Wkrótce dojdzie do połączenia Alior Banku z Meritum Bankiem. Fuzja pociągnie za sobą redukcję etatów. Pracę może stracić blisko tysiąc osób. Dlaczego wspominam o tym z pozoru nic nie znaczącym dla Wrocławian wydarzeniu? Albowiem już wkrótce podobna sytuacja może spotkać Eurobank, którego siedziba mieści się w stolicy Dolnego Śląska.

Nie od dziś wielkie korporacje zjadają pomniejszych konkurentów, obrastając w tłuszcz, zmieniając się w biznesowe molochy, które powoli, jednak skutecznie zagarniają wszystko dla siebie. Już teraz, gdzie nie spojrzymy, naszym oczom ukazuje się tylko pozorna możliwość wolnego wyboru. Sukces nie polega na stworzeniu produktu idealnego, wręcz przeciwnie. Sukces to zapełnienie całego rynku szeregiem towarów z pozoru różnych, jak Fanta, Capri, czy Kropla Beskidu, a w rzeczywistości należących do jednej korporacji.

Nie tylko Coca-Cola HBC, właściciel wspomnianych marek, stosuje taką taktykę. Podobnie sytuacja wygląda w wielu innych branżach, poczynając od kolorowej wody, a kończąc na ekskluzywnych samochodach. Nie ma znaczenia, czy zdecydujesz się na Audi, Porsche, Lamborghini czy choćby Škodę, twoje pieniądze i tak trafią do Volkswagena.

Identyczna sytuacja dotyka sektor finansowy i bankowość. Alior Bank jeszcze we wrześniu ubiegłego roku wchłonął SKOK im. Św. Jana z Kęt. Zaczęło się niewinnie, od małego gracza, jednak to tylko zaostrzyło apetyt zarządu. Obecnie już wiadomo, że kolejnym krokiem w stronę rozwoju i powiększenia rynku udziałów jest fuzja z Gdańskim Meritum Bankiem. Z biznesowego punktu widzenia transakcja, która opiewa na kwotę ponad 330 mln złotych z pewnością przyniesie sporo korzyści – akcjonariuszom.

Na wspomnianej fuzji przeciętny klient straci. Rynek staje się uboższy, maleje konkurencja, a nie trzeba być specem w dziedzinie ekonomii, by wiedzieć, że im mniej ofert na rynku, tym gorzej wychodzi na tym ostateczny odbiorca – klient. Fuzja to tragedia także dla pracowników. W chwili obecnej Meritum zatrudnia niecałe siedemset osób, natomiast Alior grubo ponad sześć tysięcy. Wydatki ciągną za sobą potrzebę oszczędności, bank czeka gruntowny remont, a personel? No cóż odprawa z kwitkiem. Pracę utraci ponad tysiąc osób, a każdy z nich przyczyni się do poprawy wyniku finansowego zamykającego rok.

Jednak nawet sytuacja Alior Banku, który przecież prowadzi agresywną ekspansję nie jest do końca pewna i ugruntowana. Wkrótce sporą część ich akcji ma zakupić francuska grupa Societe Generale, która już obecnie posiada pod swoimi skrzydłami jeden polski bank. Mowa tutaj oczywiście o wrocławskim Eurobanku, który jednak jest dużo większy, niż Meritum, a to z kolei daje znacznie więcej możliwości na przyszłość.

Co cała ta sytuacja oznacza dla przeciętnego Kowalskiego? Najzupełniej nic, no chyba, że akurat pracuje w jednej z wymienionych instytucji, lub jest jej akcjonariuszem. SG stanie przed wyborem, czy jeden z banków powinien wchłonąć drugi, co znów doprowadzi zapewne do redukcji etatów. Czy też postanowi zachować ich niezależność, zmierzając w stronę powolnego wypełniania rynku. Dla klienta to bez znaczenia, bo i tak podąży za lepszą ofertą. Jednak co w przypadku, gdy doczekamy sytuacji, że gdziekolwiek byśmy nie poszli, i tak będziemy u tego samego, jedynego właściwego molocha? Wolałbym nie doczekać takich czasów, choć już teraz zdaje sobie sprawę z tego, że są to raczej czcze marzenia.

Smutne, ale prawdziwe, jednak jak stwierdza Warren Buffett, jeden z najznamienitszych inwestorów na świecie: „Bogaci zawsze będą mówić: daj nam więcej pieniędzy, a my pójdziemy i wydamy je, a one potem spłyną w dół do reszty was. Ale to nie działa i opinia publiczna zaczyna to rozumieć.” I co z tego, że zaczyna to rozumieć, kiedy dla nas już jest dawno za późno. Raz uruchomione perpetuum mobile samo się nie zatrzyma, a nam zwyczajnie nie wystarczy sił, by tego dokonać.

Autor | Patryk Wolny

PODZIEL SIĘ
Poprzedni artykułSabina Misakiewicz: Improwizacje #3
Następny artykułSportowy raport #37 (31.03.2015)
Pisze, ponieważ uważa, że tak właśnie należy. Wielbiciel dobrego kina, ale i mocnego reportażu, gdzieś w głębi wierzy, że styl nowego dziennikarstwa przebije się kiedyś do głównego nurtu.