- REKLAMA -

Niepokojąca wizja świata, w którym kilka pochopnie wypowiedzianych słów, nierozważnie podpisanych dokumentów może uczynić z nas osobę szaloną, zamknąć pod pozorem naszego dobra.

Najnowszy film Stevena Soderbergha nie tylko opowiada o szaleństwie, ale także jest nim przesiąknięty. Oglądając „Niepoczytalną” nie sposób nie odnieść wrażenia, że twórcy bawią się z nami kosztem poczytalności głównej bohaterki.

Historia podąża śladami Sawyer Valentini (Claire Foy), z pozoru przeciętnej pracownicy korporacji, a w rzeczywistości kobiety roztrzęsionej po traumatycznych doświadczeniach ze stalkingiem. Przeszłość nie pozwala bohaterce na normalne życie, jej próby nawiązania kontaktów towarzyskich kończą się nieustającymi porażkami. Po pomoc udaje się do psychologa, gdzie wspomniawszy o próbach samobójczych, podpisaniu kilku „standardowych zgód” zostaje uwięziona w prywatnym zakładzie medycznym – oczywiście wszystko dla jej dobra.

W tym momencie rozpoczyna się prawdziwa jazda bez trzymanki, bowiem w krainie szaleńców wszyscy są szaleni – ale czy aby na pewno? Główną siłą napędową filmu jest postać zagrana przez Foy, która znakomicie się w tej roli odnajduję. Zręcznie łączy pozory szaleństwa z normalnością, czasem jedynie delikatnie przekraczając niewidoczną barierę. Widz szybko się z nią utożsamia, czy to wierząc w jej wersję wydarzeń, czy zwyczajnie licząc na to, że uda się jej pomóc. Pozostałe postaci stanowią jedynie tło, a przynajmniej do momentu, w którym Valentini spotyka dawnego znajomego Davida (Joshua Leonard), którego obecność jeszcze bardziej wszystko komplikuje.

Co (nie) ciekawe Soderbergh nakręcił „Niepoczytalną” telefonem komórkowych, a dokładnie iPhonem, choć to akurat nie ma żadnego znaczenia. Przez pierwsze minuty widz może mieć wrażenie, że obraz wygląda, nazwijmy to biednie. Ostrość, proporcje, nic się nie zgadza, jednak wystarczy kilka kolejnych scen i już nie zwracamy na uwagi na fanaberie reżysera. Równie dobrze film można by nagrać ogórkiem i na większości odbiorców nie zrobiłoby to najmniejszego wrażenia.

Powód dla którego wspominam o iPhonie jest prosty – reżyser miał zachciankę to sobie ją spełnił, a w mojej ocenie nie sprawia to, że film nagle staje się lepszy, czy bardziej artystyczny. Dodać do tego można amerykański tytuł: „Unsane” słowo zawieszone znaczeniowo pomiędzy sane (zdrowy umysłowo), a insane (obłąkany, nienormalny). Taki stan pośredni, tylko problemem w tym, że jest ono praktycznie nieużywane.

I tak o filmie Stevena Soderbergha mówi się raczej jako o obrazie, który został nakręcony iPhonem, a przedstawiony w „Niepoczytalnej” problem, historia schodzą na drugi plan. Miało być fajnie, jednak nie do końca wyszło, fakt, reżyser udowodnił, że każdy może zrobić dobry film, nawet z wykorzystaniem domowych środków i budżetu składającego się z telefonu i kilku przyjaciół. Jednak gdyby oczekiwał podobnych eksperymentów, dowodów na to, że można, to włączyłbym youtube.

Całość ratuje Foy i relacje jej bohaterki z pozostałymi postaciami pojawiającymi się w filmie, które pozornie bezimienne, bardzo konsekwentnie realizują odgórnie narzucone im role w konsekwencji czego całość nabiera głębi. Można odnieść wrażenie, że na ekranie toczy się gra, w której stawką jest poczytalność Valentini.

Mimo niektórych wad i wyszukanego stylu film polecam ze względu na przedstawioną historię i postać głównej bohaterki. Niepokojące doświadczenie (nie licząc zakończenia – jest słabe).

 


Autor: Patryk Wolny