Jakoś przeżyłem pierwszą dyskotekę szkolną Majki, o czym pisałem w poprzednim odcinku. Wprawdzie musiałem wspomóc się spotkaniem z Szanownym Przyjacielem, z którym w każdy piąteczek wspólnie rozpoczynamy celebrację weekendu gromkim SIUP, ale to dobrze, gdyż w samotności nie wiem jak bym zareagował na sms o treści: „Tatko, jest suuuuuuper, mam chłopaka!”… Chłopak – rzecz nabyta, dziś jest – jutro go nie ma. Dam radę.

Nazajutrz, w sobotę uruchomiłem rytuał, który budzi wspomnienia z dziecięcych lat. Pobudka niemal w środku nocy, szybkie ubieranie, zaparzanie kawy w termosie, gotowanie jajek na twardo, robienie kanapek, szukanie koszyka wiklinowego i start. Na grzyby! Tym razem wybraliśmy się w silnym składzie, w którym lata temu jeździliśmy na grzybobrania, czyli z Matulą moją Rodzicielką, Wujkiem i Cioteczką. Średnią wieku znacząco zaniżałem, za to idealnie nadawałem się na kierowcę. Zapowiadał się cudny relaks w pięknych lasach Międzyborza i Twardogóry. Wiedziałem, że są grzyby, choć nie to jest najważniejsze w grzybobraniu… Wiedziało też o tym jakieś dwieście tysięcy innych Wrocławian, których tam spotkałem. Leśne parkingi, ścieżki, rowy zapełnione były samochodami z rejestracją DW. Ja nie jestem z tych, którzy idą na łatwiznę, więc wykazałem się niebywałym sprytem i ze wsparciem map googla znalazłem pusty wjazd do lasu z dala od innych samochodów i grzybiarzy. No skąd mogłem wiedzieć, że to nie mój spryt, ale brak grzybów w tej części lasu spowodował te pustki? Nie to jednak było istotne. Wszak nie to jest najważniejsze w grzybobraniu… A co jest najważniejsze w grzybobraniu – mógłbyś się spytać. Otóż kontakt z naturą, cisza, relaks, oderwanie od zurbanizowanego biegu z przeszkodami, możliwość zapoznania się z, dawno niesłyszanymi, własnymi myślami, i tak dalej. A grzyb w koszyku jest tylko pretekstem, efektem ubocznym. No to wracając do ciszy i relaksu – głuchy na jedno ucho Wujek nie zabrał na tą wyprawę aparatu słuchowego… Jeżeli jeszcze nie wiesz co się święci, to wiedz że w lesie na grzybobraniu człowiek mniej więcej powinien trzymać się ekipy, a jak ją straci z pola widzenia wystarczy, że wzniesie okrzyk przywoławczy, ktoś z ekipy wzniesie odzew i w ten sposób ekipa podąża w miarę zwarta. Chyba, że w ekipie jestem ja, Matula ze swoją siostrą, które wychowane w lesie poruszają się po nim chyba za pomocą echolokacji, więc nie potrzebują wznosić ani okrzyków przywoławczych ani tym bardziej odzewów (żeby nie zdradzić gdzie są, bo ktoś mógłby je zlokalizować i zebrać czekające na nie borowiki), oraz wujek – niesłyszący na jedno ucho, dzięki czemu niepotrafiący zlokalizować kierunku, z którego dźwięk dochodzi… Dzięki temu po dziesięciu minutach od wejścia do lasu rozpocząłem akcję poszukiwawczą wujka. Najpierw znalazłem Leśne Siostrzyczki i stanowczo nakazałem pozostanie w miejscu, w którym się obecnie znajdują a następnie pobiegłem w kierunku punktu, w którym ostatnio widziałem wujka. W pewnym momencie zobaczyłem postać między drzewami beztrosko wypatrującą w ściółce brunatnych kapeluszy. Wzniosłem okrzyk przywoławczy. Wujek, stojący tyłem do mnie, wzniósł okrzyk odzewu i pomachał w stronę, z której (jak Mu się wydawało) dochodził dźwięk i, o zgrozo, żwawym krokiem ruszył w tym kierunku. Musiałem więc skorzystać z mojej wątłej kondycji i dobiec do towarzysza grzybobrania, następnie razem ruszyliśmy w kierunku miejsca spotkania z Siostrzyczkami. Tam okazało się, że zew lasu jest silniejszy od próśb i gróźb syna. Podczas poszukiwać wujka Mama z Ciocią postanowiły nie marnować czasu i udały się w las na poszukiwanie grzybów. Po półgodzinnym pobycie w lesie już nie myślałem o tym, żeby znaleźć jakieś grzyby, ale modliłem się o to, żeby nie zgubić moich Bliskich. Cisza, relaks i słuchanie własnych myśli… Okazało się, że moje myśli są bardzo wulgarne – aż mi się siebie nie chciało słuchać.

