W niedzielę o godzinie 13:30, na Stadionie Olimpijskim we Wrocławiu, zostanie rozegrany mecz szóstej kolejki Topligi. W tym spotkaniu Panthers Wrocław podejmą Warsaw Eagles.

Gospodarz: Panthers Wrocław (3-1)
Gość: 
Warsaw Eagles (3-1)
Data i godzina: 
18 maja, godz. 13:30
Stadion: 
Stadion Olimpijski Wrocław, ul. Paderewskiego 35
Liga: Topliga
Bilety:
w przedsprzedaży w cenie 13 i 17 zł. W dniu meczu w kasach stadionu w cenie 15 i 20 zł. Dzieci do lat 7 wstęp wolny.

Pojedynki Warsaw Eagles z wrocławskimi drużynami od samego początku należały do szlagierów PLFA (dotychczas Orły grały z Devils, The Crew i Giants w sumie 19 razy). Dwa niezwykle ważne dla futbolu amerykańskiego w Polsce miasta, rywalizują nie tylko na płaszczyźnie sportowej, ale także marketingowej. W obu od kilku lat lepiej radzą sobie wrocławianie, którzy jednym ruchem stworzyli niezwykle silną markę, jaką są Panthers. Eagles starają się dotrzymać im kroku, albo nawet wyprzedzić odwiecznego rywala – jak to miało miejsce w zeszłym sezonie przeciwko Devils – ale na przeszkodzie zawsze stoi kilka czynników. A to kontuzje, a to słabsza forma, a to wpływ czynników zewnętrznych jak zbyt duży szum medialny.

I tym razem Orły przylatują do Wrocławia z dużymi oczekiwaniami oraz ciężarem na swoich barkach, zwłaszcza po kiepskim, choć wygranym meczu z Zagłębie Steelers Interpromex. Smaczku niedzielnej batalii dodaje przyjazd do Wrocławia trenera Jacka Walluscha, który z The Crew zdobywał mistrzostwo a obecnie szkoli Orły. – Doskonale zdajemy sobie sprawę z powagi nadchodzącego meczu i na pewno nie brakuje nam motywacji, ani umiejętności by stanąć na wysokości zadania. Nie jesteśmy ekipą, która obawia się jakiegokolwiek przeciwnika, ale nie znaczy to, że nie zdajemy sobie sprawy z siły Panthers. Podchodzimy do starcia z szacunkiem do rywala, a nie ze strachem. Wymęczone zwycięstwo ze Steelers rozgrywaliśmy zaledwie 24 zawodnikami, poza tym także Panthers nie prezentowali wielkiej formy przez pół meczu z Hutnikami – mówi Marcin Łojewski, zawodnik Warsaw Eagles.

Wielu futbolistów Panter podkreśla, że o pojedynku ze Steelers trzeba jak najszybciej zapomnieć. Podopieczni Motta Gaymona wygrali 27:0, ale do przerwy remisowali 0:0. Sami futboliści, w tym reprezentanci kraju, przyznali, że była to najgorzej rozegrana połowa w ich karierze. – Myślę, że Pantery dopiero powiedziały pierwsze zdanie. Wszyscy myśleli, że ta drużyna będzie od razu maszyną, a chwilę po przegranej porównywali nas do klubów piłkarskich, które kupują drogich piłkarzy, a nie są jednością. Na szczęście jednym i drugim pokazaliśmy, że wystarczy czas, by maszyna ruszyła – podkreśla Jakub Głogowski, menedżer Panthers Wrocław.

Pantery wygrały kolejne trzy mecze demolując po drodze Warsaw Sharks 82:0 – do pobicia rekordu PLFA zabrakło im zaledwie trzech oczek (30 kwietnia 2011 roku Devils Wrocław rozbili w pył wspominanych Steelers 84:0). Dwa przyłożenia w spotkaniu z Rekinami zdobył Grzegorz Mazur, jedna z najjaśniejszych postaci Panter, które w przypadku wygranej mogą praktycznie zapewnić sobie grę w półfinale na własnym obiekcie. Do końca sezonu pozostało jeszcze wiele spotkań, ale przewaga psychologiczna nad rywalem jest nie do przecenienia. – Po ogłoszeniu, że IX SuperFinał odbędzie się w Gdyni, półfinał stał się dla nas małym finałem, którym chcemy wynagrodzić kibicom czekającą ich daleką podróż nad morze. Zatem musimy wywalczyć prawo grania u siebie i z każdym meczem być bliżej celu – dodaje Głogowski.

Przeciwko Eagles wrocławianie będą mogli skorzystać ze swojej niezwykle silnej broni, jaką jest Deante Battle. Amerykanin w ostatnim meczu z Kozłami Poznań zagrał kapitalne zawody m.in. zdobywając przyłożenie po 99-jardowej akcji powrotnej po przechwycie. Tuż po tym zagraniu obrońca padł jak długi na murawę i musiał skorzystać z pomocy lekarzy. – Deante Battle nie odniósł kontuzji, osłabił go fenomenalny return w meczu z Kozłami i dla pewności pojechał na badania, które przeszedł pozytywnie. Zagra także Dawid Tarczyński, którego groźnie wyglądający upadek okazał się jedynie stłuczeniem. Jest szansa, że wróci Patryk Matkowski, więc wystąpimy w najsilniejszym składzie – przyznaje menedżer gospodarzy.

W takim zestawieniu mają także pojawić się Orły, które znów do boju poprowadzi Filip Mościcki zastępujący amerykańskiego rozgrywającego Blake’a Wayne’a. Reprezentant Polski w tym sezonie brał udział w 10 przyłożeniach swojej drużyny. Jest to statystyka imponująca, lecz znajduje się w cieniu nieregularnej i niepewnej gry. – Klub ma zaufanie do każdego – od podstawowego rozgrywającego do 7-go linebackera zespołu C. Nasi trenerzy i zawodnicy wkładają dużo pracy na każdym treningu, więc organizacja odpłaca się pełną wiarą. Skład, który wybiegnie na boisko w niedzielę będzie najlepszym, jakim na tę chwilę dysponujemy. Co do Wayne’a Blake’a to nie ma co dłużej ukrywać – ten futbolista nie pojawi się w sezonie 2014 na polskich boiskach. Jego kontuzja jest naprawdę bardzo poważna – wyjaśnia Łojewski.

W niedzielne popołudnie wiele atrakcji czeka na kibiców nie tylko na boisku. Na trybunach spodziewana jest wielka fiesta z udziałem maskotki, która zostanie ochrzczona w trakcie meczu z Eagles. Panthers zapraszają także na wystawę amerykańskich aut oraz jedną szczególną niespodziankę.