Organy nastrojów mistrza fantastyki

Dźwięków i muzyki jest w dziełach Philipa Dicka pełno. Amerykański klasyk fantastyki zauważył, że ludzie, którzy doznali poważnych uszkodzeń lewej półkuli, mieszczącej ośrodki mowy, i utracili zdolność mówienia, wciąż potrafią śpiewać piosenki.

– Gdy czytam jego książki, moja wyobraźnia sama puszcza sobie filmy z muzyką – mówiła piosenkarka Mary Komasa. Jej zdaniem muzyka jest zawsze obecna w twórczości autora „Ubika”. – I te opisy ciszy… Trochę się ich boję. Dick, nawet opisując ciszę, robi to w taki sposób, że mamy poczucie obecności dziwnej energii – dodała Komasa.

 

Odgłos pustych mieszkań

Dostojewski fantastyki często używał dźwięków i muzyki, by dać upust swojemu czarnemu humorowi. W „Płyńcie łzy moje, rzekł policjant” głównym bohaterem jest słynny piosenkarz, którego najnowszy przebój, „Nowhere Nuthin’ Fuck-up” jest określony jako… sentymentalny kawałek. Z kolei bohaterowi „Trzech Stygmatów Palmera Eldritcha” zachowanie jego partnerki w czasie seksu skojarzyło się z… delikatnym systemem nerwowym żaby, pobudzanym impulsami elektrycznymi.

U Dicka nie zawsze bywa jednak zabawnie i tragikomicznie. Żona głównego bohatera powieści „Czy androidy śnią o elektrycznych owcach?” opowiada mężowi o tym, że siedziała pewnego popołudnia w domu i włączyła program telewizyjny o Przyjacielskim Busterze i Jego Przyjacielskich Przyjaciołach. Wyłączyła na chwilę dźwięk i nagle usłyszała dom, puste mieszkania. Jej mąż, Rick Deckard, odparł na to, że sam czasem słyszy je w nocy, kiedy powinien był spać. Zdziwiło go to, bo budynek, choć na wpół zamieszkany, zajmuje wysokie miejsce w statystykach zagęszczenia.

Skoro mowa o niepokojących odgłosach, opowiadanie „Roog” o znerwicowanym psie najlepiej pojął niewidomy chłopiec. Od początku wiedział, co oznacza tytułowe słowo. Wyznał Dickowi, że wielokrotnie doświadczał identycznej rozpaczy, bezradnej wściekłości i goryczy porażki.

Co ciekawe, czasem bohaterowie autora „Ubika” marzą o ciszy i spokoju. W „Płyńcie łzy moje, rzekł policjant” jedna z postaci chce znaleźć się w statku lecącym przez pustkę. Pragnie nieskończonej pustki, bez żadnych ludzkich głosów, żadnych ludzkich zapachów ani szczęk przeżuwających plastikową gumę do żucia w dziewięciu opalizujących kolorach.

Muzyka i matematyka

Trudno jednak wyobrazić sobie dzieła Dicka bez muzyki i dźwięków. W książce „A jeśli nasz świat jest ich rajem?” Borges fantastyki opowiedział anegdotę o Pitagorasie, którego uważał za jedną z najważniejszych postaci w starożytnej filozofii. Pitagoras przechodził pewnego razu koło kuźni i zauważył, że uderzane młotem kowadła wydają różne dźwięki. Im kowadło było mniejsze, tym wydawało większy dźwięk. Duże kowadła wydawały natomiast niskie dźwięki. Pitagoras szybko doszedł do wniosku, że nie ma żadnej różnicy między kowadłem uderzonym młotem a instrumentem muzycznym. Dick zwrócił uwagę na to, że jeżeli w instrumencie strunowym podzieli się strunę na pół, uzyska się dźwięk wyższy o oktawę. Definicja oktawy to, przypomniał amerykański pisarz, idealnie równy podział struny na pół. – Przebywając w kuźni, Pitagoras zrozumiał związek między matematyką a muzyką. Pojął, że wszystkie interwały w skali muzycznej mają charakter matematyczny i można je wyrazić za pomocą liczb(…) Posunął się nawet dalej, twierdząc, że podstawą wszechświata jest matematyka i muzyka, bo muzyka i matematyka to dwa aspekty jednej rzeczy. Tego więc nauczał- i stąd wzięło się określenie „muzyka sfer”. Powiedział też, że poruszające się ciała wydają dźwięki, ale są one dla nas nieuchwytne, bo słyszymy je od urodzenia i nie zwracamy na nie uwagi. Jednak przez cały czas słyszymy muzykę – powiedział Dick.

