Jeśli znudził ci się Overwatch lub nie byłeś pewien by wydać tyle pieniędzy na ten tytuł, masz teraz okazję sprawdzić Paladins. Pomimo rzucających się w oczy podobieństw jest to jednak mimo wszystko tytuł odrobinę odmienny w założeniach od wspomnianej produkcji Blizzarda.

Paladins to strzelanka sieciowa, polegająca na meczach rozgrywanych z żywymi przeciwnikami. Głównym trybem gry jest tutaj Oblężenie, w którym dwie drużyny, po sześciu członków każda, najpierw starają się zdobyć punkt ulokowany zazwyczaj w centrum jednej z obecnie kilku dostępnych map. Gdy to już się uda, w jego miejscu pojawia się wóz wypełniony ładunkami wybuchowymi, który drużyna musi przepchnąć do bazy wroga, podczas gdy przeciwnicy starają się by do tego nie dopuścić, do momentu, aż timer pokaże zera.

Brzmi nieskomplikowanie i takie jest. Ponadto starcia są strasznie wręcz dynamiczne i nie trwają zbyt długo. Na plus zapisać też można już obecnie (jak na betę) szeroki wachlarz postaci podzielonych na 4 klasy. Pierwsza, czyli Tank, służy reszcie drużyny jako żywa tarcza, jednocześnie w większości dysponując umiejętnościami zwiększającymi przeżywalność. Kolejna to Damage, czyli jak nazwa wskazuje specjaliści od robienia kuku. Trzecia to Flank, reprezentowana przez postaci, które dzięki niewidzialności, czy szybkiemu poruszaniu się są w stanie zaskoczyć przeciwników i prowadzić wojnę podjazdową. Ostatnia to Support, reprezentowana przez bohaterów, których wachlarz umiejętności skupia się na wspieraniu drużyny.

Otwarta beta trwa od 16 września, sam dopiero niedawno znalazłem czas, by Paladinsów wypróbować, a już Steam bezlitośnie pokazuje mi, że w grze spędziłem 22 godziny. Ta gra na serio wciąga i jest chyba jedną z niewielu multiplayerów, przy których nie spinam się jakoś ogromnie na zwycięstwo. Bo mecz trwa tak krótko, że w mig odrobię sobie taką porażkę i to z nawiązką.

 

Autor | Patryk Rudnicki