Patryk Wolny: To nic nie znaczy

Garść powodów, dla których nie robi się już oryginalnych, wysokobudżetowych filmów.

Miliony fanów na świecie nareszcie się doczekały: film „Warcraft: Początek” ujrzał światło dziennie. No i cóż, braw na stojąco nie będzie. Przeglądając recenzje zagranicznych portali, szybko możemy dojść do wniosku, że to kolejne kiepskie filmidło, które jedyne co ma do zaoferowania, to dobrze znane realia, które za sprawą rozpoznawalności zarówno firmy Blizzard, jak stworzonego przez nich świata Warcraft przyciągną do kin niezliczone rzesze ludzi.

Jednak jakość w tym przypadku nic nie znaczy, bo jak można zaobserwować, sale kinowe na zbliżającą się polską premierę są już wypchane niemal po brzegi. Podejrzewam, że nawet jeśli krytycy okrzyknęliby Warcrafta najgorszym filmem roku, to i tak w niewielkim stopniu wpłynęłoby to na zainteresowanie tytułem.

Odgrzany kotlet

Pozornie nie ma problemu, bo cóż komu miałoby przeszkadzać to, że słaby film odniesie spory sukces kasowy. Otóż niestety, ale powinno przeszkadzać, bo w Hollywood trwa moda na robienie filmów, które wcale nie muszą być dobre, za to muszą się sprzedać. Natomiast gwarantem sprzedaży są znane marki. I tak oto powstaje kolejny Indiana Jones, który o lasce będzie gonił złoczyńców. Mieliśmy „Terminator: Genisys”, a teraz zbliża się część druga. Wymieniać można długo i dotyczy to zarówno filmów wysoko budżetowych, jak i horrorów. Po kilku latach nieobecności w planach jest kolejna część Piły, tym razem to już ósma!

Druga grupa to filmy na podstawie książek, gier i wydarzeń, które gwarantują sporą widownię w kinie. Tutaj dobrym przykładem będzie zbliżająca się polska megaprodukcja (!?) Smoleńsk, która, nie ma co do tego najmniejszych wątpliwości, przyciągnie do kin zastępy Polaków. Będziemy walić drzwiami i oknami, by móc się przekonać, czy odpowiada on naszym poglądom politycznym i tym samym można wystawić mu dwadzieścia punktów na dziesięć, czy też nie i należy zmieszać go z błotem. Smoleńsk to od kilku lat temat, który powraca jak bumerang, aż dziw bierze, że dopiero teraz ktoś postanowił zrobić z niego film. Choć podobno kręcić chcieli już wcześniej, jednak wciąż brakowało funduszy. Cóż, po wyborach jakoś znalazły się środki na ten cel. Jak się naprawdę chce, to wszystko można.

Ogniem i mieczem raz jeszcze!

Tylko nie zapominajmy, że to nadal nic nie znaczy, film powstanie, może nawet zarobi więcej niż osławione „Ogniem i mieczem” Jerzego Hoffmana, przyciągnie więcej ludzi do kin niż „Krzyżacy” Aleksandra Forda, kto wie, może doczekamy się nawet międzynarodowej dystrybucji! I będą się śmieć krytycy do rozpuku, bo tak jak przy „Warcraft: Początek” tak i w przypadku Smoleńska pierwsze materiały i zwiastuny wywołują raczej głęboką konsternację mieszającą się ze śmiechem politowania.

Szkoda tylko, że wytwórnie wolą spokojne, znane im dobrze tereny, i raczej nie zapuszczają się na głęboką wodę. Może już niedługo przestanie nam, widzom, smakować odgrzewany kotlet i zmusimy twórców do porzucenia ich strefy komfortu. A wtedy nikt już nie powie, że to nic nie znaczyło.

Autor | Patryk Wolny