Patryk Wolny: Pod opieką wiecznego słońca

Reżyser-dokumentalista niejednokrotnie musi godzić się na pewne kompromisy, by jego dzieło mogło zapisać się na kartach historii, pokazać rzeczy dotąd nieukazane – zmyć krew z jego własnych rąk.

Wszystko ma swoją cenę, prędzej czy później ktoś musi uregulować rachunek. Nie inaczej wygląda to w przypadku filmów dokumentalnych. Konsekwencje mogą być naprawdę różne. Poczynając od tych pozytywnych, jak uświadamianie odbiorców, masa wyróżnień i nagród, czy w końcu garnce złota, czekające na końcu tęczy. Jednak kiedy dla twórców świeci słońce, ktoś inny może właśnie żałośnie starać się uchronić przed gniewem nadchodzącej burzy.

Burzy, której zatrzymać się nie da, boskim osądem, który jest nieunikniony. Czy ktoś świadomie mógłby skazać ludzkie istnienia na taki los, czy podjęcie takich kroków można usprawiedliwiać wyższymi wartościami? Odpowiedzieć na te i wiele innych pytań musiał Witalij Manski, reżyser i ojciec obrazu Pod opieką wiecznego słońca, ukazującego życie przeciętnej rodziny w Korei Północnej.

Przeciętna kochająca się rodzina

Reżyser spędził rok, dokumentując sceny z życia wskazanej przez reżim rodziny. Na każdym kroku oczywiście byli oni nie tyle kontrolowani, co wręcz instruowani, jak powinni się zachować. Dom, praca, szkoła do której uczęszczała najmłodsza bohatera, czy nawet jedzenie, które rodzina spożywała – wszystko zostało wcześniej starannie zaplanowane i wyreżyserowane by jak najdokładniej przedstawić zwykłych obywateli najwspanialszego z państw.

Film składa się ze scen, które zostały zaakceptowane przez reżim, ale także z tych, które nagrane po kryjomu burzą obraz tej misternie uknutej mistyfikacji. Podczas seansu czuć strach, który niemal zdaje się wyrywać z pod sztucznej powłoki śmiechu i radości. Bohaterka, ośmioletnia Zin-mi, oraz jej rodzina bardzo dobrze znają konsekwencje niesubordynacji. O tym się nie mówi, o tym się tam nie słyszy, jednak każdy to wie. Wszechobecne obozy edukacyjne tylko czekają na kolejnych śmiałków, którzy świadomie lub też nie nadepną władzy na odcisk.

Wyrok śmierci zapadł

W szarej, rządzonej przez ród Kimów Korei otrzymanie zaproszenia na casting kojarzyć może się tylko z zaproszeniem do gry przygotowanej przez Jig Sawa – bilet w jedną stronę. Poświęcisz wszystko, by wygrać powrót do swojej zwykłej codzienności, lub przegrasz własne życie.

Korea obraz Witalija Manski potępiła, zwracając się z żądaniem wycofania go z moskiewskiego festiwalu, na którym miał premierę, zniszczenia wszelkich kopii oraz ukarania twórców. Rosyjskie ministerstwo spraw zagranicznych jakoś się z tego wykaraskało, reżyser uniknął kary, film przetrwał. Los go nagrodził, Pod opieką wiecznego słońca został doceniony na wielu pokazach, uznany – a to już coś znaczy, od razu wiadomo, gra warta świeczki.

Pod opieką wiecznego słońca

Witalij Manski w wywiadach utrzymywał, że los małej Zin-mi już zawsze będzie mu ciążył na sercu. Podobno krew trudno się zmywa, i tak sam autor musi odpowiedzieć na najważniejsze pytanie, czy warto igrać z cudzym życiem dla sztuki, czy dla wyższego dobra można poświęcić mniej ważne jednostki?

Duży Format w maju tego roku opublikował rozmowę, w której Mański, zapytany o los rodziny odpowiada: wierzę, że sława, którą zdobył film, zapewni bezpieczeństwo rodzinie Zin-mi. Mi nasuwa się natomiast pytanie, czy obóz reedukacyjny można nazwać bezpiecznym miejscem. Nie wiadomo co spotkało bohaterów Pod opieką wiecznego słońca. Pewnym jest natomiast, że ludzie znikają w Korei za mniejsze przewinienia, prawdziwe błahostki. O Zin-mi świat prędzej czy później zapomni, Wieczne Słońce Kim nigdy.

Film obecnie można obejrzeć w Kinie Nowe Horyzonty. Warto się przekonać, czy gra rzeczywiście była warta świeczki. Samemu poszukać odpowiedzi, czy ta odrobina prawdy, zresztą tak oczywistej, o której cały świat i tak już wiedział, jest wystarczającą wymówką.

Autor | Patryk Wolny