Michał Hernes: „Pułapki” wywiadowcze, czyli potyczki z politykami

Bywało, że będąc młodym dziennikarzem o małym stażu, lecz wielkich ambicjach, stawiałem sobie za cel rozmowy z politykami na trudne tematy. Z różnych względów niektóre z nich pamiętam po dziś dzień.

Moja rozmowa z Rafałem Dutkiewiczem miała miejsce jakieś pięć lat temu. Wywiad zrobiłem dla jednej z dużych ogólnopolskich gazet, z którą współpracowałem w dziale sport, koncentrując się przede wszystkim na koszykówce. Dla odmiany raz wysyłano mnie nawet na siatkarską Ligę Światową (kiedy nikomu w redakcji się nie chciało), miałem też zaszczyt pogadać z Sebastianem Milą. Gdy wyraził wówczas nadzieje, że może wpadnie w oko Smudzie (selekcjonerowi reprezentacji), chyba nie spodziewał się, że jeszcze w kadrze pozytywnie namiesza.

Wracając do Dutkiewicza- temat rozmowy był trudny, bo dotyczył opóźnień w budowaniu stadionu przed Euro2012. Prezydent przez całą rozmowę był skupiony i koncentrował się na wnikliwych ripostach. W pewnym momencie powiedział:

„Choć jestem przekonany o pańskiej życzliwości, w całym tym procesie opisywania tego, co się stało jest coś nieprawdopodobnie irytującego”.

Nie odnosiło się to, rzecz jasna, do moich tekstów, ale do dziś zastanawiam się, czy istotnie był przekonany o mojej życzliwości.

Kiedy trzy lata później zdecydowałem się na lifestylowy wywiad wokół filmów z ówczesnym ministrem kultury, Bogdanem Zdrojewskim, uważałem się już za większego wyjadacza, jeśli chodzi o wywiady. Setki rozmów nauczyły mnie, że trzeba uważać, co się mówi. Przykładowo przed długą konwersacją z impulsywnym reżyserem i pisarzem Andrzejem Żuławskim nieroztropnie powiedziałem, że przygotowałem kilka ciekawych rzeczy. Żuławski odparł na to: „czy ciekawych, to się okaże”. Pod koniec wywiadu z Jerzym Stuhrem słynny aktor zapytał mnie natomiast wprost, czy zamierzam mu ten wywiad wysłać do autoryzacji. Odparłem, że tak, a on spytał, czy mam jego adres e-mail. Odpowiedziałem, że nie. Zapytał więc retorycznie: „to jak mi pan wyśle ten wywiad?”. Kulturalnie, nie tracąc zimnej krwi, poprosiłem więc, by mi go podał.

Wracając do Zdrojewskiego- moja ówczesna przełożona zasugerowała, bym podjął jeden temat na rozluźnienie atmosfery, a konkretnie spytał: „kiedy zostawał pan ministrem kultury, z wpływu na jaką dziedzinę sztuki był pan najbardziej zadowolony?”.

Zdrojewski odparł na to:

„To trudne pytanie. Spotkała mnie niespodzianka, bo miałem być Ministrem Obrony Narodowej. Oprócz obserwowania wszystkiego, co dzieje się w naszej armii i na świecie, obserwowałem także sam resort. Do resortu kultury przyszedłem nagle i, mimo wiedzy o świecie kultury, był to dla mnie świat nie tyle zamknięty, co dotykalny.”

Inna sprawa, że rozmówcy też muszą uważać, co mówią. Rok temu, dość nieoczekiwanie, hitem w internecie stał się fragment mojego wywiadu z Radosławem Sikorskim.

„Ogląda Pan serial House of Cards?

Jest zbyt cyniczny. Jak już wspominałem, tak czarne charaktery długo by się w prawdziwej polityce nie utrzymały.”

Nie będę natomiast podawał imienia i nazwiska znanego dolnośląskiego polityka, który w czasie luźnej sportowej gierki, w której (nieco przypadkowo) uczestniczyłem, powiedział w pewnym momencie: „młodzi, to jeszcze uczciwi”.

Dość zabawne okoliczności towarzyszyły zaś mojej rozmowie z Jerzym Buzkiem. Umówiliśmy się, że- będąc w Brukseli- zadzwoni do mnie ze służbowego zastrzeżonego numeru koło południa. Nie dzwonił, więc około godziny 19:00 poszedłem na pocztę. Stałem w kolejce i nagle słyszę, że dzwoni- a jakże- zastrzeżony numer. Na szczęścia miałem ze sobą dyktafon. Siadłem więc na osiedlowej ławce między blokami, nagrywałem wywiad, zadawałem pytania, wysłuchiwałem odpowiedzi i zastanawiałem się, czy jakieś dresy nie przeszkodzą mi w tej rozmowie. Na szczęście nic takiego nie miało miejsca.

A propos niespodziewanych telefonów. Raz dzwoni do mnie nieznany numer i słyszę: „panie redaktorze, I made it! Autoryzowałem wywiad!”. Dopiero po chwili dotarło do mnie, że był to sam Ryszard Czarnecki.

Autor | Michał Hernes

PODZIEL SIĘ
Poprzedni artykułKINO: Premiery filmowe (20.11.2015)
Następny artykułWeekend Otwarcia ESK
Żyjemy we Wrocławiu i patrzymy na świat z perspektywy naszego miasta. A Dzielnice są różne jak tylko różne mogą być. Nader często można odwiedzić nasze wrocławskie dzielnice kultury czy sportu, ze szczególnym uwzględnieniem teatru, filmu czy Śląska.