Czy muzykę słychać przez cały czas w trakcie czytania dzieł Dostojewskiego fantastyki? Być może to kwestia wrażliwości, odrobiny wyobraźni i koncentracji na detalach. W „Możemy cię zbudować” psycholog pyta bohatera, czy zna się na organach nastrojów. Następnie tłumaczy, że:

„Hubrazyna pobudza aktywność przedniej części czołowego płata kory mózgowej. Pobudzenie tego obszaru przynosi rześkość, pogodę ducha i wiarę, że wszystkie kłopoty rozwiążą się same. Można to porównać z takim oto ustawieniem organów nastrojów Hammersteina. Ale działanie tego leku jest o wiele silniejsze. Jak pan zapewne wie, przepisy prawne poważnie ograniczają wielkość amplitudy elektrobodźca, jaką mogą wyemitować organy nastrojów”.

Reakcja bohatera jest następująca:

Na Boga, gdyby przełożyć te wskazówki na zwykłe nuty, w przybliżeniu odpowiadałyby wstępowi do XVI kwartetu Beethovena. Ależ gratka dla entuzjastów trzeciego okresu w twórczości kompozytora. Samo patrzenie na kombinacje liczb odpowiadających temu ustawieniu sprawiło, że poczułem się lepiej. Mógłbym niemal zanucić ten lek(…) Czy nie ma pan czasem leku, który odpowiadałby ustawieniu na organach partii chóru w symfonii Beethovena?(…) Gdy gram na organach, szczególnie głęboko porusza mnie fragment, w którym chór śpiewa Mus ein Lieber Vater wohnen, potem zaś w bardzo wysokiej, wręcz anielskiej tonacji odpowiadają skrzypce, a soprany śpiewają Ubrem Sternenzelt.(…) Soprany pytają, czy Ojciec Niebieski istnieje, a potem na bardzo wysokiej nucie odpowiadają: tak, ponad królestwem gwiazd. Ten fragment, gdyby udało się panu znaleźć jego odpowiednik farmakologiczny, mógłby mi nadzwyczajnie pomóc.

Niestety, nie znalazł farmakologicznego odpowiednika tego fragmentu.

W „Marsjańskim poślizgu w czasie” pojawia się natomiast teoria, w myśl której w autyzmie perspektywa czasowa chorej jednostki ulega zniekształceniu. Powoduje to, że nie nadąża za zjawiskami dziejącymi się w jej otoczeniu, które są przyśpieszone. Nie jest w stanie postrzegać ich w prawidłowy sposób. Obrazy migają tak szybko, że stają się nierozróżnialne, a dźwięki zamieniają się w totalny szum, w piskliwe perkotanie:

„A więc według tej nowej teorii dziecko autystyczne trzeba umieścić w zamkniętej komorze, gdzie wyświetla się mu film w zwolnionym tempie. Obraz i dźwięk są spowolnione do tego stopnia, że nie zauważylibyśmy ruchu ani nie odebralibyśmy dźwięku jako mowy ludzkiej.”

To dość przerażająca wizja, a w prawdziwym życiu, jak słusznie zauważył Dick, nie istnieją magiczne dzwonki, dzięki którym nieprzyjaciel znika bez śladu. Na szczęście muzyka potrafi przynieść ukojenie, chociażby pieśń Johna Dowlanda, którą w „Bożej inwazji” Linda Fox śpiewa dla wszystkich planet w Boże Narodzenie. Chodzi o najbardziej przejmujący i liryczny z wszystkich adoptowanych przez nią utworów Dowlanda:

„Chromy nieszczęśnik leżąc przy sadzawce,
Od lat nadzieją uzdrowienia żył;
Gdy jego oczy spoczęły na Zbawcy,
Z łoża boleści powstał w pełni sił.”

