Tekst cenionego współczesnego dramaturga Artura Pałygi trafił na wrocławską scenę. Choć wielu dyrektorów chciałoby mieć go w swoim repertuarze, to Katarzyna Baraniecka zmierzyła się z nim w nowym, właśnie powstałym Teatrze Kombinat. Teraz walczy o środki, aby spektakl „Ojcze nasz” zagościł w Imparcie na dłużej i trafił do jak najszerszego grona odbiorców. To ciężki i skłaniający do refleksji tekst. Młoda reżyser pokazuje go w sposób bardzo dojrzały i przemyślany. Wart uwagi – pisze Sabina Misakiewicz.

Katarzyna Baraniecka jako reżyser zaistniała wystawieniem „Osmozy„… w Muzeum Narodowym we Wrocławiu. Pomysł był świetny, a ja nigdy wcześniej nie przeżyłam podobnego zachwytu, o czym pisałam na łamach DZIELNIC w maju. Teraz podejmując się wyreżyserowania zupełnie niepopkulturowego tekstu Pałygi, wypłynęła na głęboką wodę. Nie poszła na skróty. Nie szukała sensacyjnych rozwiązań. Nie postawiła na fajerwerki. Skupiła się na słowie, które tak naprawdę było w tym wypadku cementem trzymającym całość.

Otwarta trumna. To jest to, czego prawie od zawsze się bałam. Jako mała dziewczynka uczestniczyłam w obrzędach lamentacyjnych po śmierci pewnej staruszki. Zmarła leżała w swoim mieszkaniu. W głównym pokoju gromadziły się płaczki. Ubrane na czarno. Z różańcami. Zawodzące pieśni. I ja wśród nich bodaj siedmioletnia. Klęczałam obok niej. Mówiłam wieczne odpoczywanie i całowałam ją w złożone na piersiach dłonie. Nigdy później nie chciałam już nikogo zmarłego oglądać, ani tym bardziej całować. Do dnia, kiedy pochyliłam się nad otwartą trumną mojego ojca. Oficerki i mundur. Zakuło mnie w tym miejscu, w którym podobno jest jakiś przekaźnik emocji. Serce. Tam mnie zakuło. Neuralgia moja osobista oznajmiła, że jest ze mną. Że nigdzie się nie wybiera. Łapałam oddech i patrzyłam na scenę Impartu, jak otępiała. Powtarzałam w myślach, że to nie on. To nie mój ojciec tam leży. Znów oddech, który wcale nie chciał być głęboki.  Ktoś na tyłach sali głośno wydmuchiwał nos. Zaczęło się.

Na środku sceny otwarta trumna, od której wszystko się zaczęło i na której skończyło. Zmieniała się kilkakrotnie w czasie spektaklu. Nadawała życia historiom. W zależności od sytuacji raz była stołem, a gdy zamykało się jej wieko stawała się łóżkiem. Innym razem…trumną właśnie. Na łóżku się rodzimy, płodzimy dzieci, umieramy. Przy stole jemy, karmimy dzieci, tańczymy na nim nawet. Centralne miejsce w każdym domu. Centrum opowieści z grającym na nim pięknie białym obrusem, z którego bardzo łatwo wyczarować na przykład dziecko. Oprócz łóżka i stołu, jak to w każdym mieszkaniu z czasów i przedgierkowskich i pogierkowskich, stała meblościanka, tudzież kilkudrzwiowa szafa. Szafa. Ona też zwykle skrywa różne tajemnice. U Baranieckiej jest znakomitym zapleczem. Jest kulisami. To do niej i z niej wychodzą aktorzy. To ona jest mitologiczną puszką Pandory. Kiedy się otwiera czuć, że nic dobrego z tego nie wyniknie. Najistotniejszymi osobami w sztuce są: Matka (Agnieszka Popkiewicz), Syn (Łukasz Chojęta) i Ojciec (Robert Chmielewski). Pozostała trójka aktorów robi świetne tło, ogrywając kilka ról naraz (Jadwiga Wianecka, Edward Kalisz i nietuzinkowy Rafał Kronenberger). Relacje wiążące głównych bohaterów są dokładnie analizowane i opowiadane przez narratora spektaklu, którym jest syn tytułowego ojca. Jego miłość, fascynacja i nienawiść do głowy rodziny jest tak namacalna, tak dotkliwie przejmująca, że aż trudno  się je znosi. Spektakl dla mnie tak naprawdę zaczął się w momencie, kiedy uwierzyłam aktorom. Wtedy już nie mogłam oderwać od nich wzroku. Oprócz Franza Kafki mocno było w tym spektaklu też czuć wpływy Helmuta Kajzara i Tadeusza Różewicza. Była w tym wszystkim zawarta pewnego rodzaju wrocławska tradycja dramatyczno-teatralna. Piękna tradycja. Taka, którą powinniśmy kultywować. „Ojcze nasz” stał się tym samym naszym spektaklem.


Artur Pałyga „Ojcze nasz”

reżyseria i scenografia – Katarzyna Baraniecka
dźwięk – Marek Otwinowski
kostiumy – Maryna Wyszomirska
ruch sceniczny – Ewelina Ciszewska
światła – Robert Baliński
projekcje video – Jakub Lech
asystent reżysera – Rafał Kronenberger

Obsada: Robert Chmielewski, Łukasz Chojęta, Edward Kalisz, Rafał Kronenberger, Agnieszka Popkiewicz, Jadwiga Wianecka

premiera: 19.10.2014, Impart, Scena Kameralna

*

Na koniec przyznam się, że z uwagą zamierzam śledzić dalsze losy Teatru Kombinat i ich przedsięwzięć. Zespół ten podjął się przecież niełatwego zadania. Bez swojego stałego miejsca do grania zdecydował, że wystarczy mu kawałek sceny w jakimkolwiek ośrodku kultury, by mógł istnieć i robić to, co kochają jego założyciele. Tworzyć teatr. Grać. Istnieć dla siebie i widzów. Trzymam kciuki, żeby im się udało.

Autor | Sabina Misakiewicz