Odczuwam drobny dysonans pisząc „Piątkowego…” w połowie weekendu, w dodatku wcześniejsze rozpoczęcie weekendowania powoduje, że mam drobne problemy z percepcją. No dobrze, użyłem już dwóch trudnych i mądrych słów, wymagało to ode mnie nadludzkiego wysiłku, więc dalej będę już pisał językiem prostszym, dostosowanym do moich dzisiejszych możliwości intelektualnych.

Na dobry początek wznieśmy toast. Siup. Wprawdzie miał być za kolejne utracone przeze mnie kilogramy, ale niestety ostatni tydzień przyniósł jeden na plus. Per saldo zatem, po dwutygodniowej diecie, jest minus trzy kilogramy, co i tak uważam za dobre osiągnięcie. Chyba powinienem się nieco wytłumaczyć – w ubiegłym tygodniu mogłeś odnieść wrażenie, tak jak moja Szanowna Małżonka, że autorem poprzedniego felietonu jest jakiś rozdrażniony, zdesperowany i wygłodniały dupek. Przepraszam za to. Okazało się, że źle zinterpretowałem zasady diety i zanadto się katowałem, co wpływało na złe samopoczucie fizyczne i psychiczne. Głębsza lektura przepisów i porad specjalistów od mojej diety pokazała, że zdecydowanie powinienem sobie nieco odpuścić a czasami nawet zrobić wyjątek od zasad. Tak mi się to spodobało, że nie usłyszałem głosu rozsądku mówiącego „nie rób wyjątków codziennie”. Dołóż do tego weekendowe obowiązki, grillowanie z harcerzami, budowanie wędzarni z wujkiem, który wie, że dla trwałości budowli nie wystarczą solidne materiały i zapał w pracy, ale należy tchnąć w swoje dzieło ducha. Wujek – światły człowiek, języki zna, łacinę najmniej ale wie, że duch to spiritus i tą skutecznie wykorzystuje. W ten sposób tygodniowa dieta może legnąć w tłuszczu i węglowodanach w dwa dni. Ale o tym w innym odcinku – jak już skonsumuję moją pierwszą, własnoręcznie zrobioną i uwędzoną wędlinkę.

A jeszcze o jednym nie wspomniałem. Jakoś plany urlopowe w tym roku długo się klarowały, wystarczająco długo, żeby skończyło się na spędzaniu wolnego czasu na RODOS. Od razu zastrzegam, że nie jestem autorem tego błyskotliwego skrótu, który rozwija się do „Rodzinne Ogródki Działkowe Ogrodzone Siatką”. Nie to jest jednak istotne, bo i tak to lepsza perspektywa niż tradycyjny polski urlop – z wałkiem w ręku i drabiną pod siedzeniem. Udało mi się szybko i skutecznie uciąć delikatne sugestie Szanownej Małżonki, że przydałoby się odmalować duży pokój lub odświeżyć kuchnię. W urlopie jednak najdziwniejsze jest to, że przez cały rok czekasz na niego, w ostatni dzień przed urlopem uświadamiasz sobie, że nie zdołasz zamknąć wszystkich tematów w pracy a ludzie uaktywniają się ze swoimi oczekiwaniami dokładnie o godzinie ósmej rano pierwszego dnia Twojego zasłużonego wypoczynku. W sumie nie wiem czy Ty tak masz, ale ja, w związku z wypoczynkiem na RODOS i dostępem do zaawansowanych technologii w postaci laptopów, smartfonów, bezprzewodowego internetu przepracowałem pierwszy dzień urlopu niemal tak wydajnie jak każdy jeden, powszedni dzień roboczy. Zdarzenie to spowodowało u mnie poważne przemyślenia na temat dwóch perspektyw. Pierwsza – urlopowa; za rok na urlop jadę tam, gdzie nie ma zasięgu komórkowego, internetu a najlepiej i prądu, dzięki czemu nie będę musiał polegać na swojej dyscyplinie urlopowej. Druga – pracowa; wydajność pracownika w biurze drastycznie spada w porównaniu z tą sama praca wykonywaną na RODOS w towarzystwie Matki Natury i Grilla. Nie wspomnę już o przyjemności wykonywania pracy w takim anturażu.

W związku z tym, że jestem na urlopie a Ty jesteś na długim weekendzie nie powinniśmy się nawzajem męczyć, dlatego też zakończę swoje dzisiejsze przemyślenia. Na zakończenie jeszcze tylko, w ramach prywaty, nawiążę do mojej diety specjalnie dla Pana F – wiernego czytelnika i krytyka moich felietonów. Okazuje się, że weekendy, szczególnie te długie, nie sprzyjają trzymaniu reżimu diety. W związku z tym dzisiaj nie możesz liczyć na motywację do jej zastosowania. Zamiast tego wznieśmy szkło wraz z jego zawartością w intencji diety mojej i Pana F. Miłej reszty weekendu. Siup.


Autor: Piotr Kosior

 

PODZIEL SIĘ
Poprzedni artykułPiątkowa Iwona Dyszkiewicz: Świat według kiepskich (kierowców)
Następny artykuł3x łóżko
Żyjemy we Wrocławiu i patrzymy na świat z perspektywy naszego miasta. A Dzielnice są różne jak tylko różne mogą być. Nader często można odwiedzić nasze wrocławskie dzielnice kultury czy sportu, ze szczególnym uwzględnieniem teatru, filmu czy Śląska.