Michał Hernes: Na przecięciu dwóch krajobrazów, czyli zrozumieć artystów

Zastanawiam się czasem, co siedzi w głowach artystów i na ile jest to zupełnie inny świat. Osobiście patrzę na niego oczami dziennikarza.

Jestem tylko dziennikarzem, a jak napisał Malcolm Lowry w doskonałej i bardzo osobistej powieści „Pod wulkanem”: „dziennikarstwo to intelektualna męska prostytucja słowa i pióra”. Z kolei w jednej ze swoich książek Ilja Ereneburg żartobliwie przedstawił stanowisko w obronie prostytucji, argumentując, że nie różni się ono niczym chociażby od dziennikarstwa.

Może i na artystów warto czasem spojrzeć z dystansem i przymrużeniem oka? Kazimierz Malewicz napisał niegdyś:

„Sposób, za pomocą którego poeta zwykle przekazywał to, co go nurtuje, jest nader zabawny. Pierwsza linijka pozwala stwierdzić, że wiersz jak kiełbasa jest nafaszerowany różnorakimi formami, wzajemnie sobie obcymi i w porządku wielce dziwacznym(…) Nie wiem, czy przy pomocy form natury można wypowiedzieć to, co się słyszy we własnym wnętrzu, bo czy słyszy się to w obrazach konia, Wenus, słońca, księżyca, chryzantemy- wydaje mi się, że nie (…) Widać poeta boi się wyjawić swój wewnętrzny głos czy jęk, no bo w głosie czy jęku nie ma rzeczy, wyrażają je czyste, nagie słowa, a właściwie słowopodobne dźwięki. Nie ma w nich materii, jest dźwiękowy wyraz czystego, autentycznego istnienia poety, a poeta go unika, jakby bał się samego siebie”.

Niezmiennie nurtuje mnie, co siedzi w głowach artystycznych nadwrażliwych dusz. Teraz pozwolę sobie przywołać doskonały i wnikliwy fragment „Dwóch krajobrazów’ Fernando Pessoy:

„1. W każdym momencie aktywności umysłowej występuje podwójny fenomen percepcji: w tym czasie, kiedy zdajemy sobie sprawę ze stanu duszy, stajemy wobec jakiegoś krajobrazu wywierającego wrażenie na nasze zmysły zwrócone ku światu zewnętrznemu, przy czym przez słowo krajobraz, dla ułatwienia, rozumie się tutaj wszystko to, co formułuje świat zewnętrzny w określonym momencie naszej percepcji.
2. Każdy stan ducha jest krajobrazem. To znaczy krajobraz nie tylko reprezentuje stan ducha, ale jest naprawdę krajobrazem. Jest w nas przestrzeń wewnętrzna, w której porusza się materia naszego życia fizycznego. Tak więc smutek jest martwym jeziorem w naszym wnętrzu, radość- dniem słońca. A nawet gdyby się ktoś nie chciał zgodzić z tym, że każdy stan ducha jest krajobrazem, można przynajmniej zgodzić się z tym, że każdy stan ducha można przedstawić jako krajobraz. Gdybym powiedział: „w moich myślach jest słońce”, nikt nie pomyśli, że moje myśli są smutne.
3. Ponieważ jesteśmy świadomi jednocześnie zarówno świata zewnętrznego, jak i naszego ducha i ponieważ stan ducha jest krajobrazem, mamy jednoczesną świadomość dwóch krajobrazów. Krajobrazy te, stapiając się, wzajemnie się tłumaczą i w ten sposób nasz stan ducha, jakikolwiek byłby w danym momencie, nasyca się w pewnym stopniu krajobrazem, który oglądamy: w dzień słoneczny smutna dusza nie może być tak smutna jak w dzień deszczowy; również krajobraz zewnętrzny może ucierpieć z powodu naszego stanu ducha: we wszystkich czasach mówiło się- szczególnie w wierszach- takie rzeczy, jak „w nieobecności ukochanej słońce nie lśni” i tym podobne. Dlatego sztuka, która chce dobrze oddać rzeczywistość, będzie ją musiała przedstawić malując jednocześnie krajobraz wewnętrzny i zewnętrzny. Wynika z tego, że będzie musiała dać przecięcie dwóch krajobrazów”.

Chciałbym kiedyś znaleźć się na styku dwóch krajobrazów, patrząc na nie tak, jak robią to najwybitniejsi artyści.

Autor | Michał Hernes