Śląsk Wrocław zwyciężył nad AZS-em Koszalin 74:66 w ostatnim meczu rundy zasadniczej Tauron Basket Ligi. Podopieczni Jerzego Chudeusza dokonali w tym spotkaniu nie lada sztuki – trafili wszystkie 27 rzutów osobistych! Na wyróżnienie zasłużył Radosław Hyży, zdobywca double-double. Śląsk zakończył rundę zasadniczą na 8. miejscu.

Początek meczu – seria 9:0 dla AZS-u i ledwie 8 oczek zdobytych przez gospodarzy w I kwarcie – nie zwiastował udanego zakończenia pierwszego etapu ligi. Zawodziła mocna zazwyczaj broń wrocławian – rzuty za 3 (0/5 w tej ćwiartce). Dodatkowo, Śląsk pozwolił Akademikom już w pierwszych 10 minutach zaliczyć 7 ofensywnych zbiórek (4 z nich to dzieło Darrela Harrisa). Również 7 wyniosła liczba strat po stronie WKS-u. Oj… słaby był to początek

– Niestety, na niektórych zawodników działa ”magia Śląska” i nie potrafią jej przełamać. Mimo, że prowadziliśmy w początkowych kwartach, w ostatniej gospodarze osiągnęli przewagę, której nie udało nam się zniwelować. Na pewno wrócimy jeszcze do Wrocławia i będziemy walczyć ze Śląskiem o miejsce w play-offach – mówił po meczu Bartłomiej Wołoszyn, zawodnik AZS-u Koszalin.

W drugiej ćwiartce Śląsk „wziął się do roboty”, zaczął odrabiać straty i po celnych osobistych Kikowskiego było 20:20. Wciąż zawodziły rzuty dystansowe (0/9  po dwóch kwartach), ale inne elementy gry były na wyższym poziomie.

Wojskowi nie popełnili żadnej straty i trafili wszystkie 11 rzutów wolnych w tych 10-ciu minutach. Nie było wyraźnego lidera w zdobywaniu punktów – Miller miał ich 7, reszta graczy 4 lub 2, ale Trójkolorowi grali zespołowo i to było widać. Po stronie gości prym wiedli do przerwy Dąbrowski i Wołoszyn, którzy co chwila trafiali za 3.  Do przerwy był remis – 31:31.

– Bardzo trudny mecz. Niepiękny, szczególnie w pierwszej kwarcie. Później szukaliśmy różnych ustawień na parkiecie i to przynosiło efekty. Mieliśmy problemy w zbiórkach, ale najważniejsze, że udało się wygrać. Jestem przekonany, że z każdym zespołem będzie trudno grać w czekających nas „szóstkach”. AZS i Asseco będą najgroźniejsze. Cel jest jeden – 7 miejsce przed play-offami- analizował teraźniejszość i przyszłość Jerzy Chudeusz, trener Śląska.

10-ciu prób potrzebowali gospodarze by wreszcie trafić zza łuku. Tej sztuki dokonał na początku III kwarty Robert Skibniewski. Po chwili, gdy akcję 2+1 przeprowadził Sulima, Śląsk prowadził już 46:40. Goście, głównie za sprawą Szubargi, nie pozwolili jednak uciec wrocławianom. Mimo „trójki” Johnsona i świetnej kontry dwójki Hyży-Mroczek, wynik ciągle oscylował wokół remisu.

Uwagę widzów zaczęła przyciągać szczególnie jedna statystyka – rzutów wolnych. Śląsk oddał ich 16 i wszystkie były celne. Goście nadrabiali rzutami trzypunktowymi i przed ostatnią ćwiartką na tablicy ponownie widniał remis po 52.

– Kibice nas nieśli w drugiej połowie. Dziękujemy im za ten doping. Nie był to ładny mecz, ale najważniejsze, że wygrany. Dla mnie mogłoby tak być w szóstkach – możemy grać nieładnie, ale zwyciężać. Z Turowem była atrakcyjna dla oka gra, chwalono nas, jednak mieliśmy po tym meczu 1 punkt więcej na koncie, a nie 2. Gratuluje mojej drużynie, szczególnie statystyki rzutów wolnych – komentował Adrian Mroczek- Truskowski, kapitan Śląska Wrocław.

