Podróż przez życie trzech wyjątkowych postaci: Zdzisława — wybitnego malarza, Tomasza — prezentera radiowego i tłumacza, oraz Zofii — niestrudzonej opiekunki i kobiety, która poświęciła wszystko dla męża i syna. Przez świat pełen bólu, cierpienia i śmierci. Podróż, na jaką długo czekaliśmy.

Historia Ostatniej Rodziny zaproponowana przez Matuszyńskiego to obraz bardzo sterylny. Reżyser na dwie godziny zabiera nas do tajemniczego świata szaleństwa, demonów i natręctw, zaprasza do obcowania ze śmiercią, która przyprawiona niezwykłą codziennością, nawykami bohaterów może wywoływać dziwne uczucie niepokoju. Jednak sam aspekt śmierci nie wystarczy, by w pełni móc nakreślić warszawski okres w życiu państwa Beksińskich, bowiem ich świat jest dużo bardziej złożony, skomplikowany w sposób, który nie sposób przenieść na ekrany kin.

Wynika to w dużej mierze z ograniczeń czasowych, wskutek czego twórcy zostali postawieni przed trudnym zadaniem selekcji wydarzeń z życia rodziny Beksińskich. Dlatego niektóre zostały pominięte a inne przedstawiono dość pobieżnie. Pozornie dostajemy tego co najważniejsze, jednak prawdę mówiąc to trochę za mało. Nie twierdzę, że Ostatnia rodzina jest kiepska fabularnie, nic podobnego, jednak widz, który zna Beksińskich, który czytał na ich temat i wie choćby, co wydarzyło się przed przybyciem do Warszawy będzie zapewne dużo bardziej zadowolony z seansu. Pojawiają się bowiem momenty, które mogą być niejasne, jakby wyrwane z kontekstu.

Film zaczyna się od krótkiej rozmowy Zdzisława (Andrzej Seweryn) z propagatorem jego sztuki Piotrem Domachowskim (Andrzej Chyra), co jest swoistym trzęsieniem ziemi Hitchcocka, którym Matuszyński chce zaintrygować widza. Kolejne sceny to przybycie Tomka (Dawid Ogrodnik) do jego nowego mieszkania w Warszawie, dokąd przeprowadza się, śladem rodziców, z Sanoka.  Kolejne dwie godziny to zwyczajnie życie, rozmowy o problemach, wybuchy gniewu syna i beksizmy ojca. Cieszy, że film nie jest tylko o nich, że także sporo czasu zostało poświęcone Zosi (Aleksandra Konieczna).

2

Reżyser zdecydował się na wplecenie do filmu oryginalnych nagrań pochodzących z kolekcji Beksińskich. Dodaje to nie tylko wiarygodności, ale i pewnej głębi. Kiedy nagle obraz się zwęża, przechodzi do formatu telewizyjnego na ekranie obserwujemy archiwalne nagrania i co zasługuje na spore uznanie, aktorsko żadna z postaci nie odbiega od tego co widzimy podczas tych krótkich wstawek. Seweryn wpasował się w rolę, tworząc postać nieco przerysowaną, jednak wciąż bardzo wierną oryginałowi. Odkrywa przed widzami zarówno spokój i opanowanie Zdzisława, jak i jego natręctwa. Na wysokim poziomie stoi także aktorstwo Koniecznej, która wykreowała Zosię cierpliwą, uległą, opiekuńczą i przede wszystkim pełną poświęcenia. Najgorzej z całej trójki wypada Ogrodnik, który gra dość chaotycznie. Jego wybuchy, napady gniewu przykrawają niemal kompletnie pozostałe cechy Tomka. Brakuje w jego postaci zamiłowania i pasji, cechujących tego entuzjastę muzyki, której poświęcił większość swego życia.

W natłoku emocji negatywnych powinno znaleźć się miejsce na odreagowanie. Bohaterowie ze śmiercią członków rodziny radzili sobie na swój sposób. Tomasz po śmierci matki rozpacza i wylewa z siebie łzy nad jej ciałem, podczas gdy Zdzisław spokojnie się z nią żegna, robiąc przybliżenie kamerą na jej martwe oblicze. Nagrywał także Stanisławę Beksińską, gdy ta zmarła w swoim łóżku po długiej walce z chorobą. Cierpienie i obnoszenie się z nim, jego epatowanie w taki czy inny sposób jest kwestią indywidualną. Zdzisław przykładający umierającej matce obiektyw kamery do ust, by wykonać próbę na parę żywotności staruszki może śmieszyć, jednak pytanie czy powinien. Zwłaszcza, gdy okazje się, że staruszka zmarła.

1

Ostatnia rodzina potrafi nie tylko zmusić do myślenia, ale także przestraszyć. Oglądając uświadamiamy sobie, że nie ma żadnej granicy pomiędzy nami i nimi: film jej wcale nie burzy, ona po prostu nigdy nie istniała. Każda kolejna scena coraz bliżej zespaja nas z Beksińskimi, odsłaniając jednocześnie zwyczajność ich życia. Przytule mieszkanie, ciepła zupa na obiad, piwo dla relaksu. Rodzinne problemy, radości. Geniusz ukryty w zwykłych czynnościach, potrzebach i nawykach. Matuszyński w swoim debiucie intryguje, jednak nie wyjaśnia wszystkiego, pozostania pytania bez odpowiedzi. Warto tym samym po seansie wybrać się do księgarni lub biblioteki, żeby spróbować znaleźć odpowiedzi.

Powodów by wybrać się do kina jest wiele. Świetna gra aktorska, ciekawa historia i równie intrygujące postaci. Film ten udowadnia, że wbrew opinii wielu polska kinematografia ma się dobrze i potrafi tworzyć porywające obrazy. Warto.

Autor | Patryk Wolny

Film obejrzałem dzięki uprzejmości Multikina