O pięknie i wyjątkowości muzyki może świadczyć ten przezabawny cytat z „Valis”:

Parsifal jest jednym z tych spiralnie pokrętnych dzieł kultury, po kontakcie z którym człowiek ma poczucie, że czegoś się dowiedział, czegoś cennego, a może nawet bezcennego, ale po głębszej analizie nagle drapie się po głowie w głowę i powiada: „Chwileczkę, przecież to nie ma sensu”. Już widzę, jak Ryszard Wagner stoi przed bramą do Raju. „Wpuśćcie mnie, powiada. Jestem autorem Parsifala. Jest tam o świętym Graalu, Chrystusie, cierpieniu, litości i uzdrowieniu”. A oni na to:

„Wiemy, czytaliśmy i to się nie trzyma kupy”. I TRZASK mu bramę przed nosem. Wagner ma rację i oni mają rację. To kolejna chińska pułapka na palec.”

Co by usłyszał Dick? Po głowie chodziła mu koncepcja, polegająca na tym, że informacje mogłyby być przekazywane jednocześnie za pomocą muzyki, koloru i matematyki. Umożliwiłoby to, jego zdaniem, abstrakcyjne myślenie na nieosiągalnym dla nas poziomie. Dickowi marzyło się napisanie powieści zatytułowanej „Sowa w świetle dnia”. Chciał w niej opowiedzieć o głuchoniemych mieszkańcach planety pozbawionej dźwięku, którzy posługują się kolorem jako środkiem przekazu. Ich normalny świat wygląda dokładnie tak, jak my wyobrażamy sobie raj- powiedział w rozmowie z Gwen Lee. Jednym z głównych bohaterów tej książki doświadczyłby mistycznych „wizji” innego świata, będących muzyką.

Zdaniem Dicka Jan Sebastian Bach był ostatnim kompozytorem, który potrafił słyszeć i widzieć muzykę. Często zapisywał swoje utwory na trzech pięcioliniach, a nie istnieje instrument, który by wymagał takiego zapisu. On po prostu zapisywał muzykę na trzech pięcioliniach i odczytywał ją wzrokowo(…)- zauważył Dick. Marzyło mu się napisanie powieści o bohaterze, którego pierwowzorem byłby Beethoven. Najważniejsze utwory Beethovena powstały, kiedy był głuchy. Autor „Człowieka z Wysokiego Zamku” powołał się na słowa Schopenhauera, który stwierdził, że muzyka jest najwyższą formą sztuki, przewyższającą wszystkie sztuki wizualne. Schopenhauer latami badał, w jaki sposób muzyka może oddziaływać na ludzki umysł, skoro nie zawiera pojęć. Dick zauważył, że obecnie wiemy, że za przetwarzanie muzyki odpowiedzialna jest prawa półkula mózgu. Klasyk literatury SF dodał, że ludzie, którzy doznali poważnych uszkodzeń lewej półkuli, mieszczącej ośrodki mowy, i utracili zdolność mówienia, wciąż potrafią śpiewać piosenki.

W opinii Dicka, gdyby takie osoby znały wystarczająco dużo piosenek, przez resztę życia mogłyby porozumiewać się, śpiewając.

Poza tym Dick uważał, że dźwięk nie rodzi się w atmosferze, tylko powstaje w uszach; istnieje w umyśle człowieka. O to właśnie chodzi w rozważaniach na temat tego, czy dźwięk powstaje gdy w lesie przewraca się drzewo i nie ma nikogo w pobliżu-powiedział amerykański pisarz. W tej sytuacji można zaryzykować tezę, że jego dzieła są przepełnione muzyką, ale tylko kiedy je czytamy i potrafimy to dostrzec, to znaczy- usłyszeć.

Autor | Michał Hernes