Michał Hernes: Wrocław – moja stolica kultury od zawsze

Dla mnie Wrocław zawsze był, jest i będzie Stolicą Kultury- niezależnie od wzlotów i upadków.

Turecki noblista Orhan Pamuk napisał w „Nazywam się czerwień”, że „jeśli kochacie jakieś miasto i  dużo po nim spacerowaliście, wasze ciało, nie wspominając nawet o  duszy, uczy się rozkładu ulic, tak że w chwili smutku, gdy smętnie sypie śnieg, nogi same niosą was na ulubione wzgórze”.

Gdy jest mi smutno, nogi same niosą mnie do Kina Nowe Horyzonty, gdzie zawsze spotkam kogoś znajomego, obejrzę godny uwagi film, zjem coś dobrego w bistro, albo kupię wspaniałą książkę w miejscowej księgarni. To w tym kinie zagadałem przed laty jednego z moich ukochanych filmowców Terry’ego Gilliama. Gdy zapytałem go, czemu skompromitował smoka w filmie „Jabberwocky” (bestia została zabita przez prostego syna bednarza), zaśmiał się i odparł, że widocznie tak musiało być.

To we Wrocławiu widziałem na własne oczy super-ważnego dla mnie pisarza Michela Houellebecqa. Kilka lat później trafiłem w jego „Mapie i terytorium” na kilka zdań, które odzwierciedlały jeden do jednego moją ówczesną sytuację. Zgadzały się nawet imiona. Takie zbiegi okoliczności utwierdzają mnie w magii literatury, muzyki i filmów.

To we Wrocławiu kupiłem dzienniki Ingmara Bergmana, traktujące o bólu i umieraniu jego żony, by po kilku minutach usłyszeć w radiu, że wybitny szwedzki filmowiec zmarł nad ranem.

To we Wrocławiu tańczyłem na scenie w czasie koncertu wspólnie ze zdobywcą dwóch Oscarów Gustavo Santaolallą, którego muzyka z „Tajemnicy Brokeback Mountain” zawsze ściska mnie za serce.

To we Wrocławiu uczestniczyłem w prawie czterogodzinnym koncercie zespołu Glena Hansarda, który przerodził się w cudne i pełne spontaniczności show. Kiedy Hansard zaśpiewał „Falling Slowly” z filmu „Once”, ciarki przeszły mi po plecach.

To we Wrocławiu obejrzałem spektakl „Transfer” Jana Klaty, którego bohaterami byli autentyczni niemieccy i żydowscy przesiedleńcy.

To we Wrocławiu choć trochę wczułem się w ich dramat, wsiadając do „Wrocławskiego pociągu widm”. To była jedna z tych wyjątkowych wypraw, w czasie których przewartościowujesz swoje życie.

To we Wrocławiu usłyszałem na wyjątkowych koncertach Nicka Cave’a i Leonarda Cohena, przeżywając muzyczną ekstazę.

Mógłbym podać jeszcze mnóstwo innych przykładów. Zamiast tego, zacytuję Marka Bieńczyka:

„nostalgiczność nie jest cechą przedmiotu. Jest rodzajem oglądu świata. Stąd powinniśmy mówić raczej o nostalgicznym uczuciu, aniżeli o poczuciu nostalgiczności. Mówiąc o  nostalgii, mówimy o  stosunku do przeszłości i  do zanurzonych w niej przedmiotów, a więc o czyjejś percepcji. Parafrazując słowa Montaigne’a o melancholii, można powiedzieć, że nostalgia leży nie w naturze rzeczy, lecz w zapatrywaniu.”

Zawsze z nostalgią będę się zapatrywał na Wrocław, który był, jest i będzie dla mnie Stolicą Kultury.

Autor | Michał Hernes