Zdążyłem być w pracy, zdążyłem pojeździć na rowerze, zdążyłem na obiad, który jeszcze nie ostygł, ale nie zdążyłem napisać felietonu.

Internet — śmietnik, w którym nic nigdy nie ginie. Bezimienny oprawca, gwałciciel i ciocia dobra rada w jednym. Wiele określeń pasuje do ludzi, często anonimowych, którzy go tworzą. W dzisiejszych czasach ma on bardzo duży wpływ na opinię ludzi, to jak postrzegają świat kreowany wokół nas. Internet to media, a media to Internet.

Jednak dziś nie o sieci chciałem pisać, choć ma ona spory udział w całej akcji, którą zaraz przytoczę. Zapewne wiele osób słyszało o wielce kontrowersyjnej – bo stereotypowej – kampanii społecznej fundacji Mamy i Taty. Otóż w mediach pojawił się spot reklamowy, w którym pewna kobieta przechadza się po swojej drogiej willi, mówiąc: „Zdążyłam zrobić specjalizację i karierę, zdążyłam być w Tokio i w Paryżu, zdążyłam kupić mieszkanie i wyremontować dom. Ale nie zdążyłam… zostać mamą. Żałuję”. Zawrzało, momentalnie cały Internet, który w wielu przypadkach skupia się ściśle na kilku popularniejszych stronach prezentujących memy oraz inne animowane mądrości wprost z Internetów, wypełnił się parodią wspomnianej kampanii, atakując ją z każdej możliwej strony.

Zarzuty to często zwykłe wyśmiewanie się, ze względu na warunki jakie panują w spocie reklamowym czyli: pieniądze, luksusowa willa oraz podróże po całym świecie, w zestawieniu z tymi jakie nieobce są przeciętnemu Polakowi (znów stereotyp?) czyli niska pensja, wynajmowane mieszkanie i oczywiście zakupy w Biedronce. Nie chce nikogo atakować, czy obrażać, to że reklama jest na swój sposób przerysowana widać, ale chyba nie chodzi tutaj oto ile pieniędzy ma piękna pani w telewizji, a o problem, który faktycznie nas dotyka.

Inny aspekt to oczywiście punkt medyczny, czyli pary, które ze względów genetycznych nie mogą posiadać dzieci. Myślę, że gdyby dobrze się nad tym zastanowić, to udałoby się znaleźć jeszcze kilka innych czynników społeczno-jakiś-tam, które nie zostały uwzględnione w kampanii fundacji Mamy i Taty. Akcji społecznych nam brakuje, zwłaszcza takich, które by faktycznie miały wpływ na społeczeństwo, które nie tylko byłyby dobrze wykonane, ale coś by zmieniały. Tutaj się nie udało, dobre chęci zostały zmieszane z błotem, ponieważ główna bohaterka zarabiała o kilka tysięcy za dużo. Może gdyby podobną reżyserowaną kampanię przeprowadzić np. w serialu „Świat według Kiepskich”, przyniosłaby ona oczekiwany rezultat?

Marcin Prokop w „Dzień dobry TVN” skomentował całość w sposób następujący: Łatwo tę kampanię jest wyśmiać, rzeczywiście podsuwa parę pretekstów by z niej szydzić, łatwo zrobić śmieszne memy, ale tak naprawdę trudniej jest dotrzeć do sedna (…)” zwracając się w stronę przedstawicielki fundacji Mamy i Taty. Nie sposób się nie zgodzić, dlatego może troszkę niegrzecznie, jednak chyba należałoby zaproponować twórcom kampanii, by następnym razem zrobili trzygodzinny film dokumentalny, w którym uda się uwzględnić zróżnicowanie ze względu na dochody, problemy medyczne, a także wielkość miejscowości, z której para, czy też samotna ale jednak przyszła mama pochodzi.

Ostatecznie to dobrze, że kampania stała się takim małym nadwornym błaznem Internetu. W myśl zasady nie ważne jak się o nas mówi, ważne że się mówi, nawet żartobliwy rozgłos to zawsze rozgłos. Osoby, które miały zrobić głupiego mema i napisać komentarz o tym, jak to udało mi się zrobić dziecko, kupić dom i wygrać sandały na loterii, ale nie udało im się wynieść śmieci zrobiły to i zaraz o całej sprawie zapomną, zapomni Internet. Natomiast głęboko wierzę, że jeśli sporo kobiet, do których dotarła ta akcja w sposób tradycyjny, czy też nie, pomimo całych absurdów zamkniętych w stereotypach, uchwyciły sens przekazu i zastanowiły się nad nim.

Moje czterdzieści pięć minut jest jak każde inne, w tym przypadku ma zwracać uwagę, bo nie ważne jak, ważne by zadziałało. Oni memami, ja tytułem.

Autor | Patryk Wolny

PODZIEL SIĘ
Poprzedni artykułMarta Mielcarek: OKFA
Następny artykułMichał Hernes: Magia braku prądu
Pisze, ponieważ uważa, że tak właśnie należy. Wielbiciel dobrego kina, ale i mocnego reportażu, gdzieś w głębi wierzy, że styl nowego dziennikarstwa przebije się kiedyś do głównego nurtu.