Z dzieciakami jest tak, że trzeba bardzo uważać na to, co się przy nich mówi. Te przebiegłe bestie zapamiętują każde Twoje słowo i są gotowe użyć je w najmniej odpowiednim, a czasami w najbardziej odpowiednim, momencie. To, że mój młodszy Szkodnik (Ewcia – lat 4,5) ma cięty język wiedziałem od dawna, ale od wczoraj wiem, że potrafi tą przypadłość wykorzystać przeciwko własnemu ojcu…

Procedura zaczęła się standardowo. Parkowanie w okolicach przedszkola, w centrum miasta, w godzinach ogólnie przyjętych, jako godziny odbioru dzieciaków z przedszkola, nie należy do najłatwiejszych jednak, o dziwo, wczoraj nie nastręczało większych problemów. Miejscówkę znalazłem szybko. Dalej, zgodnie z planem, spacer do przedszkola, wymiana uśmiechów i uprzejmości z każdą z Pań Przedszkolanek, ubieranie Szkodniczki, powrót do auta, zapinanie w foteliku i odjazd. Tutaj pojawił się wyłom w codziennej procedurze, bo zaparkowałem tak, że do ruchu musiałem włączyć się tyłem. Za sobą miałem bardzo ruchliwą ulicę, a na dodatek widoczność zasłaniały inne, zaparkowane w tym miejscu samochody. A zatem wsteczny, kierunkowskaz i powolutku zacząłem się wychylać. Nieco szybszymi zrywami samochodu starałem się przestraszyć jadących ulicą i tym samym skłonić do wpuszczenia mnie. Pech chciał, że trafiłem na spory sznur niestrachliwych kierowców, co spowodowało wydłużenie czasu włączania się do ruchu. Jako, że dzieci do cierpliwych nie należą a Ewcia bynajmniej nie jest wyjątkiem potwierdzającym regułę, usłyszałem z jej dziecięcych ust melodyjne: „No jedź CIOŁKU”… Noga sama mocniej nacisnęła na hamulec i po chwili konsternacji musiał nastąpić urzędowy wykład na temat tego, że do tatusia tak mówić nie wolno, że w ogóle tak mówić nie wolno, że to nie ładnie, że taka ładna dziewczynka… Nie zdążyłem skończyć pogadanki, kiedy to riposta spadła na mnie jak grom z jasnego nieba (choć znając moją córkę powinienem się jej spodziewać): „Ale przecież ty tak mówisz”. Ooooo nie, takie małe Coś, siedzącej w drugiej klasie naszego samochodu, nie będzie podskakiwało Mistrzowi Ciętej Riposty. Uświadomiłem Dziecię, że „tatuś tak mówi tylko na kierowców, którzy nie potrafią jeździć i absolutnie Ewunia nie powinna tak mówić na tatusia”. I to był błąd. Z wrodzoną perfidią, z ironią przystającą jedynie dojrzałej femme fatale a nie czteroipółlatce, jednym swoim celnym stwierdzeniem zamknęła usta tatusiowi – BYŁEMU Mistrzowi Ciętej Riposty: „No a przecież ty nie umiesz wyjechać”. Dalsza podróż upłynęła niemal w całkowitym milczeniu. Ograniczyliśmy się jedynie do służbowego dialogu. „Co było na obiad?” – „nie pamiętam”, „co robiliście dzisiaj w przedszkolu?” – „nic” – wszystko zgodnie z codzienną procedurą.

W domu czekała na mnie inna niespodzianka – tym razem przygotowana przez starszą Szkodniczkę (Maja – prawie 10 lat). Ta znowu zachowuje się jakby byłą córką pary wytrawnych polityków. Najpierw zgotowała mi przyjęcie słodkie jak rzadko – uśmiech od ucha do ucha, całus, radosny okrzyk „tatusiu!”, rzucanie się na szyję i inne tego typu babskie zabiegi. A jakże – nie wczoraj się urodziłem – wiedziałem, że czegoś chce. Ale nieeeee, nic nie chce. Ochoczo melduje, że zadania domowego nie ma, że ma kolejną piątkę i plusa, i jak coś tam zrobi to i szóstkę będzie miała i nawet uprzątnęła nieco pokój i nawet obiadek mi do stołu poda…Mało brakowało a mycie stóp by mi zaproponowała. Normalnie nic nie zostało z dziecka, które na powitanie styranego ojca zaczyna narzekać, że to brzuch boli, głowa, paluszek, że zmęczona jest i sto nieszczęść ją spotkało i dzisiaj nie jest najlepszy dzień na porządki ani robienie czegokolwiek innego poza remedium na wszelkie dolegliwości ciała i duszy, czyli oglądaniem telewizji albo graniem w durnowate gierki. Kochanie dziecko.  Zjadłem obiadek i w tym momencie wszystko stało się jasne. Przebiegła Latorośl moja elegancko przygotowała grunt, poczekała aż tatuś będzie najedzony i dopiero wtedy zakomunikowała, że w piąteczek o siedemnastej jest szkolna dyskoteka, która potrwa do dwudziestej i kosztuje jedynie dwa złote i oczywiście ona ze swojego kieszonkowego jest gotowa pokryć koszty tej imprezy. Dziesięciolatka? Na dyskotekę? Do tego tygla wymalowanych przesadnie laleczek i napalonych nastolatków? Po moim… No jak tu odmówić? Toż to niewychowawcze zupełnie by było. Tak więc coś czuję, że czeka mnie dzisiaj najpierw cenzura stroju, który Majka sobie wybierze na pierwszą w życiu szkolną dyskotekę, a następnie dyskretna inwigilacja czy aby jakieś bydlę nie robi krzywdy mojej malutkiej córeczce.

Jak jesteś rodzicem to myślę, że mnie rozumiesz. Jeśli rodzicem dopiero planujesz być to masz próbkę tego, na co musisz być przygotowany. Jeśli nie dorobiłeś się potomków i nie masz tego w planach – Twój wybór, ale wiele Cię ominie (zapewne i dobrego i złego) i moje dzieci będą musiały pracować na Twoją emeryturę, co średnio mi się podoba. A teraz spadam przygotować się do inwigilacji (strój maskujący, ciemne okulary, gazeta, itp.). Byłbym zapomniał. W moim domu pojawił się drugi pies, ale to opowieść na kolejny piąteczek. Tymczasem miłego weekendu. SIUP!

 

Autor: Piotr Kosior