- REKLAMA -

Ceniony twórca slow cinema tym razem bez wątpienia może zaskoczyć swoich fanów. Petra to dramat kobiety, malarki, która poszukuje własnej tożsamości. Zarówno tej odziedziczonej w genach jak i w malarstwie, które uprawia. Splot relacji międzyludzkich doprowadza do pasma tragedii.

Ciekawym, choć nie nowatorskim pomysłem jest podzielenie historii na rozdziały. Widz dostaje je ułożone niechronologicznie. Zanim dowie się dlaczego coś się wydarzyło, to już się wydarza. Dalsza opowieść więc snuje się już bez napięcia, bo co najgorsze miało się  stać – już się stało. Reżyser tym obrazie zdaje się przypominać ludzkości, że wybory jakich dokuje często są brzemienne w skutkach.

 


Autorka: Sabina Misakiewicz

  • Film zobaczyłam podczas 18. MFF Nowe Horyznoty.