Odważne słowa Michaela Haneke: #MeToo to nowy purytanizm

Akcja #MeToo od samego początku wzbudza wiele emocji, jednak jej początkowe, szczytne cele zaczynają się coraz bardziej zatracać w gąszczu afer. Kolejna ważna dla świata kina postać wypowiedziała się w tej sprawie i to w sposób dość kontrowersyjny.

Jeden z najważniejszych przedstawicieli francuskiej branży filmowej, Australijczyk Michael Haneke, w rozmowie z dziennikiem „Kurier” podzielił się swoimi obawami odnośnie do akcji #MeToo, którą skomentował słowami:

Cały ten nowy purytanizm zasilany nienawiścią wobec mężczyzn bardzo mnie niepokoi. Jako artyści żyjemy w strachu przed krucjatą. To krucjata przeciwko każdej formie erotyzmu.

W celu zobrazowania sytuacji Haneke w rozmowie z redaktorem posłużył się bardzo wymownym przykładem przywołując kultowy obraz z 1976 roku: „Imperium zmysłów” reż. Nagisa Ôshima. Podobnie kino w dzisiejszych czasach nie tylko nie ma prawa bytu ale mogłoby wręcz doprowadzić do społecznego linczu autora.

Dobrze oddają to głosy niezadowolenia, które pojawiły się na pośród internetowej społeczności w związku z pojawieniem się „Przyjaciół” na Netflixie. Kultowy sitcom niegdyś uwielbiany, teraz określony mianem seksistowskiego czy rasistowskiego. Oczywiście sama produkcja wcale się nie zmieniła, to podejście odbiorców jest inne.

W rozmowie pojawia się także wypowiedź, która odnosi się do mediów, które zdają się nieustannie dolewać oliwy do ognia. Nie tylko wyszukają i często wyolbrzymiają afery, ale także zachęcają do polowania na nowe.

Każda gównoburza, która jest efektem podobnych nieuzasadnionych oskarżeń zatruwa życie społeczne

Pozostaje mieć nadzieję, że nie zabrnie to za daleko i że znajdzie się więcej osób, które dostrzegają rysy na akcji. Sam jej cel jest szczyty i to nie podlega dyskusji, jednak należałoby dokładniej przyjrzeć się kierunkowi, w którym to wszystko zmienia, możliwe, że najwyższy czas na pewne korekty i przemyślenia.


Autor: Patryk Wolny