Kolejny weekend zbliża się wielkimi krokami. W zasadzie jak to czytasz to już zapewne weekendujesz pełną gębą. Dodatkowo jest to drugi z kolei długi weekend – niektórym jeszcze nie wszystko wyparowało po poprzednim a tu już kolejne procenty zasilą wątroby Rodaków.

Nasi dzielni Stróżowie Prawa będą zapewniani przez kierowców, że „tylko jedno małe piwko było”, „symboliczny łyk winka za Niepodległość”, „jabłka jadłem – całe trzy kilogramy”, itp. W wielu przypadkach będzie to prawda, ale częściowa… wszak kto by pamiętał, że dzień wcześniej świętował ze szwagrem imieniny jego cioci ze strony ojca brata stryjecznego, a dwa dni wcześniej „przybił gwoździa” w osiedlowym barze po uczczeniu kolejnego odcinka Piątkowego Bimbrownika… Wszak w internecie piszą, że po 24 godzinach już nie ma śladu wypitego alkoholu a ponadto kumpel w osiedlowym barze, zanim przybił gwoździa, wspominał że on ma dobrą przemianę materii i już po ośmiu godzinach ma 0.00 na swoim alkomacie. Wszyscy kłamią. I internet i kumpel-młotek i zapewne alkomacik made in China albo inny Tajwan. A później trzeźwy jak świnia kierowca jest mocno zdziwiony, że Władzunia Kochana ma dziwny alkomacik, który pokazuje co innego. A on ma drobną przewagę nad naszym – ma PAPIERY na swoją nieomylność. SIUP zatem za upojne weekendy i trzeźwych kierowców po weekendzie… jak dobrze to opijemy to we wtorek nie będzie korków a MPK podreperuje swój budżet.

Kłamców mamy niestety zdecydowanie więcej w naszym Kraju. I nie czepiam się wcale polityków, bo to by było jak wypominanie dziwce, że ma za krótką spódniczkę – no taki zawód, cóż począć. Ja w ogóle nikogo się nie czepiam, bo mam wrażenie, że wszystkim normy nieco się zakrzywiły, przesunęły i odrobinę zdeformowały. Niewiele zjawisk w naszym języku doczekało się tylu opisów, co kłamstwo. To niemal jak u Eskimosów ilość określeń śniegu. Mijamy się z prawdą, mówimy niepełną prawdę, mówimy prawdę między wierszami, puszczamy oko, krzyżujemy palce, mówimy półżartem, mówimy to, co ktoś chce usłyszeć, żartujemy, fantazjujemy, wpuszczamy kogoś w maliny, i wieeeeeele wiele innych określeń – część z nich muszę pominąć, bo uważane są za wulgarne. W ten oto sposób nawet termin płatności na fakturze traktowany jest umownie przez obie strony. Kupujący kłamie, że do tego dnia zapłaci. Sprzedający kłamie, że po tym dniu będzie naliczał odsetki. Ale gdzie ja tak daleko sięgam – firmy niech się między sobą liczą jak chcą – co to obchodzi szarego człowieka, któremu zepsuł się samochód i musi kupić nowy… Jedzie przez pół miasta obejrzeć wymarzone autko – oczywiście bezwypadkowe, przebieg (oczywiście malutki) udokumentowany książką serwisową, zadbane, pierwszy właściciel, klima, autoalarm, full wypas jednym słowem. I co? I na miejscu okazuje się, że i owszem – każda z czterech części, z których został pospawany nie była wyklepana a lakier jest oryginalny… zakupiony przez Pana Zdzisława – wprawionego lakiernika – w lokalnej hurtowni. Przebieg udokumentowany – a jakże – książką serwisową, ale spróbuj dodzwonić się do „autoryzowanych stacji obsługi”, których pieczątki widnieją w książce. Za to blankiety takich książek bez problemu zakupisz w serwisach aukcyjnych. Oczywiście pierwszy właściciel. W kraju. Tych trzech przed sprowadzeniem się nie liczy. I co? I nic. Człowiek jedzie oglądać inny i cieszy się, że nie dał się naciąć, a sprzedawcy-kłamcy na odchodne kłamie, że auto fajne, spyta żonę i oddzwoni jak się zdecyduje. A sprzedawca-kłamca czeka na „łosia”, który zachwycony wypastowanymi oponami nie zwróci uwagi, że są łyse jak kolano. No i teraz zastanawiam się, na ile jest normalne to, że wszyscy akceptują fakt, że jadąc kupować auto z góry wiadomo, że sprzedający będzie kłamał, ukrywał prawdę i traktują to, jako jego niemal święte prawo! Jak to jest, że gdzieniegdzie wylatuje się ze szkoły za ściąganie, kiedy u nas ktoś, kto nie umie ściągać jest traktowany jak dziwak i frajer, który uczy się do egzaminu. O laureatach wszelakiej maści konkursów na Przodownika Biznesu nie wspomnę, bo czymże jest „optymalizacja podatkowa” (kolejne ładne określenie na łamanie lub omijanie prawa – czyli KŁAMSTWO)?

Nie jestem utopistą. Jestem kłamcą i CZASAMI nawet źle mi z tym. Problem jest taki, że to jest spirala, w której wszyscy się kręcimy i żeby z niej wyskoczyć trzeba by było kręcić się w przeciwną stronę. Pod prąd. A to nie łatwe. A może niemożliwe? Może po prostu bez sensu? Może trzeba się wreszcie z tym pogodzić i kręcić się wygodnie? Może…

Aha – jeszcze media też kłamią. Tak sobie myślę, ilekroć słyszę/czytam o „medium opiniotwórczym”, że to są CI, którzy kłamią najzręczniej i najwiarygodniej.

Żeby jednak nie popaść w depresję powiem Ci, że znam jeden sposób na wydobycie prawdy, który likwiduje bariery w jej mówieniu (kurtuazja, dobre wychowanie, nieśmiałość, itp.), dzięki któremu, w miarę aplikacji mówisz prawdę, całą prawdę i tylko prawdę… Nie podam tego sposobu, bo to mogłoby się kłócić z jakąś Ustawą o wychowaniu w trzeźwości czy coś w tym stylu… NAPRAWDĘ miłego weekendu. SIUP!

 

Autor: Piotr Kosior

 

PODZIEL SIĘ
Poprzedni artykułCzwartkowy Paweł Karpiński: Magazyn energii
Następny artykułKomunikacja specjalna na mecz z Koroną Kielce
Żyjemy we Wrocławiu i patrzymy na świat z perspektywy naszego miasta. A Dzielnice są różne jak tylko różne mogą być. Nader często można odwiedzić nasze wrocławskie dzielnice kultury czy sportu, ze szczególnym uwzględnieniem teatru, filmu czy Śląska.