Patryk Wolny: Felieton „optymistyczny”

Podobno tworzę tylko rzeczy pesymistyczne. Może to i racja, tak więc tym razem będzie na wesoło o pieniądzach, ich braku, a także szczęściu i jego…

Zdarzyło mi się już podejmować temat związany z finansami i bankowością. Otarłem się wtedy nieznacznie o problemy zwykłych konsumentów i ich walkę o lepsze jutro na rynku kredytów i pożyczek. Tym razem chciałbym nieco rozwinąć temat, dodając kilka groszy tu i tam.

Trudne to zadanie, przedstawić podejście ludzi do produktów kredytowych i odpowiedzialności finansowej. Zdarza się tak, że odpowiedzialność ta jest na poziomie znikomym, lub też – co wcale nie jest takie zadziwiające – wcale nie istnieje. Ma to oczywiście swoje negatywne strony, jednak to nie o nich dzisiaj będzie.

„Bogaci zawsze będą mówić: daj nam więcej pieniędzy, a my pójdziemy i wydamy je, a one potem spłyną w dół do reszty was, ale to nie działa i opinia publiczna zaczyna to rozumieć.” Może i Warren Buffett ma rację, może i z dnia na dzień przykładamy coraz większą uwagę do tego, co się nam oferuje na rynku obrotu pieniędzmi. Coraz więcej ludzi już nie łyka byle głupot jak młode pelikany. Znamy nasze prawa, a nawet jeśli nie, to i tak staramy się walczyć o swoje, niełatwo odpuszczamy. Konkurencja rośnie, daje nam wybór, stara się pozyskać naszą przychylność. Brzmi jak oczywista oczywistość? Niestety, ale to nie zawsze tak działa.

Świadomość niczym kij ma dwa końce. Kiedy przychodzi do podpisywania umów kredytowych studiujemy je, sprawdzamy i liczymy. Niektóre faktycznie wypadają lepiej od innych. Niektóre kuszą brakiem oprocentowania, jednak brakującą dziurę wypełniają prowizją czy opłatą przygotowawczą. Znajdą się nawet takie całkiem darmowe, jednak, gdyby się dłużej nad tym zastanowić, to koszty nie zawsze muszą być priorytetem. Znakomite oferty mogą służyć budowaniu pozytywnego wizerunku marki u klienta, nagradzać za otwieranie konta, czy przenoszenie wynagrodzenia. Natomiast pozbyć się nawet pozornie darmowego produktu wcale nie jest tak łatwo.

Zaczyna się od jednego, kończy na pięciu czy dziesięciu. Jeśli pojawią się problemy z płynnością finansową, trzeba myśleć o pomocy. Bank oczywiście pomoże, skonsoliduje – zaproponuje mini ratkę. Jednak mini to już nie darmowa. Koszty rosną, a my się przywiązujemy – prawie jak związek na całe życie. Zaczynamy od konta, karty, rachunku oszczędnościowego. Otaczają nas mini raty i mini opłaty, mikroskopijny świat, o którym na co dzień nie myślimy. Bank obraca naszymi oszczędnościami – zarabia na nas po raz kolejny. Nawet jeśli nie zawsze to tak wygląda, to jest o czym myśleć.

Oczywiście czasy kiedy babcie chowały pieniądze po skarpetach dawno już minęły. My stajemy się szczęśliwsi, ponieważ coraz częściej nas stać. Bez większego problemu kupimy nowy telewizor, lodówkę czy samochód, a zaporową cenę rozłożymy w czasie. A mikroskopijny świat kosztów? Przestał nam przeszkadzać, ponieważ by coś móc osiągnąć, coś innego należy poświęcić. Oczywiście od czasu do czasu ponarzekamy na podatki, pensję i cały świat, jednak miało być pozytywnie. Więc zakończę optymistycznym: zacierajmy ręce, bo oni – najbogatsi tego świata – już to robią. Zbliżają się bowiem święta, a to nie tylko czas radości i ucztowania w rodzinnym gronie, ale także okazja – i niezły pretekst – do obkupienia się i zapoznania z całym stadkiem mini ratek.

Autor | Patryk Wolny

PODZIEL SIĘ
Poprzedni artykułDzielnice Wrocławia 54/2015
Następny artykułSPORTOWY RAPORT #69 (29.09.2015)
Pisze, ponieważ uważa, że tak właśnie należy. Wielbiciel dobrego kina, ale i mocnego reportażu, gdzieś w głębi wierzy, że styl nowego dziennikarstwa przebije się kiedyś do głównego nurtu.