Lubię gdy mnie mdli.

Zwiastuny mają to do siebie, że powinny działać zachęcająco, intrygować, wywoływać u widza tę potrzebę udania się do kina na film. Sprawa nie taka prosta, jak by mogło się wydawać. O dobry zwiastun naprawdę trudno, te złe znajdują nas same.

Prawdziwy problem pojawia się jednak wtedy, kiedy zwiastun zdradza nam część fabuły (patrzę na ciebie, Dziewczyno z pociągu) lub zamiast zaintrygować i obudzić ciekawość robi coś zupełnie przeciwnego. Bowiem cóż począć, kiedy zanim dojdzie jeszcze do premiery my już jesteśmy przesyceni, a nasze potrzeby w pełni zaspokojone.

Wielkimi krokami (to już jutro) zbliża się premiera kinowa Wszystkich nieprzespanych nocy, solidnego, dobrego kina. Nagrodzony za Najlepszą Reżyserię na Międzynarodowym Festiwalu Filmowym Sundance oraz Nagrodą Publiczności na 16. MFF T-Mobile Nowe Horyzonty, nowy film Michała Marczaka ma bardzo ciekawy zwiastun, który, no cóż sprawił, że poczułem się, jakbym obcował z kompletnym dziełem, nie wymagającym niczego więcej. Kropka.

Oglądałem go kilka razy, nigdy nie intrygowało mnie, jak może wyglądać cały film. Wystarczył mi ten zbitek scen, muzyka, która porywa i nie pozwala o sobie zapomnieć. Magia unosi się w powietrzu, wierzę, że jest to niezwykły obraz, jednak nie odczuwam tej potrzeby, żeby wstać i pójść na niego do kina.

Słuchanie: Zabierz mnie do morza, która przewija się w zwiastunie pochłonęło mnie niemal całkowicie, wywołując efekt przejedzenia. Zdaję sobie sprawę z tego, że premiera już jutro, jednak jakoś nie mam ochoty iść do kina. Myślę, że problem odbija się na kliencie nie tylko w przypadku filmu. Wszechobecne materiały zalewają nas, a my czujemy się jak dziecko przed deserem, które wcześniej objadło się już innymi słodyczami. Niby mamy wielką ochotę na jeszcze jeden kawałek, ale jednocześnie nas mdli.

Lubię gdy mnie mdli.

Autor | Patryk Wolny