O co chodzi z tym Sapkowskim?

Choć Polcon zakończył się przeszło tydzień temu, po internecie krążą nadal komentarze/elaboraty/paszkwile (niepotrzebne skreślić) na temat wypowiedzi Andrzeja Sapkowskiego, który to na swoim spotkaniu z fanami obrazić miał graczy, twórców gier i cały wszechświat. Gdy tak czytam te wszystkie teksty, mam wrażenie, że nie każdy je piszący na spotkaniu był, ponadto zaczyna kiełkować we mnie opinia, że większości autorów tych artykułów przydałaby się recepta na spory zapas kremu na ból du… miejsca, gdzie słońce nie dochodzi – pisze Patryk Rudnicki.

Gwoli sprostowania tego, co przedstawiać raczą osoby ze świata branży gier, czasopism z nimi związanych czy mediów w ogóle, bo temat jest nośny i „to się będzie klikać”. Na spotkaniu byłem i Sapkowski wyraźnie zaznaczył, że choć nigdy gier z Geraltem w roli głównej nie odpalił to otrzymał egzemplarz każdej części i to w edycji kolekcjonerskiej. Zaznaczył, że z CD Projekt RED ma podpisane cztery umowy, w tym jedną dotyczącą merchantdisingu, z której nie czerpie żadnych zysków, a otwiera to drogę do promowania REDom marki jaką jest gra o Wiedźminie. Sapkowski kilkukrotnie poruszał kwestie pieniędzy, zawsze w kontekście ich braku lub tego, że zarabia zbyt mało. Za każdym razem jednak były to wzmianki ironiczne, pełne raczej żartobliwego tonu niż wzywania do nienawiści wobec złych ludzi, którzy chcą skorzystać z jego dzieła. Motyw Chmielarza i próby egranizacji Wiedźmina przez Metropolis w 1997 roku jest w 100% prawdziwy, sam Adrian zresztą uderzył w swoim drugim wpisie na FB w słowa dotyczące graczy oraz popularności książek przed wydaniem gier. Kwestia miłośników rozrywki cyfrowej jest prosta do wyjaśnienia: Sapkowski po raz kolejny robił sobie zwyczajnie jaja, a kogoś znowu tutaj zabolał tyłek. Co do popularności literatury o Wiedźminie przed wydaniem gier i tego, jak one wpłynęły na sprzedaż książek to Chmielarz w swoim wywodzie wykazał, że rzeczywiście gradaptacje mogły przełożyć się na większe zainteresowanie prozą Sapkowskiego. Z kolei jeśli chodzi o „smród i gówno” jakiego zdaniem Sapka narobiła mu gra za granicą, to pomimo stylu w jakim sam autor się wypowiedział, może to mieć przełożenie w rzeczywistości. Zachód, w przeciwieństwie do polskich fanów, w pierwszej kolejności grał, później zapoznając się z sagą o Geralcie, więc powiązanie książek z grą jako tylko produkt poboczny, jako literatura game related nie jest niczym dziwnym i nadzwyczajnym.

Całej tej gównoburzy jaka rozpętała się w internecie przyglądam się ze zdziwieniem. Dziwi mnie przede wszystkim fakt, że mainstreamowe media opisując całą sprawę nagle stają w obronie graczy, gier i wszystkiego z nimi związanego. Przecież przyjdzie pierwsza, lepsza strzelanina w szkole w USA, gdzie ktoś nagle dowie się, że sprawca pogrywał w Counter Strike’a czy inne Battlefieldy, a te same media uderzą i w gry i w graczy, i to tak bardzo, że łepetyna spuchnie. Dziwi mnie nagłe poruszenie wśród twórców i ludzi z branży okołogrowej. Jako źródło wszystkich cytatów jakie wypłynęły podczas spotkania wskazuje się nagranie na YouTube’ie, pomijając jednak fakt, że kontekst wszystkich tych wypowiedzi wywoływał u uczestników lawiny śmiechu, a nie podnosił okrzyków oburzenia. Całe spotkanie z Sapkowskim przebiegało w atmosferze żartu, ironicznych docinek kierowanych we wszystkie strony świata, nie mówiąc o tym, że powszechną stała się opinia, iż Sapek obrażał swoich fanów. Szkoda, że nikt nie pokusił się o zacytowanie pisarza, gdy ten na widok kolejki chętnych po jego autograf zakrzyknął, że choćby miał do usranej śmierci siedzieć i podpisywać, to będzie podpisywał. Wreszcie nikt nie zauważył, że Sapkowski to po prostu egocentryk, cynik i człowiek z ogromnym zamiłowaniem do ironii. Czytając te wszystkie wypowiedzi i teksty nie mogłem pozbyć się wrażenia, że robi się tutaj z gówna dynamit. A może po prostu odezwał się we mnie ten wspomniany wcześniej ból, ale zdecydowanie o biegunie przeciwnym do większości wypowiadających się na ten temat.

Autor | Patryk Rudnicki