Ostatnie 10 minut znów celną „trójką” otworzył Skiba. Był to dopiero trzeci celny rzut trzypunktowy Wojskowych w tym meczu. Niestety, okazało się również, że ostatni. Znacznie lepiej było jednak na linii rzutów wolnych – 3 z rzędu trafił Kikowski, nie mylili się również Hyży i Sulima. Goście nie poddawali się – trafiał Harris, trafiał Szubarga, ale to było za mało.  W ostatniej ćwiartce Śląsk by wyraźnie lepszy. Kolejne celne osobiste gospodarzy grzebały szansę koszalinian na triumf. Ostatecznie różnica wyniosła 8 punktów – 74:66.

– Mieliśmy okazję przez 3 kwarty by wygrać, ale w ostatniej Śląsk „zrobił różnicę”. Nie byliśmy na to przygotowani. Lubię Wrocław i lubię tu przyjeżdżać, ale nie wiem czemu, zawsze jak tu jestem, to przegrywam. Nie widać w statystykach że byliśmy gorsi – mieliśmy więcej zbiórek ofensywnych, lepszą skuteczność ”za trzy”, ale przegrywamy. Mam nadzieję być kiedyś trenerem Śląska i wtedy może uda mi się w końcu wygrać w Orbicie – mówił pół żartem- pół serio sympatyczny Gasper Okorn, szkoleniowiec AZS-u.

Anonsowany przed meczem pojedynek „Skiba” vs. „Szubi”, nieznacznie wygrał ten drugi. Szubarga spędził na parkiecie pełne 40 minut, zdobył 15 punktów i 7 asyst. Rozgrywający Śląska grał 36 minut, zaliczył 12 oczek, 4 asysty…ale to jego zespół zwyciężył. Niespodziewanym bohaterem, który przyćmił nawet świetnych rozgrywających obu zespołów, został Radosław Hyży.

12 punktów, 11 zbiórek, 3 asysty, 3 przechwyty, 80% z gry, 4/4 z rzutów wolnych, EVAL 27 – statystyki, tym razem, nie kłamią- Hyży zagrał najlepszy mecz w sezonie. Po stronie gości, oprócz Szubargi, wyróżnił się Darell Harris (13 oczek, 11 zbiórek). W Śląsku aż 5 graczy zdobyło dwucyfrową liczbę punktów. Oprócz wspomnianych Skibniewskiego i Hyżego, również Kikowski, Miller i Johnson. 9 oczek nazbierał Krzysztof Sulima.

Statystyką-kluczem w tym meczu były rzuty wolne. Gospodarze dokonali niebywałej sztuki trafiając 100%  prób „za jeden”. Każdy z 27 rzutów osobistych lądował w koszu. Jakże marnie wygląda przy tym wynik AZS-u w tej statystyce – 9/14. 27/27 to wyczyn, który z pewnością przejdzie do historii Polskiej Ligi Koszykówki.

Zakończyła się I faza TBL, którą Śląsk ukończył na 8. miejscu, ale sezon trwa dalej. Rywalizację w szóstkach Śląsk rozpoczyna już w najbliższą niedzielę 23 marca. O godzinie 15:00 w Orbicie podejmie Stabill Jezioro Tarnobrzeg.

WKS Śląsk Wrocław – AZS Koszalin 74:66
(8:17, 23:14, 21:21, 22:14)

Śląsk: Skibniewski 12 (2), Hyży 12, Miller 11, Kikowski 11, Johnson 11 (1), Sulima 9, Mroczek-Truskowski 4, Gabiński 2, Parzeński 2

AZS: Szubarga 15 (2), Harris 13, Wołoszyn 10 (2), Robinson 10 (1), Dąbrowski 8 (2), Dunn 4, Trybański 4, Mielczarek 2, Raczyński