„Nasza mama czarodziejka” [RECENZJA]

Zapraszając na muzyczną bajkę „Nasza mama czarodziejka”, Capitol po raz kolejny otworzył swoje drzwi dla najmłodszych widzów. To debiut reżyserski aktorki Agnieszki Oryńskiej–Lesickiej. Co warto podkreślić: bardzo udany debiut – pisze Sabina Misakiewicz.

Magiczny świat zbudowany na Scenie Ciśnień otwiera szeroko ramiona do małych widzów. Jest w nim karuzela, huśtawki, zjeżdżalnia. Kredą narysowane klasy i gra w kółko i krzyżyk. Wszystko to naturalnie i mimowolnie wywołuje myśli o własnym podwórku, dziecięcych zabawach, psotach i placach zabaw. Scenografka Anka Chadaj postawiła na szarą tonację w otoczeniu. Domy i miasta narysowane na ścianach są trochę smutne. Jednak pięknie komponuje się z tą szarością feeria barw i szaleństwa w kostiumach naszych bohaterów: Mamy (Małgorzata Fijałkowska), Taty (Maciej Maciejewski), Ani (Ewelina Adamska-Porczyk) i Basi (Agnieszka Oryńska-Lesicka). Reżyserka pisząc scenariusz oparła się na opowiadaniach Joanny Papuzińskiej, jednakże w swoim spektaklu przywołała postać Taty, którego w opowiadaniach nie było. Za cel postawiła sobie stworzenie historii, którą z radością mogłyby oglądać jej dzieci, dzieci koleżanek i kolegi z zespołu, a także wszyscy inni gotowi poddać się czarodziejskim sztuczkom mamy czarodziejki. Ta czwórka dzięki odrobinie fantazji  potrafi ze sobą spędzać czas. Ich przeciwieństwem jest Chłopak (Mikołaj  Woubishet) w szarym ubraniu. Jego mama wysłała go na plac zabaw i tam kazała szukać rozrywki, zamiast klikać w klawiaturę komputera. Tak zaczęła się przygoda. Kolorowe siostry spotkały szarego Chłopaka i zaprosiły go do zabawy. I w tym miejscu czarodziejski świat zaczął wirować, a dookoła działy się przedziwne rzeczy. Pojawił się księżyc ze złamanym rogiem, nadąsany chłopiec, który nie umiał się dzielić, dzwonnica, której wiatr postrącał dachówki i wesoły marynarz z papugą na ramieniu. W rytm wspaniałej muzyki Artura Lesickiego, w rytm słów piosenek napisanych przez Łukasza Pawłowskiego aktorzy dwoili się i troili. Śpiewali, biegali, tańczyli. Wszystko to, plus dowcipne dialogi wywoływało wśród widowni salwy braw i śmiechu. Osobiście kieruję wyrazy podziwu i szacunku do aktorów, bo wspaniale wywiązali się ze swoich ról. Dali widzom możliwość wejścia w sam środek bajki. Kiedy zabawa się rozkręciła, Chłopak zaczął się otwierać i doceniać fakt posiadania przyjaciół. Do głowy przychodzi jedna myśl, że  on  niezbyt prędko skorzysta z gier komputerowych, bo docenił radość z zabaw, psot i ciepłej relacji nawiązanej z szaloną rodzinką.

Ideą spektaklu jest ukazanie, jak ważna jest więź emocjonalna z rodziną i przyjaciółmi. Kreowanie kolorowego świata oraz wykorzystywanie do zabaw wyobraźni zamiast smartfonów. Ukazanie, że rodzice mogą być superbohaterami, a nie zgryźliwymi tyranami, którzy ciągle są w pracy, a gdy już z niej wrócą, są zbyt zmęczeni na kreatywne zabawy z własnymi dziećmi.

Ogromne brawa należą się całemu zespołowi, który pracował nad tym spektaklem. Stworzyli piękny przekaz skierowany nie tylko do dzieci, ale także do ich rodziców. Zastanawiam się, ilu z obecnych na widowni postanowiło częściej brać magię w swoje ręce.

Autor | Sabina Misakiewicz
– Zdjęcie | Łukasz Giza / Teatr Muzyczny Capitol