ORIENTUJ SIĘ: Domowy test na raka

Wygląda niepozornie, kosztuje dwa złote, a pozwala wykonać w domu badanie na obecność w organizmie takich chorób, jak nowotwór lub malaria. Czy nowy, prosty test pozwoli zwiększyć dostęp do badań profilaktycznych?


Test pozwalający wykryć obecność markerów nowotworowych, wirusów i chorobotwórczych bakterii w organizmie to zaledwie pięciocentymetrowy pasek papieru pokryty jonami z pozytywnym ładunkiem, które pozwalają oznaczyć przeciwciała danej choroby – taką informację podał niedawno magazyn naukowy „Jurnal of the American Chemical Society”. Zdaniem środowiska medycznego może to być krok milowy w kierunku szerokiego dostępu do badań profilaktycznych, tak niezbędnych na terenach niezurbanizowanych oraz, tak jak w przypadku Afryki, z małym zapleczem medycznym.

Wykonanie testu jest banalnie proste – wystarczy umieścić kroplę krwi na kartoniku, złożyć go, włożyć do koperty i wysłać do najbliższego laboratorium. Tam próbki poddawane są kąpieli w amoniaku, a następnie umieszczane pod spektrometrem masowym, który oddziela izotopy i molekuły, co pozwala oznaczyć markery chorobowe we krwi.  Co ważne próbki zachowują ważność przez miesiąc, dzięki czemu badaniu mogą zostać objęci pacjenci nawet z bardzo odległych miejsc. – Testy są odporne na działanie ciepła, światła a nawet wilgoci, co pozwala na uzyskanie poprawnego wyniku badania nawet z próbek, które były przewożone przez długi czas w trudnych, np. afrykańskich warunkach – mówi Abraham Badu-Tawiah, profesor chemii i biochemii z Uniwersytetu Ohio oraz jeden z naukowców biorących udział w projekcie i dodaje, że wciąż trwają pracę nad udoskonaleniem testu, przede wszystkim poprawieniem jego czułości, co umożliwiłoby wykonanie badań dzięki próbce śliny lub moczu, zamiast z krwi.

Wyprodukowanie pojedynczego testu jest wyjątkowo tanie, nie przekraczające 50 centów amerykańskich, czyli około dwóch złotych. Przy produkcji na masową skalę ten koszt może się zmniejszyć nawet dwukrotnie.

Test przeszedł już zakrojone na szeroką skalę badania, ich wyniki okazały się bardzo pozytywne i choć pomysł badaczy z Ohio jeszcze nie został wprowadzony do szerokiej produkcji, to zapotrzebowanie na tego typu testy zgłasza już wiele organizacji humanitarnych i medycznych. Naukowcom zależy, by w warunkach amerykańskich lub europejskich ich testy były dostępne w zwykłych sklepach kosmetycznych lub przemysłowych. Czy oznacza to, że niedługo robiąc zakupy w drogerii poprosimy o zmywacz do paznokci, krem i jeszcze test na raka? Takie rozwiązanie z pewnością spowodowałoby wzrost liczby wyleczonych pacjentów, bo chorobę można byłoby wykryć już w bardzo wczesnym stadium.

Autor | Ewelina Zambrzycka-Kościelnicka