Michał Hernes: Miasto oznacza ludzi

W jednej z książek spotkałem się z opinią, że człowiek widzi miasto dopiero, kiedy wyjedzie na wieś. Po co jednak to robić, skoro są takie wydarzenia, jak MIASTOmovie?

MIASTOmovie wykracza poza ramy hermetycznej branżowej imprezy, którą powinno się unikać szerokim łukiem. Wręcz przeciwnie, za sprawą ciekawych filmów, tematów, debat i gości przyciąga rokrocznie coraz więcej widzów. Nie tylko poszerza ich horyzonty, ale przede wszystkim może ich skłonić do refleksji i dyskusji. Przed rokiem to wydarzenie otworzyło mi oczy na gentryfikacje i kooperatywę. W tym roku organizatorzy postawili na przyglądanie się miejskiej tożsamości, a także obserwację procesu budowania emocjonalnych więzi z otoczeniem i poszukiwania korzeni. Czy organizatorom uda się zaangażować widzów do działania? Czy, nawiązując do książki „Fizjonomika” Jeffreya Forda, miasto oznacza ludzi, a nie wspaniałe konstrukcje, które je tworzą? A może jedno nie wyklucza drugiego?

Mnie zdecydowanie bliższy jest pogląd Neila Gaimana, który powiedział, że miasto nie jest miastem, jeśli nie ma w nim księgarni. Dla mnie Wrocław nie byłby godny tego miana bez inicjatyw takich jak MIASTOmovie, które startuje już w środę.

Więcej o festiwalu w tekście Patryka Wolnego MIASTOmovie, a ja słucham

Autor | Michał Hernes