Patrick Rothfuss: Kroniki Królobójcy [RECENZJA]

Jako znany krytyk literacki i filmowy, juror wielu konkursów wszelkiej maści, chociaż głównie literackich, historyk literatury, wykładowca uniwersytecki, znany pisarz i reżyser, ekspert od języka polskiego, a tak naprawdę… jako żaden z powyższych, postanowiłem zmierzyć się z kanonem literatury fantasy stworzonym przez Andrzeja Sapkowskiego i przybliżyć innym książki, które w nim zawarł – pisze Robert Plesowicz.

 

Niektóre pozycje, takie jak „Władca Pierścieni” czy „Opowieści z Narnii”, sobie podaruję, jako szerzej znane i przeczytane raczej przez wszystkich zainteresowanych. Z drugiej strony pozycje jak “Pieśń oberżysty” Petera S. Beagle’a czy “Groza jej spojrzeń” Tima Powersa, o których wcześniej nawet nie słyszałem, przeczytam z wielką chęcią, podzielę się wrażeniami i rozważę, czy zgadzam się z Sapkowskim, co do wyboru danej książki.

 

Na pierwszy ogień wybrałem książkę, a właściwie całą trylogię, mianowicie “Kroniki Królobójcy” Patricka Rothfussa, na którą składa się “Imię Wiatru”, “Strach Mędrca” wydany w dwóch tomach oraz trzecia – nieskończona jeszcze –  książka, której roboczy tytuł brzmi “The Doors of Stone”, co prawdopodobnie zostanie przetłumaczone dosłownie na “Drzwi z kamienia”, ale pewności nie mam.

“Imię Wiatru” było debiutem literackim Rothfussa, debiutem za który dostał dwie prestiżowe nagrody; Quill Award (2007)  i Best Books of the Year (2007) z Publishers Weekly. Moim zdaniem nagrody w pełni zasłużone, bo historia i świat, które stworzył godne są pieśni napisanej przez samego Kvothe’a.

A sam Kvothe to główny bohater książki, legenda swojego świata, potężny mag, znakomity muzyk, wyrafinowany złodziej, ponadprzeciętny kochanek… a przynajmniej takie krążą o nim mity. Ale nim go poznamy, autor przedstawia nam Kote’a, właściciela karczmy “Ostaniec”, w której pierwszy raz usłyszymy o Kvothcie.

Rothfuss ma dar i chociaż zdaję sobie sprawę z tego, jak to tandetnie brzmi, zostanę przy tym twierdzeniu. Czytając jego trylogię, czułem się jak młody chłopak, który dopiero poznaje moc książki. Jednak muszę stwierdzić, że autor tak naprawdę porusza się po dość utartych schematach. Widać, że inspirował się dziełami innych twórców i trochę od nich zżynał. Ale! Wcale nie mówię, że to źle, bo robi to z takim wyrafinowaniem, że nie jest to nachalne czy obraźliwe dla obeznanego czytelnika. Bo czy to źle, że czytając „Kroniki Królobójcy”, czasem uśmiechnę się, gdy jakiś fragment przypomni mi serię Pottera czy inną książkę fantasy? Co z tego, że Kvothe ma w sobie trochę z Harry’ego, trochę z Hermiony a nawet trochę z Rona? Przez ten zabieg, zamierzony bądź nie, bohater stał mi się bliższy i z większym zaangażowaniem przeżywałem jego przygody, czasem czując nawet ból brzucha przy bardziej stresujących fragmentach. A przyznam szczerze, aż tak emocjonalne podejście do historii przedstawionej w książce zdarza mi się niezmiernie rzadko. Rothfuss potrafił sprawić, że zabiegany sprawami danego dnia i tak myślałem, jak dalej potoczy się jego opowieść.

 

Wykradałem królom księżniczki. Spaliłem miasto. Spędziłem noc u Felurian i uszedłem z życiem i przy zdrowych zmysłach. Gdy wyrzucono mnie z Uniwersytetu, byłem młodszy niż ci, którzy próbowali się tam dopiero dostać. Włóczyłem się nocą po ścieżkach, o których boicie się nawet mówić w świetle dnia. Rozmawiałem z bogami, kochałem kobiety i tworzyłem pieśni, przy których minstrele płakali. Mogliście o mnie słyszeć.

 

Ale książka to nie tylko Kvothe, Rothfuss stworzył całą paletę bohaterów i nie ma chyba ani jednego, co do którego nie miałbym jakichś odczuć. Autor naprawdę się postarał, bo sprawił, że jego bohaterów można kochać albo nienawidzić. Piszę to, zdając sobie sprawę z tego, jaką moc ciągną za sobą te słowa, ale nic nie zrobię z tym, że nawet teraz, czyli kilkanaście dni od skończenia drugiej części “Strachu mędrca”, gdy pomyślę o jednym z antagonistów Kvothe’a, to czuję autentyczną niechęć.

Trylogia została mi polecona słowami “przeczytaj, a pokochasz te książki”, a słowa te stały się swego rodzaju zaklęciem, bo osoba, która mi je powtórzyła, sama usłyszała je wcześniej, więc teraz ja przekażę je dalej. Przeczytaj, a pokochasz te książki. I nie martw się, że Kvothe jest zbyt idealny, bo wszyscy wiemy, jak to jest z legendami.

 

Autor | Robert Plesowicz

  • Na zdjęciu okładki wydanych w Polsce książek. Od lewej „Imię wiatru”, „Strach mędrca” i nowela „Muzyka milczącego świata”.
  • Wytwórnia Lionsgate wykupiła prawa do cyklu „Kroniki królobójcy” Patricka Rothfussa. Nieoficjalnie można się dowiedzieć, że w planach jest film i serial.