John Turek został „ojcem chrzestnym” zwycięstwa, jakie koszykarze Trefla Sopot odnieśli we wrocławskiej „Orbicie”. Śląsk, po katastrofalnej drugiej kwarcie, przegrał z liderem TBL 77:85. Kibicom, na osłodę porażki, zostało delektowanie się grą 41-letniego weterana Adama Wójcika. Legendarny „Oława” zanotował swój najlepszy występ w tym sezonie, był autorem 16 „oczek” dla swojej drużyny.Kiedy w 1996 roku Tomasz Zimoch wypowiadał kultowe „Panie Turek, kończ Pan ten mecz” nie mógł nawet przypuszczać, że jego słowa, będą nie mniej aktualne 16 lat później i będą przydatne do podsumowania całkiem różnej od piłki nożnej dyscypliny sportu. Niestety, pech chciał, że katem Śląsk został, fenomenalnie tego wieczoru grający center Trefla, John -Nomen Omen- Turek.

Pierwsza kwarta zaczęła się od dość gładkiego prowadzenia Śląska, który już po pierwszej minucie prowadził 5:1. Przyjezdni wyglądali na „ospałych” i można było się poważnie zastanowić czy piąty meczy z kolei, w cyklu spotkanie i 2 dniowa pauza, to nie zbyt wiele dla nóg sopocian. Piotr Niedźwiedzki zaserwował wrocławskiej publiczności emocjonalną „huśtawkę”. Na jego plus, w trakcie pobytu na boisku (4.30 min) można zapisać: 3 bloki (nieoficjalnie zanotował 4, gdyż w jednej akcji robił to dwukrotnie) oddał 2 rzuty (1 trafił) i zebrał 2 piłki w obronie, na minus, niestety można to robić w zasadzie co mecz, to inklinacja do łapania ” najszybszych fauli” spotkania. Wczoraj po upływie 34 sek. na jego koncie były 2 przewinienia. Młody podkoszowy to jednak jeszcze melodia przyszłości (19 lat) i obwinianie go o cokolwiek byłoby po prostu niesprawiedliwe. Na jego usprawiedliwienie działa również jego „samokrytyka” po złych decyzjach, gdyż widać, że przeżywa dość mocno takie niepowodzenie. Trefl, kosz po koszu, dość niespodziewanie dogonił gospodarzy, a po punktach Johna Turka, równo w 5 minucie spotkania, wyszedł na prowadzenie 11:10. Wynik oscylujący wokół remisu utrzymywał się do 3 minuty. Amerykański duet Calhoun&Graham zagwarantował szybkie 5 punktów, a chwilę później swój 7 i 8 punkt zdobył Wójcik, który momentami wyglądał jak… stary młody i dobry Adam Wójcik, efekt jego pracy to 8 punktów (3/3 za 2, 0/1 za 3, 2/4 za 1, 1 zbiórka, przechwyt i blok, a to wszystko w niespełna 330 sekund pobytu na parkiecie. Kwarta zakończyła się wysokim prowadzeniem 27:17 i wydawać się mogło, że sopocianom ciężko będzie wrócić do gry po tak dotkliwej przegranej.

Śląsk rozpoczął drugą odsłonę mocno nieskoncentrowany, Skibniewski i Mladenovic byli dobrze bronieni na pick&rollach co uniemożliwiało im zaprezentowania ich dwójkowej gry, tempo gry gospodarzy wyraźnie osłabło, a zmotywowani dobrą obroną przyjezdni zaczęli grać swoje. Dominacja na „deskach” i próba kontry lub granie pod kosz do wysokich zaczęło przynosić efekty. „Zaskoczyli” Łukasze: Wiśniewski i Koszarek, którzy rzucili w tej kwarcie po 7 punktów. Prymat wśród koszykarzy Trefla wiódł jednak kto inny, Turek zakończył tę część spotkania z dorobkiem 15″oczek” (7/10 za 2, 1/2 za 1,8 zbiórek i 1 blok) i to on był tym, z kryciem, którego WKS nie radził sobie wcale. Wrocławianie zaliczyli dwa, szczególnie długie przestoje, które łącznie doprowadziły do tego iż Śląsk nie zdobywał punktów przez ponad 5 minut. Druga kwarta została przegrana przez gospodarzy w stosunku 11:26.

