Orwellowska wizja świata powraca do mnie jak bumerang.  Alegoryczna przypowieść mieści się w kanonie zgoła innych wyobrażeń niż te, o których zwykło się mówić.

Wbrew pozorom rzecz nie będzie o tutejszych  włodarzach i systemie. Rzecz będzie o ludziach. Ludziach bez najmniejszego pierwiastka człowieczeństwa. Będzie też o zwierzakach, z niejednokrotnie większym wspomnianym pierwiastkiem, niż niejeden człowiek.

Nawet bez krztyny talentu malarskiego (do czego i ja się przyznaję), można namalować sobie – przed oczyma duszy swojej – obrazek letniej sielanki, kanikułę, powiedzmy na plaży, gdzie zadowoleni urlopowicze nasiąkają olejkami, słońcem i nicnierobieniem.  Ale zajrzyjmy głębiej, tam gdzie ukrywa się obrazek wcześniejszy nieco, sprzed paru miesięcy…

Boże Narodzenie, wigilijna wieczerza i mnóstwo prezentów pod iglakiem. W niedużym kartoniku, starannie owiniętym kokardą, coś się wierci, porusza, skamle, jakby chciało oswobodzić się z ciemności i osamotnienia. Uradowany dzieciak wyciąga z paczki świątecznej puchatego szczeniaka, natychmiast powstaje dyskusja jak go nazwać i cała uwaga skupia się już nie na wigilijnym stole, a na tej ślicznej kuleczce. Mijają dni, miesiące, a kuleczka rośnie i nie przypomina już pluszowej zabawki. Ba, nie dość, że nie jest zabawką, to jeszcze trzeba ją karmić, wyprowadzać na urywany zniecierpliwieniem pańcia spacer, nie wspominając już o wizytach u weterynarza czy głęboko frustrującej czynności, jaką jest przytulenie czy zabawa.

I tak wracamy do początku tej opowieści. Zbliżają się wakacje, trzeba zrobić plany urlopowe, jednak nie ma w nich miejsca na te liniejące i wciąż – nie wiedzieć czemu – machające ogonem , cztery łapy. Co robić?! Panika sięga zenitu. Hotel dla psiaków – za drogo, przecież jest tyle wydatków wakacyjnych. Schronisko – co powiedzieć, głupio tak oddać psa, trzeba jakoś się wytłumaczyć, to bardzo stresujące. Może pozbyć się go po cichu, gdzieś na drodze, albo w lesie, ale na tyle daleko, żeby mu nie przyszło do głowy wrócić do pustego domu, gdy rodzinka będzie na wakacjach, bo to byłoby nieludzkie, żeby zastał zamknięte drzwi… Może znajdzie go jakiś dureń i przygarnie?

I znów plaża. Cudownie biały i ciepły piasek. Fale leniwie pieszczą brzeg.  Ta sama rodzinka w komplecie. Prawie raj…Byłoby idealnie, gdyby nie poszczekujący czasem psiak,  w grajdołku obok. Co za idiota zabiera ze sobą zwierzaka na urlop?!

I cóż Panie George’u? Zakończę zdaniem, w którym namalował Pan obraz, równie prawdziwy, jak naszkicowany ledwie – w tej opowiastce –  przeze mnie.

„Zwierzęta w ogrodzie patrzyły to na świnię, to na człowieka, potem znów na świnię i na człowieka, ale nikt już nie mógł się połapać, kto jest kim.” (G. Orwell „Folwark zwierzęcy”)

 

Autor: Iwona Dyszkiewicz

 

O AUTORCE

Radna Rady Miejskiej Wrocławia, przewodnicząca Komisji Rozwoju Przestrzennego i Architektury, wice-przewodnicząca Komisji Inicjatyw Gospodarczych. Dyrektor w wydziale Mienia Wojewódzkiego Urzędu Marszałkowskiego. Wrocławianka nie tylko z urodzenia, ale także z wyboru . Dolnoślązaczka z krwi i kości, i z miłości. Hobby – naprawiać świat, pomagać. Zajęcia dodatkowe – dobry film, książka i dobre towarzystwo.