Napisać o tym filmie dotkliwie piękny, to nic nie napisać. To opowieść o chrześcijaństwie i cierpieniu, które oglądając obraz Martina Scorsese odczuwamy niemal fizycznie. To też, a może przede wszystkim opowieść o ojcu Sebastianie Rodriguezie, ostatnim chrześcijańskim księdzu Japonii i milczeniu, które towarzyszyło mu przez większość życia – pisze Daniel E. Groszewski.

Film autora Wilka z Wall Street, czy Chłopców z ferajny jest inspirowany prawdziwymi wydarzeniami. Nie należy jednak zapominać, że w wielu filmach Martin Scorsese starał się pokazywać chrześcijańskie dogmaty w życiu codziennym, a w swoim dorobku ma także Ostatnie kuszenie Chrystusa. I właśnie niemalże od premiery tego filmu (jesieni 1998 roku)przygotowywał adaptację pasjonującej go powieści Shusaku Endo. Milczenie to bez wątpienia jeden z najmocniejszy jego filmów w karierze, a jednocześnie, wśród tych dotyczących sensu religii, chyba najbardziej osobisty.

Kiedy pracowaliśmy nad „Milczeniem” zrozumiałem, że usiłuję stworzyć coś, co było ze mną od czasów nastoletnich, kiedy po raz pierwszy chciałem kręcić filmy. Uczyłem się na księdza, którym nigdy nie zostałem. Dosyć szybko zrozumiałem, że nie jest to moim powołaniem. Moim powołaniem było robienie filmów. Kręcąc „Milczenie” zrozumiałem, że kręcę ten właśnie film z przeszłości – wyznał Scorsese.

Akcja filmu toczy się w XVII wieku. Portugalscy jezuici: misjonarze Sebastian Rodriguez (Andrew Garfield) i Francisco Garupe (Adam Driver) trafiają do Japonii, gdzie toczy się bezwzględna walka z chrześcijaństwem, aby głosić słowo Boże i odnaleźć swojego nauczyciela – ojca Cristovao Ferreiry (Liam Neeson), który jak głosi plotka miał się wyrzec wiary katolickiej. Powyższe słowa reżysera odnoszą się właśnie do postaci obu młodych jezuitów, którzy muszą się wyzbyć własnego ego, a nawet utracić siebie, żeby odkryć swoją duchową drogę.

 

milczenie

 

Pierwsze skojarzenia związane: z tematyką tego filmu kierują nasze myśli ku Misji z Robertem De Niro i Jeremym Ironsem; a Krajem Kwiatu Kwitnącej Wiśni ku pięknu dalekiego wschodu z Szoguna z Richardem Chamberlainem czy Ostatniego wojownika z Tomem Cruisem. Niemalże od pierwszego kadru pokazującego Japonię mamy jednak świadomość, że ta opowieść może nas zaprowadzić w nieoczekiwaną stronę. Operator Rodrigo Pieto (m.in. Grzeszna miłość, Frida, 8 mila, Amores Perros czy Tajemnica Brokeback Mountain) niesamowicie sprawnie gra światłem, dzięki czemu wprowadza nas w jakiś inny świat, któremu chyba najbliżej do plaż Normandii z Szeregowca Ryana. Jak się okaże wraz ze Scorsese pokażą nam rzeź, która będzie się jednak odbywała przede wszystkim w naszych sercach.

Obraz mówi nam dużo więcej, niż na to liczyliśmy
– zdradza Scorsese.

Na ekranie widz zobaczy bowiem cierpienie, od którego odwykliśmy w cywilizowanej Europie. Losy prześladowanych chrześcijan i modlitwy w katakumbach to dla nas przede wszystkim początki naszej ery i chociażby obrazy z Quo vadis. Wydawać by się mogło, że zapomnieliśmy już, że ten ból i cierpienie towarzyszył ludzkości przez całe jej dzieje. W różnych częściach globu jednak z inną intensywnością. I tak Japonia rzeczywiście okazuje się krajem chętnym do poznawania nowego, ale przyjmowania tylko tego, co jest zgodne z obowiązującymi już tradycjami. Reszta musi się rozbić o rozlewające wokół morze, albo ogień, który płonie przez niemal cały film.

Ukrywanie wiary to ogromne brzemię
– słyszymy z ekranu i naprawdę współodczuwamy.

Odbiór filmu w dużej mierze podyktowany będzie naszą wiarą bądź jej brakiem. Możemy potraktować go jak traktat o losie człowieka w piekle na ziemi, albo jako walkę w imię Jezusa Chrystusa. Dla tych, którzy noszą go w sercu to spotkanie będzie niezwykle dotkliwe i bolesne. Film Scorsese nawet niewierzącym potrafi zabrać dech w piersi. Siedzące obok mnie siostry zakonne, co nie dziwi, płakały natomiast rzewnie.

 Wasz Boga ściąga na Japonię karę waszymi rękami
– mówiący Tłumacz do Rodrigueza.

To było spotkanie z Japonią, jakiego do tej pory nie przeżyłem. Były to także spotkanie z samym sobą, a takie filmy lubię najbardziej. Gdy powolna z pozoru akcja przelewa się przeze mnie i dotyka najczulszych punktów. Gdy muszę zastanawiać się na własnym człowieczeństwem i empatią. Nad kondycją własnego sumienia. Co zrobiłbym w tej sytuacji? Jak bym się zachował? Czy milczałbym, czy może oddał życie. Takie pytania są trudne, bo są tylko namiastką tego nieznośnego bólu, który spotkałby nas kiedyś, gdzieś. Akademickie rozważania o tym: czy kościoły znów byłyby pełne, gdy jak przed laty władza zakazywała religii? Czy w walce o własne przekonania ginęlibyśmy z radością, bo przecież czeka na nas niebo i raj? Czy Jezus Chrystus wyrzekłby się zewnętrznie swojej wiary,  żeby uratować swoich współbraci? Czy w XXI wieku potrafimy jeszcze w ogóle myśleć w tych kategoriach? Martin Scorses swoim „Milczeniem” postanowił nas o to zapytać.

 

Autor: Daniel E. Groszewski
Zdjęcia: materiały prasowe GUTEK FILM
PREMIERA: 17 lutego 2017 roku.

 

Film „Milczenie” zobaczyłem na specjalnym pokazie przedpremierowym zorganizowanym przez GUTEK FILM w Kinie Nowe Horyzonty.