazy i łącząca je w integralną całość, która po rozdzieleniu byłaby nieczytelna i enigmatyczna. Eisensteina fascynował szybki i dynamiczny montaż, podczas gdy Tarkowski uwielbiał długie, kontemplacyjne i poetyckie sceny. U Christophera Nolana spotykają się ze sobą te dwa pozornie różne światy- intelektualnego montażu jako najważniejszej formy ekspresji i próba zbudowania magicznego nastroju, wraz z poszukiwaniem nowych form narracji. Jak Nolan zdefiniowałby swoje filmowe haiku? Być może poszukałby w tym celu złotego środka gdzieś między Tarkowskim a Eisensteinem.

Ten drugi uważał, że „tylko film oddać może pełny tok myśli wzburzonego człowieka. Albo jeśli już literatura, to jedynie taka, która rozsadziła ramy swych ortodoksyjnych ograniczeń. Problem ten świetnie rozwiązany został wewnątrz twardych ram literackich ograniczeń w formie nieśmiertelnych <wewnętrznych monologów> agenta ubezpieczeniowego Leopolda Blooma, bohatera sławnej powieści Ulisses Jamesa Joyce’a. Nie na próżno, spotkawszy się ze mną w Paryżu, Joyce tak intensywnie interesował się mymi planami dotyczącymi monologu wewnętrznego w filmie, który dawał o wiele większe możliwości, niż literatura”.

Eisenstein rozbił ten monolog na prowizoryczny scenariusz filmowy. Joyce był zdania, że tylko dwóch filmowców mogłoby się zmierzyć Ulissesem. Obok radzieckiego filmowca wymienił niemieckiego dokumentalistę, Walthera Ruttmanna. Skończyło się jednak tylko na planach. Czy do tego projektu powróci kiedyś Christopher Nolan? Mam taką nadzieję.

Autor | Michał Hernes