- REKLAMA -

Remedium na spadającą oglądalność ma być nowa kategoria oraz nieco zmieniona forma – pierwszy krok w stronę bylejakości czy powiew świeżości?

Prawda jest taka, że przeciętnego, nie interesującego się filmem konsumenta mało co obchodzi połowa obrazów, o których głośno na wszelakich festiwalach. Niedzielny widz oczekuje rozrywki i to w najczystszej formie – nie jest zainteresowany artystycznym bełkotem.

Wygląda na to, że dostrzegła to rada gubernatorów Amerykańskiej Akademii Filmowej, która podjęła dość kontrowersyjną decyzję o wprowadzeniu nowej kategorii oraz skróceniu czasu transmisji gali do zaledwie 3 godzin. Oczywiście wiąże się to z tym, że część osób zostanie nagrodzona w trakcie przerwy reklamowej, a odpowiednio zmontowany materiał trafi na antenę nieco później – w formie skróconej rzecz jasna.

Nie jest to jednak tak szokująca zmiana, jak wprowadzenie nowej kategorii: filmów popularnych, czyli innymi słowy mówiąc Oscarów dla blockbusterów. Pierwszy nagrodzony w tej kategorii film poznamy już z początkiem nowego roku, na zbliżającej się 91. ceremonii wręczenia Oscarów. Wraz ze zmianami szansę na statuetkę dostają takie filmy jak „Avengers: Wojna bez granic” czy „Mission: Impossible: Fallout”.

Podobne zmiany były nieuniknione. Jak wspomniałem na początku, kino artystyczne traci na znaczeniu, prawdziwe pieniądze (a któż by ich nie chciał) robi się na wielkich wybuchach, pościgach i walce z kosmitami. 


Autor: Patryk Wolny