Piątek nie jest najlepszym dniem na podejmowanie ważnych decyzji, wysilanie swojego, nadwyrężonego przez cały tydzień umysłu, a tym bardziej czytanie patetycznych i poważnych tekstów. Piątek jest początkiem weekendu, jego wigilią. Dlatego warto go poświęcić na porządki, podsumowania, a przede wszystkim na stopniowe rozluźnianie się przed dwudniową balangą.

Dlatego nie będę w piątki zanudzał, doradzał, moralizował. W zamian za to będę opowiadał o tym, co mi w piąteczek po głowie lata, czasami mniej, czasami bardziej niepoważnie. Jeśli czytasz mnie z powodu tytułu moich wynurzeń, to się nie zawiedziesz – o bimberku też będzie, ale niekoniecznie dzisiaj i niekoniecznie w każdym artykule. Wszak nie samą wódą człowiek żyje.

Zanim wypijemy brudzia warto by się przedstawić. W dowodzie mam Piotr. W ogóle to imię nadali mi urzędnicy – tak wpisali i tak zostało. Tato poszedł wprawdzie z intencją, żeby był Andrzej, ale widać nie miał dostatecznego daru przekonywania i stanęło na wersji urzędniczej. Wszyscy się przyzwyczaili i tak zostało. Poza tym 35 lat temu nie było dobrej atmosfery do dyskutowania z urzędnikami, więc jak napisali „Piotr” to widać tego oczekiwała władza. Nie, nie, nie – to nie chodzi o to, że miałem konformistycznych rodziców. Wszak w tamtym czasie Tato biegał po Grunwaldzkim prezentując swoje niezadowolenie z Władzy Ludowej a mama w zaciszu „sublokatorki” ograniczała się do krytyki słownej. Po prostu nie było sensu kopać się z koniem – przy narodzinach syna ojciec ma INNE OBOWIĄZKI aniżeli odkręcanie urzędniczych pomyłek. To tak à propos bimberku. Zatem zostało Piotr i tak też możesz o mnie mówić. Jak masz czym, to możesz w tym momencie wychylić ze mną bruderszaft – mordo Ty moja.

A teraz kilka słów o mnie. W ogóle będzie dużo o mnie a mało o Tobie, bo mało Cię znam – siebie trochę lepiej. Prywatnie mąż, ojciec dwóch córek, syn i bimbrownik. Zawodowo… niektórzy (konkretnie moja Szanowna Małżonka) powiedzą „korpochomik”. Coś w tym jest – czasami mam wrażenie, że faktycznie ktoś mi wsadza do mojej klatki na III piętrze biurowca rolkę i oczekuje, że będę ją toczył bez pytania: „dokąd” i „po co” ku jego uciesze. I czasami to robię, ale wtedy lepszym porównaniem byłby chyba jednak żuk gnojarz, który toczy tą kulkę z … No, ale coś trzeba dziatkom do gęby wsadzić, więc toczę te rolki i kulki bez zadawania zbędnych pytań. O tym, o Szanownej Małżonce, o moich córkach, znajomych, bimberku i wielu innych, zdecydowanie mniej istotnych, elementach mojego życia będziesz mógł poczytać w kolejne piątki…, jeśli Ci się będzie chciało czytać. I jeśli kolega bimber i koleżanka okowita nie przeszkodzą mi zbyt wcześnie w pisaniu. Miłego weekendu. Siup.

 

Autor: Piotr Kosior

 

PODZIEL SIĘ
Poprzedni artykułKino Letnie „Leżak Fortum”
Następny artykułRusza turniej siatkówki plażowej
Żyjemy we Wrocławiu i patrzymy na świat z perspektywy naszego miasta. A Dzielnice są różne jak tylko różne mogą być. Nader często można odwiedzić nasze wrocławskie dzielnice kultury czy sportu, ze szczególnym uwzględnieniem teatru, filmu czy Śląska.