SIUP! Za Nowy Rok. Na początku każdego roku zawsze się zastanawiam, co w tym wydarzeniu jest takiego niezwykłego, że cały Świat gromadzi się na tak hucznych obchodach mogących nosić miano Globalnego Festiwalu Siupania. A nawet jak ktoś się nie gromadzi na wszelkiej maści balach, imprezach, domówkach, schadzkach to i tak w jakiś sposób celebruje, składa życzenia noworoczne, a przynajmniej jest nimi bombardowany z każdej strony.

Co więc jest takiego szczególnego w nocy z 31.12 na 01.01 każdego roku? Wszak nie może być powodem tylko zmiana daty w kalendarzu, bo takich okazji do świętowania mamy jakieś 365 w ciągu roku. Powodem nie może być też konieczność wymiany kalendarza, bo gdyby tak było to huczne święto moglibyśmy obchodzić z byle innego powodu opartego o wymianę czegokolwiek… Nikt nie odpala fajerwerków przy wymianie oleju w samochodzie i nie robi imprezy z okazji zmiany samochodu. No dobra – trochę się zapędziłem – samochód trzeba dobrze „nasmarować” z kolegami, żeby się nie zatarł. Najdziwniejsze jest jednak to, że wszędzie dookoła słyszę o postanowieniach noworocznych. Najczęściej dziedziczonych z poprzedniego roku. I tak wszyscy nagle zaczynają się odchudzać, rzucają fajki, rzucają picie (to postanowienie najczęściej wytrzymuje jedynie pierwsze godziny po przebudzeniu w Nowy Rok – później następuję tzw. „klinowanie”), rzucają co popadnie.  W ubiegłym roku w połowie wakacji stwierdziłem z przerażeniem, że Nowy Rok się zbliża wielkimi krokami a ja nie będę miał czego rzucać… Fajki odstawiłem wcześniej, zbudowany jak, nie przymierzając, Apollo… Rzucanie picia oczywiście nie wchodziło w grę. Bimbrownik abstynent byłby tak samo wiarygodny jak niektórzy medialni eksperci do spraw katastrof wszelakich. W związku z tym postanowiłem popracować nad moją rzeźbą, wziąłem przepisy stosowanej swego czasu diety i zacząłem ją stosować na opak. Efekty przerosły moje najśmielsze oczekiwania. Tak więc jedno postanowienie noworoczne miałem z głowy. Od nowego roku odchudzam się. Żeby nie być jednak takim minimalistą (tylko jedno postanowienie na rok?) kupiłem sobie paczkę fajek i mam z głowy drugie postanowienie – rzucić fajki. Jakoś raźniej się poczułem mogąc uczestniczyć w globalnym rzucaniu czegokolwiek. Za zrealizowanie postanowień noworocznych… SIUP!

Choć nadal nie wiem, co takiego szczególnego jest w tym Nowym Roku, to muszę przyznać, że faktycznie wygląda on nieco inaczej niż poprzedni. I pewnie jeszcze niejedną butelkę solidnej okowity spędzę na rozważaniach nad tym zagadnieniem. Człowiek budzi się pierwszego stycznia, z samego rana, koło trzynastej, i jakiś taki optymizm spływa na niego. Zaczyna się NOWE. Będzie INACZEJ. Będzie LEPIEJ. I diabli wiedzą skąd u tego biednego człowieka pomysł, że lepiej? Nowe, inne to synonimy zagrożenia i niebezpieczeństwa. Myślę, że to odzywa się nasz głęboko skrywany przez resztę roku optymizm, podbudowany bąbelkami z minionej nocy. W ten Nowy Rok najczęściej też przydarzają się w miarę przyjemne rzeczy, które jeszcze podbudowują ten optymizm. Być może nawet codziennie takie rzeczy się dzieją, ale jakoś w ten pierwszy dzień roku jestem szczególnie na nie wyczulony. Dość powiedzieć, że na powrót w szampański nastrój wprowadziło mnie odśpiewane na noworocznej sumie „Boże coś Polskę…”. Okazało się bowiem, że ludzie nadal śpiewają „Ojczyznę wolną pobłogosław Panie” a nieliczne „… racz nam wrócić Panie” było niemal niedostrzegalne.  Widać duch Narodu nie ginie na pohybel wszelkiej maści malkontentom i wichrzycielom. Za to szczególne SIUP! I to ze trzy kolejki.

Za to już drugiego stycznia, pod warunkiem, że nie jest to niedziela, następuje zderzenie z rzeczywistością, która dobitnie stara się wepchnąć ten nasz nienaturalny optymizm w głębokie zakamarki spodni byle się nie wychylał i nie denerwował innych. Tutaj należy się szczególne postanowienie noworoczne, które powinno należy odświeżać każdego dnia. Niezależnie od tego czy będę gruby czy chudy, czy będę palił i pił czy nie będę palił, będę denerwował innych… swoim optymizmem na przekór wrednej rzeczywistości. Takiego samego postanowienia życzę i Tobie. Jak je obaj zrealizujemy to będziemy mieli po jednym człowieku mniej do denerwowania. I za to SIUP – po jednym każdego dnia.

A żeby było łatwiej odnaleźć ten optymizm w tej jakże przepastnej kieszeni zakończę tak: miłego pierwszego długiego weekendu w tym Nowym Roku. SIUP!

 

Autor: Piotr Kosior