Ofelia i Ha w Tetrze Lalki i Aktora w Wałbrzychu to spektakl dyplomowy Katarzyny Kłaczek, studentki IV roku PWST we Wrocławiu, wyreżyserowany przez Grzegorza Grecasa. Jego teatr raczej zastanawia niż zachwyca, nie pozostawia jednak widza bez refleksji. 

Utrzymany w chłodnych tonacjach scenografii spektakl Grecasa emocjonalnie utrzymany jest na podobnym poziomie. Co prawda na scenie oprócz białego i czarnego widzimy jeszcze szarość, ale i intensywny kolor zielony. To jakby między ramy ograniczające swobodne poruszanie się w przestrzeni wypowiedzi, włożyć jakiś wentyl bezpieczeństwa. Nadzieję. Bohaterowie nie prowadzą jasnej w interpretacji fabuły. Tekstu jest ogrom, nie przekłada się jednak bezpośrednio na treść. Od początku wiadomo, jakie konsekwencje będzie miała relacja pomiędzy bohaterami. Nie zmienia to faktu, że jako widz chcę coś przeżyć, zobaczyć, wynieść z tego teatru. Tym bardziej tego będzie chciał młodszy widz, niejednokrotnie nieobyty w Szekspirze, a to właśnie do niego spektakl jest skierowany. Próba doszukania się klucza jakim posłużył się reżyser w swojej inscenizacji Szekspirowskiego dramatu jest zatem zadaniem na rozprawę naukową. Albo porzuceniem jej bezpowrotnie. Trudno zresztą odpowiadać  na znienawidzone w szkolnych latach pytanie: Co autor miał na myśli? Zostawiam więc te myśli reżyserowi, a interpretacje pozostaną indywidualnymi dla każdego odbiorcy.

Grecas robiąc godzinne przedstawienie stworzył historię, w której trójka aktorów gra kilka ról. Najważniejszymi tutaj jednak są Ofelia (Katarzyna Kłaczek)… długo nic i dopiero Hamlet (Paweł Pawlik). Dziewczyna góruje nad zagubionym, płaczliwym księciem. Jest wciąż obecna w jego głowie głosem matki czy ojca, bólem istnienia i wspomnieniami. Ofelia wychodząc ze swojej roli animuje lalki, upioryczne manekiny nadające spektaklowi zarazem grozy jak i piękna. Mimochodem zdaje się też poruszać Hamletem. Kontrapunktem dla ostro zarysowanej postaci Ofelii i rozchwianego Ha, staje się postać grana przez Jerzego Gronowskiego. Jest pewnego rodzaju opiekunem porządku, sługą, przyjacielem grabarzem. Nie ma jednak żadnego wpływu na przebieg wydarzeń.

Młodzi aktorzy odnaleźli się w pomyśle reżysera. Nie można im odebrać talentu i zaangażowania. Katarzyna Kłaczek poza dobrym warsztatem, jest też niezłą wokalistką. Szkoda tylko, że słowa piosenek umykały, a przecież miały istotnie znaczenie. Paweł Pawlik udźwignął masę trudnego tekstu, jednakże by wypaść w roli Ha wiarygodniej, musi się z nim jeszcze przespać.

Ciekawi mnie jak „Ofelia i Ha” została odczytana przez gimnazjalistów? Jak odebrali język teatru, którym posługuje się Grzegorz Grecas? Czy informacja podana w telegraficznym skrócie zostaje na dłużej, czy znika zapomniana, jak post na snapczacie?


Autor: Sabina Misakiewicz

(06.05.2017)