- REKLAMA -

Trwa proces w sprawie śmierci na wrocławskim komisariacie. Policyjny biegły z zakresu informatyki na ostatniej rozprawie przyznał przed sądem, że dwa pliki z filmami z paralizatora, którym rażono zatrzymanego, znajdowały się w systemowym koszu. Oznacza to, że ktoś próbował je usunąć.

Przed wrocławskim sądem rejonowym we wtorek zakończyła się druga rozprawa w procesie w sprawie Igora Stachowiaka. Na ławie oskarżonych zasiadło czterech byłych policjantów, którzy 15 maja 2016 roku zatrzymywali, a potem przesłuchiwali wrocławianina. Postawione zostały im zarzuty psychicznego i fizycznego znęcania się nad osobą pozbawioną wolności oraz przekroczenie uprawnień. Biegli podają trzy możliwe powody śmierci Igora Stachowiaka. Należy do nich działanie tasera, silny ucisk na krtań lub działanie środków odurzających. Adwokaci funkcjonariuszy uważają, że ich klienci są niewinni.

Policyjny biegły informatyk, który zeznawał na tej rozprawie, miał wyjaśnić kwestię zabezpieczenia nagrań z paralizatora, którym rażono Stachowiaka. Jednak na podstawie materiałów, które otrzymał, nie mógł jednoznacznie stwierdzić, o której godzinie powstał zapis. Prokuratura nie udostępniła mu bowiem samego urządzenia, a jedynie kopie plików na komputerze. Według biegłego pliki, które zostały zabezpieczone na tym urządzeniu, zawierają wydarzenia z podanych minut, ale pod warunkiem prawidłowo ustawionego czasu na taserze. Zapisy tych godzin to daty i godziny zapisu pliku na nośniku komputera, na który zostały zgrane zapisy z urządzenia. Jednak nie można mieć pewności, że zegar komputera, na który zgrywane były pliki, odpowiadał czasowi rzeczywistemu. Ustalono również, że pliki te były kilkukrotnie otwierane do godz. 15. Wskazywać to może na fakt niezabezpieczenia urządzenia lub plików do tej godziny. Zdaniem biegłego na plikach wykonano trzy lub cztery operacje odtworzeń. Istnieje możliwość wykonania większej liczby odtworzeń, jednak system zapisze tylko czas ostatniej modyfikacji.

Policyjny biegły informatyk przyznał również, że pliki z filmami z paralizatora były w systemowym koszu. Oznacza to, że najprawdopodobniej były one usuwane. Przegrane pliki istniały w siedmiu kopiach. Dwie z nich zostały usunięte. Jednak nie znaleziono śladów, które wskazywałyby na ich modyfikację.

Tego samego dnia, przed wrocławskim sądem, swoje zeznania składała również matka Igora Stachowiaka. Kolejnym przesłuchiwanym był świadek, który trafił na komisariat tego samego dnia co zmarły mężczyzna, bo nagrywał na Rynku interwencję policji. Jednak sąd wyłączył jawność tych zeznań.

Kolejne posiedzenie w tej sprawie odbędzie się w czwartek, 19 lipca. Na ten dzień zaplanowane jest obejrzenie całego filmu z paralizatora. Ze względu na długie wyjaśnienia świadków, na ostatniej rozprawie zabrakło na to czasu.

 


Autor: Ola Sopuch
Zdjęcie: screen z youtube