W tym czasie moja Szanowna Małżonka została w domu w roli opiekunki całego naszego inwentarza: dwóch córek i dwóch psów. Po pierwsze chciałem publicznie przeprosić mojego Yorka, którego we wcześniejszych odcinkach śmiałem nazywać „pseudopsem”. Otóż w ubiegłą niedzielę wybraliśmy się rodzinnie na wystawę psów rasowych i po odwiedzeniu dziesięciu ringów zadałem pytanie „gdzie są psy?”. To, co do tam widziałem wyglądało w większości jak eksperymenty genetyczne w zakresie krzyżowania psów z chomikami, królikami, świniami i baranami – niektórzy nawet posunęli się do przystrzyżenia tych mutantów na wzór żywopłotu mojego sąsiada. Drugi piesek to przygarnięta przez nas półtora tygodnia temu znajda – Biszkopt. Miałem jemu poświęcić ten odcinek, ale nie spodziewałem się, że grzybobranie przyniesie tyle emocji. W każdy razie Biszkopta znalazłem na RODOS (Rodzinne Ogrody Działkowe Ogrodzone Siatką), przez tydzień dokarmiałem, po czym psina postanowiła się do mnie wprowadzić. Sam wskoczył do samochodu, więc cóż było robić. Weterynarz, odrobaczanie, odpchlanie (miał cały zwierzyniec na sobie), a po kilku dniach kąpiel… Biszkopt, jak sama nazwa wskazuje barwy biszkoptowej, po kąpieli stracił podstawy do noszenia tego miana – okazało się, że jest biały, ale postanowiliśmy już nic nie zmieniać w jego życiu. Niech trochę psina odetchnie. Przy okazji okazało się, że poza maścią Biszkopcik jest klonem poprzedniego ukochanego psiaka Szanownej Matuli mojej, więc została nim obdarowana i chyba świetnie się ze sobą dogadują.

Naczelny mi kiedyś po uszach da za to skakanie po tematach i pisanie przydługich felietonów. Ale cóż ja mogę poradzić na to, że w piątek porządek w moim umyśle ulega weekendowej destrukcji a po pierwszym SIUP wyłazi ze mnie Mister Hajd. Później części moich weekendowych manewrów nie pamiętam, części się wstydzę a do części nie przyznaję. Tobie też życzę licznych przeobrażeń. Miłego weekendu. SIUP!

 

Autor: Piotr Kosior

 

PODZIEL SIĘ
Poprzedni artykułKomunikacja specjalna na mecz z Zagłębiem
Następny artykułIX Urodziny Salvadora
Żyjemy we Wrocławiu i patrzymy na świat z perspektywy naszego miasta. A Dzielnice są różne jak tylko różne mogą być. Nader często można odwiedzić nasze wrocławskie dzielnice kultury czy sportu, ze szczególnym uwzględnieniem teatru, filmu czy Śląska.