Michał Hernes: Złoty Glob dla węgierskiego „Syna Szawła”

Władze Węgier nie ułatwiają życia miejscowym filmowcom, ale polityczny kryzys skutkuje znakomitymi filmami.

Debiut 38-letniego filmowca László Nemesa zaskakuje dojrzałością i świetnym realizatorskim warsztatem. W „Synu Szawła” Węgier przeniósł widzów w sam środek piekła, gdzie rozgrywa się walka bohatera o zachowanie resztek człowieczeństwa. Nemes wiedział, jak prawidłowo rozłożyć akcenty, wykazując się wyczuciem i subtelnością. Czy wyrośnie z niego węgierski Roman Polański? Jego debiut pozwala przypuszczać, że jest wręcz stworzony do realizowania w Hollywood filmów o większym budżecie i rozmachu. Zwłaszcza, że tę produkcje doceniono za Oceanem, nagradzając ją Złotym Globem. Wiele wskazuje na to, że „Syn Szawła” dostanie też Oscara.

Z kolei w „Swobodnym opadaniu” inny utalentowany filmowiec György Pálfi w zwariowany sposób zaprzeczył stereotypowemu poglądowi o tym, że węgierskie filmy są wyprane z poczucia humoru. Pieniędzy na ten film nie dostał jednak na Węgrzech, tylko we Francji i w Korei Południowej. Funduszy na kolejny projekt szuka w Polsce, marząc o ekranizacji „Głosu Pana” Stanisława Lema.

Choć władze Węgier chciałby, żeby w tworzeniu i tematyce węgierskich filmów nie przestrzegano prawa do tajemnicy, węgierscy reżyserzy mają swoje sposoby. Dzięki temu, przywołując słowa filozofa Jacquesa Derridy, wymykają się z totalitarnej przestrzeni, w której nie ma miejsca na tajemnice.

Autor | Michał Hernes

 

ZWIASTUN

 

PODZIEL SIĘ
Poprzedni artykułPrzebudzenie, czyli jak opowiemy Europie o Wrocławiu
Następny artykułSPORT: Ślęża znów zwycięska [FOTO]
Żyjemy we Wrocławiu i patrzymy na świat z perspektywy naszego miasta. A Dzielnice są różne jak tylko różne mogą być. Nader często można odwiedzić nasze wrocławskie dzielnice kultury czy sportu, ze szczególnym uwzględnieniem teatru, filmu czy Śląska.