Trzecia ćwiartka nie przyniosła spodziewanego przebudzenia, wrocławianie po 6 minutach trzeciej kwarty przegrywali 5:14 (43:57), co prawda gospodarze zbliżyli się jeszcze na dystans 5 „oczek”  po wejściu pod kosz Diduszki, równo z końcową syreną (55:60), ale widać było, że to Trefl całkowicie dyktuje warunki gry.

Ostatnia kwarta przyniosła tlącą się jeszcze nadzieję po dwóch gonitwach gospodarzy, kiedy Alekasandar Mladenovic, w pierwszej minucie, rzutem za 2 zbliżył Śląsk na 3 punktowy dystans(57:60) oraz po ośmiopunktowym serialu „Wójcika” dającym, względnie dobry, wynik 69:72, na niecałe 4 minuty przed końcem spotkania. Riposta gości była jednak w obydwu przypadkach ekspresowa. Pierwszy pościg Śląska sopociani „zgubili” rzutem zza lini 6.75m Waczyńskiego i kolejnymi punktami z „trumny” niemożliwego tego dnia Johna Turka (57:65). Drugi zryw gospodarzy spacyfikowany został jeszcze boleśniej, na „trójkę” Wójcika, tym samym odpowiedział Dylewicz, a po dwa „oczka” dodali Koszarek i Turek wyprowadzając jednocześnie swój zespół na 10 punktowe prowadzenie 69:79, na 1:30 min. do końca spotkania.Śląsk ostatecznie przegrał z liderem TBL 77:85 i mocno utrudnił sobie awans do dalszej fazy rozgrywek z górnej części tabeli.

Śląsk Wrocław – Trefl Sopot 77:85 (27:17, 11:26, 17:17, 22:25)

Śląsk: Wójcik 16, Mladenović 10, Calhoun 10, Skibniewski 9, Vairogs 9, Diduszko 7, Graham 7, Bogavac 5, Niedźwiedzki 2, Buczak 2

Trefl: Turek 29, Koszarek 19, Waczyński 15, Dylewicz 12, Wiśniewski 10, Mallet 2

 Na osobne zdanie należy postawa dwóch „wież” grających w tym spotkaniu. Genialny, będący jak „wino” Adam Wójcik pokazał, że mimo rzadkiego jak na zawodowego sportowca wieku, można nadal być wyróżniającą się postacią, i że technika z której kiedyś słynął nadal wyprawia w zakłopotanie i bezradność kryjących go obrońców. Postawa „Oławy” w końcowym fragmencie spotkania była już prawdopodobnie bardziej interesująca dla kibiców, niż postawa zespołu. Wykonany przez klub kibica „Licznik Oławy”, odmierzający liczbę brakujących do osiągnięcia przez ligowego weterana pułapu 10 tyś punktów, z każdym koszem Wójcika był uaktualniany, co odbywało się przy wielkiej wrzawie kibiców. Po meczu licznik zatrzymał się na 68 punktach.

Drugim „fenomenem” tego wieczoru był zawodnik Trefla, John Turek. Amerykanin trafił 12 z 16 prób za 2 punkty, wykorzystał 5 z 7 rzutów wolnych i zebrał 17 piłek z tablicy ( 9 w ataku!). Środkowy drużyny z Pomorza był na parkiecie wszędzie i dobitnie pokazał, że występ w sobotnim „Meczu Gwiazd” ewidentnie mu się należał( nie w trybie awaryjnym i kuchennymi drzwiami jak miało to miejsce).

Krzysztof Bełej