- REKLAMA -

Nowy film z uniwersum rodzeństwa Wachowskich cały czas znajduje się na wczesnym etapie produkcji. Scenarzysta Zak Penn w wywiadzie dla portalu screenrant zdradził pierwsze szczegóły dotyczące obrazu.

Chyba nie ma fana kina sci-fi, który nie zna Neo i Morfeusza. Trylogia „Matrix” to nie tylko seria kultowa, ale także film (mowa o pierwszej części) na swój sposób przełomowy, który wpłynął na cały gatunek.

„Matrix” debiutował w 1999 roku zgarniając aż cztery Oscary. Film spotkał się z bardzo dobrym przyjęciem ze strony zarówno widzów jak i krytyków. Obraz z całą pewnością można zaliczyć do najważniejszych produkcji XX wieku. Popularność (oraz spore zyski) sprawiły, że cztery lata później otrzymaliśmy kontynuację i to nie jedną, ale aż dwie! W 2003 roku ukazały się zarówno: „Matrix: Reaktywacja” (maj) jak i „Matrix: Rewolucje” (październik). Nie były to jednak odsłony tak dobre jak część pierwsza, jednak apetyt fanów został zaspokojony.

Od tamtego czasu uniwersum doczekało się animowanego „Animatrixa” oraz kilku gier. W minionym roku scenarzysta Zak Penn za pośrednictwem tweetera zakomunikował światu, że pisze scenariusz do kolejnej odsłony „Matixa”:

Jednak, pomimo kilku drobnych wpisów na tweeterze, żadne konkrety nie zostały ujawnione. Dopiero w wywiadzie dla screenrant Zak Penn wspomniał o scenariuszu nowego „Matrixa”:

Pracuję teraz nad „Matriksem”, który obecnie jest w pewnej… fazie. To seria, którą desperacko chciałbym przywrócić do życia. Nie mogę zdradzić zbyt wielu szczegółów, jednak męczyłem Warner Bros. od lat, żeby pozwolili mi to zrobić. Więc nad tym teraz pracuję, ale zajmuję się też kilkoma innymi rzeczami.

Nie wnosi to praktycznie nic nowego, do tego co już i tak wiemy i co sam scenarzysta bez ustanku musi wyjaśniać: „not rebooting Matrix” – te słowa najczęściej powtarzają się na tweeterze Zaka. 

Cóż, od scenariusza, który dopiero powstaje, do faktycznego filmu jeszcze daleka droga. Nic też nie gwarantuje, że obraz faktycznie ostatecznie powstanie. Od premiery „Rewolucji” minęło 15 lat – to szmat czasu, jednak ostatnio w Hollywood modnym stało się wygrzebywanie kultowych tytułów z nadzieją na dodatkowy zarobek – pytanie tylko po co, czyżby skończyły się oryginalne pomysły? 


Autor: Patryk Wolny