Patryk Wolny: Coming out z szafy do szafy

Bo dzieci w szkole już wcale nie są pedałami.

  Pedał to już nie obraza – to styl bycia i nie mam tutaj na myśli związków homoseksualnych, ale modę, która na przestrzeni lat powoli, ale skutecznie podbijała szkolne boiska i oczywiście Internet. Włosy na żel, obcisłe różowe koszulki czy wąskie spodnie – kiedyś kojarzyły się dzieciom, czy już raczej młodzieży tylko z jednym – pedalstwem. I nawet jeśli ktoś miał dziewczynę, bywał na spoko imprezach, to i tak uważany był za zniewieściałego, co w gruncie rzeczy często całkowicie mijało się z prawdą.

 Obecnie taki ubiór dla wielu młodych osób to już niemal codzienność, a kiedyś tak popularne obelgi powoli odchodzą w zapomnienie. Oczywiście nadal żyjemy w środowisku homofobicznym, ale teraz podchodzi to raczej pod brak ogłady, czy zakorzenione przekonania, które były nam wpajane za młodu. Mam wrażenie, że niedawne coming outy – wyjścia z i zza szafy księży czy celebrytów – nie spotkały się z wielkim zaskoczeniem ze strony społeczeństwa, nie wywołały fali nienawiści ani słownej przemocy skierowanej w stronę ujawniających się osób.

 Świat się zmienia, a wraz z nim i nasza mentalność. Wierzę, że za kilka lat problem związków homoseksualnych przestanie być dla społeczeństwa kłopotliwym tematem, natomiast one same zostaną zalegalizowane i po prostu zaczniemy z tym faktem żyć. Jednak kryjąca się głęboko w nas, a zwłaszcza internautach, nienawiść nie zniknie, a zmieni jedynie formę, treść i oczywiście adresata.

„Żydowska szmata”

 

 Raz puszczoną w ruch maszynę internetowej nienawiści ciężko zatrzymać. Internet sprawia bowiem, że czujemy się niewinni i bezkarni, a wypisywane przez nas mądrości zaraz po opublikowaniu stają się anonimowe. Wierzymy w to nawet wtedy, gdy podpisujemy post własnym imieniem i nazwiskiem, uczestnicząc w dyskusji na jednym z portali społecznościowych. Niestety fakt, że nasza opinia zdaje się być jedynie ziarnkiem piasku na jednej z wielu plaż, nie oznacza wcale, że pozostanie ona niezauważona.

 Burzliwa wypowiedź Olgi Tokarczuk, tegorocznej laureatki nagrody Nike za „Księgi Jakubowe”, wywołała spore poruszenie. Na łamach Internetu nawoływano do nienawiści, a nawet aktów przemocy w stosunku do samej autorki, czy też jej mienia. Wszystko za sprawą antypolskiej, jak uważają jej przeciwnicy, wypowiedzi dotyczącej Polski i Polaków.

„Wymyśliliśmy historię Polski jako kraju tolerancyjnego, otwartego, jako kraju, który nie splamił się niczym złym w stosunku do swoich mniejszości. Tymczasem robiliśmy straszne rzeczy, jako kolonizatorzy, większość narodowa, która tłumiła mniejszość, jako właściciele niewolników czy mordercy Żydów” – wypowiedź Tokarskiej może i nie jest powiązana bezpośrednio z problemem dotyczącym imigrantów, jednak w obu przypadkach spotykamy się z nienawiścią internautów skierowaną w ten sam punkt. Podświadomie część ludzi czuje potrzebę obrony swojego kraju, jego godności, granic. Jednak w dzisiejszych czasach walczy się pustymi słowami, lub kijami i pustymi butelkami podczas marszów.

Państwo bez stosów

 Mamy pewien problem. Stosów, co prawda, nie stawiamy, jednak czy wypowiedź Tokarczuk czasem nie uderza w nasz czuły punkt? Wewnętrznie każdy z nas ma swoje grzechy i problemy. Nie jestem socjologiem, ale chyba właśnie teraz wykazujemy się naszą tolerancją przy okazji napływania imigrantów, którzy pragną dostać się do Europy, w tym też do Polski. Świadczy to jedynie o tym, że na przestrzeni lat nie zrezygnowaliśmy z wyśmiewania i nienawiści, zmieniły się tylko środki i słownictwo jakiego używamy. Może i teraz dzieci w szkołach nie wyzywają się od pedałów, ale za to można usłyszeć, że ktoś jest imigrantem. Rodzice, kolejne pokolenie na swoją modłę wychowuje potomstwo, które niekoniecznie musi rozumieć, co kryje się pod słowem imigrant.

 Nie pozostaje nam nic innego, jak tylko wierzyć, że za kilkanaście lat, kiedy pojawi się kolejne pokolenie, nie będzie już ani pedałów, ani imigrantów, jednak martwi mnie ta świadomość, że coś, jakieś zjawisko będzie musiało zaistnieć, by inne mogło odejść w spokoju.

Autor | Patryk Wolny

PODZIEL SIĘ
Poprzedni artykułDebata festiwalu teatralnego Dialog
Następny artykułDzielnice Wrocławia 62/2015
Pisze, ponieważ uważa, że tak właśnie należy. Wielbiciel dobrego kina, ale i mocnego reportażu, gdzieś w głębi wierzy, że styl nowego dziennikarstwa przebije się kiedyś do głównego nurtu.