- REKLAMA -

Debiut Olgi Chajdas urzeka wizualnie, udowadnia także, że w polskim kinie pojawia się coraz więcej miejsca na odważne obrazy. Jednak ważne tematy, które porusza „Nina” niekoniecznie trafią do widzów.

Film częściej wywołuje uśmiech na twarzy, niż skłania do refleksji. „Nina” opowiada o odmienności, jednak nie przebiera w słowach, robi to wprost, a towarzyszące temu akty erotyczne oraz falliczne żarty o bambusach i mieczach samurajskich mogą wywołać efekt odwroty do zamierzonego. Teoretycznie, nie ma w tym nic złego, jednak co w przypadku, gdy uwagę widza przykuwa nie ten element obrazu, który powinien – wtedy mamy impas, a całe przesłanie przelatuje nam przez palce.

Nina (Julia Kijowska), trzydziestoparoletnia nauczycielka francuskiego, nie czuje się szczęśliwa w swoim życiu. Pomimo kochającego męża Wojtka (Andrzej Konopka) u jej boku, dręczy ją myśl, że nie może zajść w ciąże, a to przysparza jej dodatkowych trosk. Pragnąć dziecka para poszukuje surogatki, najpierw przez agencję, a później na własną rękę.  

Prowadzi to do zacieśnienia znajomości z przypadkowo poznaną Magdą (Eliza Rycembel) – dwudziestoparoletnią, korzystającą z życia dziewczyną, która w dodatku jest bardzo ładna – idealną kandydatką. Początkowe próby zaciągnięcia młodej dziewczyny do łóżka nie kończą się najlepiej, wtedy Nina postanawia wziąć sprawy w swoje ręce, co z kolei, na poziomie emocjonalnym, wszystko komplikuje – miłość nie wybiera. Pozostaje pytanie, czy uda się jej przetrwać, pomimo wszystkich przeciwności losu, jakie czekają na drodze do szczęścia.

Nina” zachwyciła mnie od strony audiowizualnej – piękna gra świateł i kolorów, a do tego znakomicie pasująca muzyka sprawiają, że naprawdę łatwo utonąć w przedstawionym świecie. Całość dopełniają dobre zdjęcia, wielokrotnie podkreślając przesłanie emocjonalne. Nawet sceny erotyzmu kontrastują z szarością miasta – codziennego życia bohaterów, pełnego przyziemnych spraw.

Piękny obrazek to jednak, niestety, nie wszystko. Kiepskie dialogi, często naiwne lub po prostu strasznie wymuszone nie wpływają pozytywnie na odbiór filmu. Odniosłem także wrażenie, że odmienność, którą film stoi, a za którą otrzymał Złotego Pazura w konkursie Inne Spojrzenie podczas tegorocznego FPFF w Gdyni jest aż nazbyt obecna na ekranie. Rozumiem intencję Olgi Chajdas, zgadzam się, że polskim produkcjom jeszcze trochę daleko do tolerancji i naturalnego przedstawiania związków homoseksualnych czy ogólnie do społeczności LGBTQ, jednak zbyt ostry manifest może przynieść odwrotny skutek.   

Skłamałbym pisząc, że „Nina” do mnie nie trafiła. Pełnometrażowy debiut Olgi Chajdas zwyczajnie ma swoje lepsze i gorsze strony. Artystyczna opowieść o niespodziewanej, szalonej, miłości, która nie do końca jest akceptowana przez społeczeństwo. Nina, w pewnym momencie pyta się homoseksualnej pary, co mówią w przedszkolu, odpowiedź jest niezwykle prosta, jednak nie oczywista – mówią prawdę.


Autor: Patryk Wolny

  • Film obejrzałem dzięki uprzejmości Kina Nowe Horyzonty