Łotewski obwodowy na dwanaście rozegranych spotkań Tauron Basket Ligi tylko raz znalazł się na parkiecie w wyjściowej piątce, nie przeszkadza mu to jednak aby odgrywać znaczącą rolę w szeregach ekstraligowego Śląska. Statystyki Vairogsa, na półmetku sezonu zasadniczego, pokazują dlaczego Łotysz zasługuje na miano „barometru” ,a także jak istotny jest wpływ tego rezerwowego na zwycięstwa swojej drużyny.

fot. WKS Śląsk Wrocław

W koszykarskiej nomenklaturze, bardzo bogatej szczególnie w ojczyźnie tego sportu, istnieje wiele sformułowań czy „słów kluczy”, które w szybki i prosty sposób objaśniają wydarzenia na boisku, innym słowem trafiają w sedno. Jak ważną pełnią funkcję dobrze tłumaczy przykład z końca lat 90, kiedy to jeden z komentatorów telewizji Wrocław, w taki barwny sposób relacjonował punkty zdobyte przez środkowego Śląska, Joe McNaulla: zdobył dwa niezwykle efektowne punkty, włożył piłkę do kosza oburącz z góry, jednocześnie wisząc na obręczy, dziś dziennikarze prowadzący transmisję mówią slam-dunk lub używają polskiego zamiennika czyli słowa wsad. Zdecydowanie gorzej jest w sytuacji, kiedy zamiennik nie istnieje a objaśnienie oryginału zdaje się być zbyt zawiłe.

Dotychczasowe ofensywne dokonania Vairogsa pozwalają, aby użyć w stosunku do niego popularnego w USA określenia-factor x.  Czym więc jest factor x? W tłumaczeniu to czynnik x. Matematyka i koszykówka przenikają się naprawdę często, dość powiedzieć, że rozbudowane statystyki w których lubują się amerykanie i które są podstawą do rozpracowania przeciwnika, powstają dzięki zastosowaniu skomplikowanych wzorów matematycznych. Czynnik x to nic innego niż nasze iksy i igreki przy rozwiązywaniu równań, np. aby równanie się zgadzało, x musi osiągnąć taką a taką wartość. W naszym wypadku równianie się zgadza, kiedy Łotysz rzuca min.12 punktów wtedy ekstraligowy Śląska, zazwyczaj,wygrywa. Wpływa na to wiele czynników ale postawa Łotysza jest modelowym przykładem koszykarskiego czynnika x. Wszystkich mających gęsią skórę na myśl o matematyce zachęcam do używania określenia barometr.

W tym sezonie wrocławianie legitymują się bilansem zwycięstw i porażek 6-6, znamienne są zdobycze punktowe zawodnika dzięki którym z 83-procentową skutecznością możemy stwierdzić, czy Śląsk wygrał, czy też swoje spotkanie przegrał. Na sześć wygranych, w pięciu Vaitrogs rzucał co najmniej 12 punktów, inaczej mówiąc jeżeli łotewski zawodnik zdobędzie 12 lub więcej punktów, wtedy Śląsk na 83% wygrywa. Analogicznie układa się analiza przegranych pojedynków, 83% takich przypadków miało miejsce, gdy zdobycz naszego rezerwowego była mniejsza, niż rzeczony tuzin.  Wyjątkiem okazało się spotkanie z Zastalem w pierwszej kolejce spotkań, kiedy Śląsk przegrał u siebie a nasz factor x rzucił 17 „oczek”, co ciekawe wrocławianie przegrali tylko jednym punktem( 69:70).

Czy zatem Akselis Vairogs jest najważniejszym zawodnikiem ekipy trenera Raikovica? Oczywiście nie jest, w Śląsku brak jest wyraźnego lidera, chociaż taką rolę najbardziej można przypisać tandemowi polsko-serbskiemu, Skibniewski i Mladenovic.  Aż, pięciu graczy zdobywa minimum10 pkt. na mecz, najskuteczniejszy jest wspomniany Mladenovic zdobywca 14.7 pkt. co spotkanie. Polski rozgrywający rozdaje 6.8 asysty na mecz i to wymieniona dwójka w największym stopniu odpowiada za poczynania drużyny. Vairogs jest raczej niezbędnym trybem do maszyny zbudowanej przez Raikovica, jest niezwykle cenny ponieważ, jak pokazały statystyki, brak jego minimum 12 „oczek” nie był rekompensowany przez kolegów i prawie zawsze kończyło się to porażką. Jeżeli więc możemy czegokolwiek życzyć Łotyszowi(miesiąc temu obchodził urodziny) oraz sobie, to życzmy aby zawsze jego dorobek punktowy znajdował się ponad, a nie pod, parszywą  dwunastką.

 

(Krzysztof Bełej)