- REKLAMA -

Alfabet Greenwaya to piękne spotkanie ojca i córki. Ona pyta, on odpowiada. Nie ma tam żadnej bufonady, przemądrzania się czy moralizatorstwa.

Film jest dziełem żony artysty – Saskii. Reżyserka chce pokazać męża takim jaki jest przy swojej pracy, w rozmowach, podczas zażywania kąpieli słonecznych i morskich, co robi nago w zupełnie naturalny i nieskrępowany sposób. Greenway (ur. 5 kwietnia 1942 roku)  zapowiedział, że gdy skończy 80 popełni samobójstwo. Szesnastoletnia Pip nie waha się zadawać więc pytań o smierć. Ich bliski związek jest tak wielowymiarowy, że nie ma  między nimi tematów tabu. Kontakt ojca z córką przywodzi na myśl fragment wrocławskiego spektaklu „Po Burzy Szekspira” Agaty Dudy-Gracz. Podczas rozmowy Prospero z Mirandą padają te same słowa, które Greenaway wypowiada do swojej córki Pipy:

„Duchamp powiedział, że w dzisiejszych czasach sztuką można nazwać wszystko”.

Greenway tłumaczy Pip czym jest jego sztuka, na czym polega jego filozofia, na czym opiera się jego życie w ogóle. Film Saskii Boddeke miesza się z kadrami z filmów jej męża i wizjami o postaciach wyjętych z kart historycznych. Pojawia się w nich  Rembrandt oraz jego żona – Saskia van Uylenburghdanym. Reżyser opowiada córce o jej mało znanych losach. Dowiadujemy się, że gdy zmarła spoczęła w krypcie kościoła Oude Kerk  w Amsterdame. Greenaway leżąc tam na posadzce przy jej płycie nagrobnej snuje opowieści, a Pip im się przysłuchuje. Jest ciekawa świata i ojca. Zadaje trudne pytania i nie zadowala się półprawdami. Choć Greenaway uważa, że w historii istotni są historycy, a nie wydarzenia, bo to oni ją tworzą  i nigdy się nie dowiemy, co miało miejsce przed laty. Wiara w prawdy wygłaszane przez ojca zostaje więc na moment nadszarpnięta pytaniem, czy aby jego przekonujące opowieści nie są zmyślone? A zatem Co jest właściwie istotne, prawda czy interesująca historia?

 

 


Autorka: Sabina Misakiewicz

  • Film zobaczyłam podczas 18. MFF Nowe Horyznoty.