Patryk Wolny: Świat rowerowych absurdów

Wraz z nadejściem wiosny miasto zachęca nas do przesiadki na jednoślady. Po raz kolejny udostępnia sieć Wrocławskich Rowerów Miejskich, które oferują 20 minut jazdy za darmo oraz nierzadko bonus, czyli… mandat w gratisie.

Straż Miejska nie tylko stara się dbać o nasze bezpieczeństwo, ale także dokłada wszelkich starań by zwalczać przestępczość pojawiającą się coraz częściej na ulicach Wrocławia. Przestępczość, która w sposób znaczący i niezwykle uciążliwy zagraża dobru i zdrowiu mieszkańców. Wszystko za sprawą nadejścia wiosny i pechowej, jakby mogło się zdawać, końcówki kwietnia. Wtedy to wystartował Wrocławki Rower Miejski, oddając do dyspozycji mieszkańców stolicy Dolnego Śląska ponad 700 jednośladów, które aż czekają, by podejść i je wypożyczyć.

Rower okazuje się znakomitą alternatywą dla zatłoczonej komunikacji miejskiej czy samochodu. Wystarczy przejść się po Wrocławiu w słoneczny dzień, by dostrzec dziesiątki ludzi radośnie pędzących na swoich, czy też wypożyczonych jednośladach. Sam także szybko się przekonałem do tego sposobu podróżowania, zwłaszcza, że pierwsze dwadzieścia minut korzystamy z udostępnionego roweru całkowicie za darmo. W większości przypadków pozwala to dotrzeć do miejsca pracy, czy też po prostu przemierzyć znaczną cześć miasta. Zawsze też można oddać rower, kiedy nasz darmowy czas zbliża się ku końcowi, by po chwili wypożyczyć go ponownie ciesząc się nowymi 20 minutami.

Choć niestety nie zawsze za darmo oznacza brak jakichkolwiek opłat, o czym mogli się przekonać niektórzy użytkownicy WRM. Okazuje się bowiem, że podobnie jak czekały rowery, czekali także Strażnicy Miejscy, którzy szybko zwęszyli nagminne łamanie prawa w okolicach Placu Grunwaldzkiego. Ruchliwa okolica, wokół pełno akademików, studentów z własnymi, czy też wypożyczonymi jednośladami. Większość poruszająca się po chodniku przed głównym wejściem do Pasażu, nierzadko w drodze z lub do stacji wypożyczającej rowery. Wręcz wymarzona sytuacja do wlepienia pięćdziesięciu złotych mandatu.

Czy tak dba się o bezpieczeństwo mieszkańców, czy raczej o liczba wypisanych druczków, zrealizowany miesięczny plan? Przecież można reagować wtedy, kiedy faktycznie rowerzysta zagraża bezpieczeństwu, a nie kiedy stara się jak najlepiej wykorzystać zaoferowane mu 20 minut.

Oczywiście prawo jest prawem i należy go przestrzegać, co do tego nie powinniśmy mieć żadnych wątpliwości. Jednak co sądzić o sytuacji, w której miasto decyduje się na umieszczenie stacji rowerowych na samym środku chodników, następnie namawia i zachęca do korzystania, by ostatecznie ukarać tych, którzy się na to zdecydowali? Osobiście uważam to za absurd.

Stronniczo staję po stronie entuzjastów jednośladów, choć i ci nie są bez winny. Oczywiście nietrudno trafić na rowerzystów na wąskich chodnikach, na których z trudem wymijają się przechodnie. Inni pędzą, stanowiąc zagrożenie dla mniej uważnych uczestników ruchu pieszego. I tak oto wraz z nadejściem wiosny zaczyna się narzekanie i walka o swoje prawa, piesi psioczą na agresywnych rowerzystów, ci z kolei narzekają na łapanki urządzane przez Staż Miejską, którzy w wielu przypadkach wykonują po prostu swoją pracę. Może więc zamiast wzajemnej nienawiści odrobina zrozumienia. Często wystarczy sygnał dźwiękowy, kiedy rozpędzeni zbliżamy się do innych. Z drugiej strony  można przecież zastosować ustne upomnienie, odkładając wypisywanie mandatu na inną okazję. Nie zawsze nasz interes musi być najważniejszy.

Słowem na koniec: wyczytałem w prasie, że Strażnicy Miejscy, którzy wyławiali rowerzystów korzystających z WRM otrzymali od przełożonego pouczenia. Osobiście nie chce mi się w to wierzyć, chyba że było to jedynie pro forma. Jednak co ważniejsze: gdyby nie szum pokrzywdzonych, wszechobecne wyśmiewanie się z zaistniałej sytuacji przez media, ufam, że nie skończyło by się na domniemanej naganie, a wręcz przeciwnie, może wspomniana akcja zaowocowała by sowitą premią. Nasz świat taki pełen absurdów…

Autor | Patryk Wolny

PODZIEL SIĘ
Poprzedni artykułDzielnice Wrocławia – 33/2015
Następny artykułEwelina Zambrzycka-Kościelnicka: Małym druczkiem
Pisze, ponieważ uważa, że tak właśnie należy. Wielbiciel dobrego kina, ale i mocnego reportażu, gdzieś w głębi wierzy, że styl nowego dziennikarstwa przebije się kiedyś do głównego nurtu.