Michał Hernes: Gdybym był lekarzem…

Gdy przyglądam się sporom i konfliktom w Polsce, przypominają mi się słowa duńskiego filozofa Sørena Kierkegaarda – pisze w felietonie Michał Hernes.


W sporze między zwolennikami a przeciwnikami aborcji nie ma łatwych rozwiązań, ale ostatnimi czasy eskalacja konfliktu tak mocno przybiera na sile i nabiera tak dużego rozpędu, że wypracowanie kompromisu może być trudniejsze niż kiedykolwiek. Przydałby się rozjemca, którego posłuchałby obie strony. Najlepszy byłby chyba papież Franciszek, ale obawiam się, że nie ma takiej opcji. Osobiście nie jestem za całkowitym zakazem aborcji, ale próbuję zrozumieć osoby o takich poglądach i to, na ile zdeterminowało je katolickie, konserwatywne wychowanie.

Przypomniało mi się, że w znakomitej książce science fiction „Wieczna wojna” Joe Haldemana bohater wraca po kilkuset latach na Ziemię, gdzie niemal wszyscy są homoseksualistami i rozmnażają się sztucznie, a heteroseksualistów się szykanuje. Czy taka przyszłość kiedyś się ziści?

W rewelacyjnej powieści „Lewa ręka ciemności” Ursuli Le Guin bohater trafia na planetę, której każdy mieszkaniec może wybrać, czy chce być mężczyzną, czy kobietą, czy chce zapłodnić swoją panterkę, czy urodzić swojemu partnerowi dziecko. W jednym życiu można być i jednym i drugim. Odnoszę wrażenie, że wielu Polakom by to się przydało i możliwe, że dobrze by im to zrobiło.

Gdy przyglądam się sporom i konfliktom w Polsce, przypominają mi się słowa duńskiego filozofa Sørena Kierkegaarda: „Cały dzisiejszy świat, całe nasze życie trawi choroba. Gdybym był lekarzem i poproszono by mnie o radę, odpowiedziałbym: uczyńcie ciszę!”.

Michał Hernes